Motoryzacja

GP Chin - Wygrał Raikkonen. Pech Kubicy i Hamiltona

Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Lewis Hamilton mógł wczoraj zapewnić sobie mistrzowski tytuł, ale wylądował poza torem. Defekt pozbawił Roberta Kubicę szans na pierwsze w karierze zwycięstwo.
Rozgrywany przy zmiennej pogodzie wyścig o Grand Prix Chin na długo zapadnie w pamięci kibiców. W Szanghaju osobiste dramaty przeżyło dwóch kierowców, którzy od dawna rywalizowali ze sobą w przeróżnych juniorskich seriach wyścigowych. Lewis Hamilton stracił szansę na zapewnienie sobie mistrzowskiego tytułu na jedną rundę przed końcem mistrzostw, a defekt samochodu pozbawił Roberta Kubicę szans na pierwsze w karierze zwycięstwo.
Start odbywał się na mokrym torze, a kiedy po kilkunastu okrążeniach zaczęło przesychać, deszczowe opony w samochodzie Polaka zaczęły się bardzo zużywać. Zdecydowano się przyspieszyć pierwsze i jedyne tankowanie Kubicy, aby jak najszybciej zmienić mu opony na przeznaczone do jazdy po suchym torze. Rok wcześniej podobny manewr pozbawił go szans na walkę o punkty, tym razem okazał się strzałem w dziesiątkę. Na wciąż wilgotnej nawierzchni Kubica pokazał niebywały kunszt, wyprzedzając Nicka Heidfelda, Felipe Massę i Kimiego Raikkonena. Nawet przelotny deszczyk nie przeszkodził mu w uzyskiwaniu doskonałych czasów okrążeń – miejscami Polak był nawet o sześć-osiem sekund szybszy od kierowców Ferrari (Massa jechał już na oponach do jazdy po suchym torze, a Raikkonen wciąż na „deszczówkach”). Po 33 okrążeniach biało-niebieski BMW Sauber jechał na czele stawki, oddalając się błyskawicznie od Raikkonena, który tymczasem także zmienił opony. Polak nie musiałby już zjeżdżać do boksu, ale szczęście nie trwało długo.
Pod koniec 34. okrążenia, na którym Kubica zyskał kolejną sekundę przewagi nad kierowcą Ferrari, w BMW Sauberze zastrajkował układ hydrauliczny. Przestało działać wspomaganie kierownicy, a skrzynia biegów zakleszczyła się na pierwszym biegu. Kubica zjechał na trawiaste pobocze i z rezygnacją położył dłonie na wierzchu kierownicy. Prysły nadzieje na dobry rezultat. „Straciłem szansę na podium, a może nawet na coś więcej,” powiedział potem Polak. Trudno powiedzieć, czy udałoby się utrzymać prowadzenie do mety – z pewnością w momencie awarii Kubica miał niespełna 4 sekundy przewagi nad Raikkonenem i uzyskiwał czasy o około sekundę lepsze na okrążeniu. Fin był świeżo po zmianie opon i jego ogumienie mogło jeszcze nie być wystarczająco rozgrzane, ale Polak jechał jak w transie i udawało mu się wyprzedzać innych kierowców, mimo że na przesychającej nawierzchni taki manewr wymaga zjechania na mokrą część toru. Grozi to utratą przyczepności, a także nadmiernym schłodzeniem opon przeznaczonych do jazdy po suchym torze. Kubica jechał koncertowo, ale kolejny raz w tym sezonie awaria bolidu BMW Sauber pozbawiła go szans na doskonały wynik. Kilka okrążeń wcześniej swój ogromny dramat przeżył Lewis Hamilton. Tuż po starcie wydawało się, że Anglik bez problemów zdobędzie wystarczającą liczbę punktów, by zapewnić sobie mistrzowski tytuł. „Potrzebuję cudu, by obronić mistrzowski tytuł,” powiedział kilka dni przed wyścigiem Fernando Alonso. I taki cud się wydarzył, przedłużając nadzieje Hiszpana. Hamilton nie musiał wygrywać w Chinach, wystarczyło mu utrzymanie przewagi nad najbliższymi rywalami. W pierwszej fazie wyścigu Anglik jechał jak natchniony, szybko powiększając przewagę nad próbującym utrzymać jego tempo Raikkonenem. Kiedy nawierzchnia zaczęła przesychać, wyszedł na jaw brak doświadczenia lidera klasyfikacji. Opony przeznaczone do jazdy po suchym torze są szczególnie czułe na przegrzewanie, bardziej doświadczeni Raikkonen i Alonso nie mieli problemów z zadbaniem o odpowiednie zużycie deszczowego ogumienia. Tymczasem Hamilton, chcąc zapewnić sobie mistrzowski tytuł w wielkim stylu, cały czas starał się jechać na maksimum możliwości swoich i samochodu. Kiedy na torze pojawiła się już wyraźna sucha linia, Raikkonen zaczął błyskawicznie zbliżać się do lidera. Opony w McLarenie Anglika były już w opłakanym stanie, ale mimo tego Hamilton bronił pozycji – chociaż tak naprawdę nie musiał tego robić. Przy zwycięstwie Raikkonena i drugiej lokacie Alonso do zapewnienia sobie historycznego tytułu wystarczała mu trzecia pozycja… Dramat Hamiltona rozegrał się na 30. okrążeniu. Dwie rundy wcześniej prowadzenia pozbawił go Raikkonen, zdarte do cna opony w McLarenie nie pozwoliły Anglikowi na obronę pozycji. Hamiltona wyprzedził nawet zdublowany wcześniej Jarno Trulli. Kiedy wreszcie lider punktacji postanowił zjechać do boksu, było już za późno. Prawa tylna opona była już praktycznie w strzępach, widać było wystający spod warstwy gumy pasek białego płótna. Na początku zjazdu do alei serwisowej kierowcy muszą pokonać lewy zakręt pod kątem 90 stopni i właśnie tam legły w gruzach marzenia Hamiltona o zapewnieniu sobie w Chinach mistrzowskiego tytułu. Pozbawiony przyczepności McLaren wypadł na zewnętrzną stronę toru i utknął na żwirowanym poboczu. Anglik desperacko wymachiwał rękami, prosząc porządkowych o wypchnięcie go na asfalt. Na próżno – po paru minutach musiał się poddać, rozpiął pasy i wysiadł z samochodu. Kimi Raikkonen nie miał żadnych problemów z utrzymaniem prowadzenia do mety i dzięki wygranej zachował szanse na mistrzowski tytuł. Druga lokata Alonso także przedłużyła nadzieje Hiszpana – obaj mają jeszcze szansę na pokonanie Hamiltona. Decydujący akt liczącego 18 odcinków dramatu rozegra się zatem za dwa tygodnie w Sao Paulo. Hamilton nadal przewodzi w klasyfikacji mistrzowskiej, ale marzeń o tytule wciąż mogą pozbawić go dwaj kierowcy. Zwycięzca z Chin, Kimi Raikkonen, traci do lidera siedem punktów, a broniący tytułu Fernando Alonso już zaledwie cztery. Jeśli w Grand Prix Brazylii wygra Raikkonen, Hamiltonowi do szczęścia wystarcza piąta pozycja – pod warunkiem, że Alonso będzie najwyżej trzeci. Przy zwycięstwie Alonso Hamilton musi być drugi. Tak więc wygrana bądź drugie miejsce dają Lewisowi tytuł, bez względu na poczynania rywali. Dodatkowo trójce kierowców walczących o tytuł punkty może odebrać Felipe Massa – przed rokiem Brazylijczyk zwyciężył przed własną publicznością, a w tym roku, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, będzie się starał pomóc koledze z zespołu Ferrari, Kimiemu Raikkonenowi. O tytuł walczy aż trzech kierowców (ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 1986 r.) i z pewnością ostatnia odsłona tegorocznych mistrzostw świata będzie niezwykle emocjonującym wyścigiem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL