fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rewolucje w krajach arabskich

Tunezyjska niewiadoma

Raszid Ghannuszi
AFP
Jerzy Haszczyński
Do Tunezji wrócił przywódca islamskiej opozycji. Uchodzi za umiarkowanego, ale część Tunezyjczyków obawia się islamizacji kraju
Na Raszida Ganusziego, przywódcę partii Nahda (Odrodzenie), który od dwóch dekad przebywał na wygnaniu w Londynie, czekały w niedzielę tysiące ludzi. Rozentuzjazmowany tłum, w którym widać było kobiety w islamskich chustach, zablokował drogę na lotnisko. Islamska opozycja była ostro prześladowana przez obalonego ponad dwa tygodnie temu dyktatora Zina el Abidina Ben Alego. Nahda nie weszła w skład rządu jedności narodowej, który powstał po zwycięstwie rewolucji. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że będzie jedną z najsilniejszych partii w Tunezji. Pytanie, jak bardzo islamska się okaże.
Chce uchodzić za ugrupowanie umiarkowane, inne niż np. palestyński radykalny Hamas. Raszid Ganuszi (nie jest krewnym premiera Mohameda Ganusziego) mówił dziennikowi „Financial Times”, że jego partii jest najbliżej do rządzącej Turcją umiarkowanej islamskiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). – Niektórzy porównują mnie do Chomeiniego, który wróci do Tunezji (jak tamten do Iranu, by poprowadzić rewolucję islamską – red.). Ale nie jestem Chomeinim – powiedział.
Nie obawiają się jego powrotu także liderzy do niedawna wszechwładnej, a teraz powoli rozliczanej ze wspierania reżimu, partii Zgromadzenie Konstytucyjno-Demokratyczne (RCD). – Witamy Raszida Ganusziego. To jego kraj. Myślę, że nasi islamiści się zmienili, nie są tacy radykalni jak kiedyś. Na dodatek społeczeństwo nie zaakceptuje fundamentalizmu. Nahda ma takie samo prawo jak inne partie, by uczestniczyć w porewolucyjnym życiu politycznym – mówi „Rz” Mohamed Gariani, sekretarz generalny RCD.
Obaw nie żywi także prof. Ferhat Horszani, politolog: – Rewolucję przeprowadziła młodzież. I ona będzie broniła jej zdobyczy. To była rewolucja w imię wolności i demokracji, wszystkie partie muszą respektować te zasady – komentuje dla „Rz”, dodając, że sądzi, iż islamiści tunezyjscy nie są już radykalni.
– Właśnie politycy i eksperci sądzą, że Nahda to nie fundamentaliści i że Tunezji nie grozi przekształcenie się w niechętny Zachodowi kraj islamski – denerwuje się lewicowa dziennikarka, wykształcona we Francji. Jej zdaniem nikt tak naprawdę nie wie, jakie jest społeczeństwo tunezyjskie. Nie ma wiarygodnych badań. Wszyscy sądzą po liberalnym Tunisie. Ale może się okazać, że prowincja marzy o tym, by Tunezja wzięła przykład z Iranu, choć oczywiście w wersji sunnickiej, a nie szyickiej.
Nahda wywodzi się, podobnie jak Hamas, z panarabskiego ruchu Braci Muzułmanów. Potem ewoluowała, na co miała wpływ emigracja wielu przywódców do Europy Zachodniej. Jak podkreśla 69-letni Raszid Ganuszi, byli tam dobrze przyjęci, za co są wdzięczni i nie będą robili Zachodowi kłopotów.
Politycy Nahdy raz startowali w wyborach w Tunezji, ale jako kandydaci niezależni, bo partia nie została do nich dopuszczona. Było to w 1989 roku, zdobyli 15 procent głosów. Teraz ich popularność jest jedną z najważniejszych zagadek w Tunezji. [i]Korespondencja z Tunisu[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA