fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Badania zwyczajów żywieniowych Polaków

fot. headsclouds
Flickr
O tym, co Polacy jedzą w pracy i jak jedzenie wpływa na nasze kulturowe DNA – mówi socjolog Tomasz Sobierajski
[obrazek=http://www.rp.pl/static/img/orzelek_zakladki.gif] [b]Czy jeśli powiem panu, co jem, będzie pan mógł stwierdzić, jakim jestem człowiekiem? [/b]
[b]Tomasz Sobierajski:[/b] Będę mógł zbudować pani charakterystykę na podstawie menu, jakie mi pani przedstawi, spróbować „odbudować” pani kulturowe DNA. I tak może zrobić każdy z nas. Bo każdy z nas określa się przez jedzenie bądź przez niejedzenie.
[obrazek=http://www.rp.pl/static/img/orzelek_zakladki.gif] [b]Tym się zajmuje socjologia jedzenia?[/b]
Francuski socjolog Claude Fischler twierdzi, że jedzenie to most między naturą i kulturą. Jako działanie pozwala na odkrycie społeczeństw pod nowym, ciekawym kątem. Mnie, socjologa, interesuje, co jemy, kiedy jemy, jak jemy i dlaczego jemy. Jednym słowem biorę pod lupę nasz społeczny apetyt. Przy czym jedzenie to nie tylko konsumpcja – dla przyjemności bądź dla zaspokojenia fizjologicznych potrzeb. To również produkcja i dystrybucja. Spory obszar, który wymaga wnikliwych badań. Czy ma pani swoją ulubioną potrawę?
[obrazek=http://www.rp.pl/static/img/orzelek_zakladki.gif] [b]Nie będę oryginalna – domowy rosół. [/b]
Większość z nas ma taką potrawę. Poprawiamy sobie samopoczucie, myśląc o ulubionym jedzeniu lub o nim marząc.
Określone zapachy i smaki przywołują wspomnienia. Wracamy myślami do domu rodzinnego, do znaczących bliskich, którzy wychowali nas w określonej tradycji kulinarnej. Na tych wspomnieniach, opartych również na smakach, budujemy tożsamość. Nawyki żywieniowe i związane z nimi rytuały kształtowały nasze stereotypy: że dziewczynki jedzą mało, a chłopcy dużo, że prawdziwy mężczyzna musi zjeść porządny kawałek mięsa, bo nie będzie miał siły, że gotują kobiety, a mężczyźni jedzą. Z tymi doświadczeniami i z tą wiedzą idziemy w świat.
[obrazek=http://www.rp.pl/static/img/orzelek_zakladki.gif] [b]Mamy wspólny kod jedzeniowy, jedzenie nas integruje jak narodowość czy obyczaje?[/b]
Nawyki kulinarne konstruują społeczeństwo również w kategoriach narodowych. Mówimy o kuchni polskiej, włoskiej, rosyjskiej, czeskiej, tajskiej, chińskiej. Nawyki nie wyrastały w próżni. W niektórych krajach azjatyckich jada się psy, co w Europie jest nie do pomyślenia. Koszerne jedzenie u Żydów, ich kuchnia i związane z nią rytuały pomagały temu narodowi przetrwać.
Socjologia jedzenia to subdyscyplina, która od 20 lat znakomicie rozwija się na Zachodzie. Okazało się, że po czasach, kiedy w pracach socjolo- gicznych mówiło się przede wszystkim o głodzie i o walce klasowej głodem wywołanej (chociaż Marks raczej nigdy nie głodował) – społeczeństwa Zachodu nasycają się, a jedzenie staje się centrum ich świata. W sensie mentalnym, jak i antropologicznym, związanym z organizacją przestrzeni. Jedzenie nie jest już tylko elementem, który pozwala nam przetrwać i dostarcza ważnych składników dla funkcjonowania organizmu. Przestało być fizjologią, stało się filozofią.
[obrazek=http://www.rp.pl/static/img/orzelek_zakladki.gif] [b]Jest mnóstwo książek, powstają programy telewizyjne, a nawet kanały tematyczne poświęcone gotowaniu. Każdy wie, co to są kalorie, i dzielimy się na wyznawców tej albo innej diety. Może to temat zastępczy: można tu bezpiecznie ujawnić siebie, poczuć przynależność do grupy?[/b]
Można się też kreować. Na pytanie: jaką kuchnię lubisz, mało kto odpowie: polską – pierogi, kopytka, ziemniaki i smalec. Będzie raczej mówić, że lubi włoską czy hiszpańską, dzięki temu wypadnie lepiej w oczach innych. Wielu osobom, np. aspirującym do klasy średniej, wydaje się, że nie wypada mówić: lubię kluski. Powiedzą, że lubią gnocchi albo pastę. To, co ludzie jedzą, w jaki sposób jedzą i w jakich miejscach, sytuuje ich na odpowiednim szczeblu drabiny społecznej. Jeśli ktoś chce wdrapać się wyżej, musi kupować jedzenie w odpowiednich sklepach, umawiać się ze znajomymi we właściwych restauracjach i urządzić kuchnię według katalogowego wzoru.
[obrazek=http://www.rp.pl/static/img/orzelek_zakladki.gif] [b]To kto kupuje te wszystkie zupki w proszku? Mam przed oczami reklamę – pani jedzie do pracy windą w biurowcu z naręczem warzyw, ledwo się w niej mieści. Obok stoi druga pani – ta mądrzejsza – i macha torebką z zupką w proszku, która (jak wmawia reklama) ma te same składniki co świeże warzywa. Dajemy się na to nabrać? Co Polacy jedzą w pracy?[/b]
Jedzą kanapki (niemal 40 proc.) albo nic nie jedzą poza batonikami. Średnio pracujemy 8 – 10 godzin, na dojazdy poświęcamy godzinę albo dwie, więc jesteśmy bez posiłku ok. 12 godzin. Dwoje na troje Polaków nie je w pracy nic. Wracamy do domu ok. 20 i jemy jednocześnie śniadanie, obiad i kolację. W ciągu czterech godzin. Później nie możemy zasnąć, więc jeszcze dojadamy. Jak już zaśniemy, organizm z trudem radzi sobie z tym nadmiarem.
Jakąkolwiek dietę sobie wymyślimy, wszystko pójdzie na marne, jeśli nie nauczymy się w ciągu dnia pracy regularnie jeść. To jest trudne, bo jesteśmy przyzwyczajeni, że problem jedzenia ktoś zawsze za nas rozwiązywał – najpierw mamy szykowały nam kanapki do tornistrów, a w szkołach, przy uczelniach i w zakładach pracy były bufety i stołówki. Teraz tego nie ma.
[obrazek=http://www.rp.pl/static/img/orzelek_zakladki.gif] [b]Co najwyżej zamawiamy jedzenie na telefon, ale ile można jeść pizzę? [/b]
Albo kebab – ulubione danie Polaków. A jedzenie w pracy jest ważne: poprawia koncentrację, wpływa na to, że jesteśmy bardziej wydajni, lepiej się czujemy i jest zwyczajnie dla nas zdrowsze. I my nawet to wiemy (90 proc. badanych), ale prawie nic w pracy nie jemy, tłumacząc się standardowo brakiem czasu.
[obrazek=http://www.rp.pl/static/img/orzelek_zakladki.gif] [b]To co mamy jeść?[/b]
W socjologii jedzenia trzy elementy są ze sobą ściśle związane: produkcja, dystrybucja i konsumpcja. Są wpisane w koło i nawzajem się napędzają. Produkuje się to, co ludzie chcą jeść.
Lub produkuje się to, co ludziom wmówi się, że chcą jeść. I my się emocjonalnie temu poddajemy. Wiele osób zbyt wiele od jedzenia uzależnia, zamiast słuchać tego, co mówią im organizmy.
Jedzmy to, co nam smakuje, najlepiej w towarzystwie osób, które lubimy, i kilka posiłków w ciągu dnia, a nie wszystkie naraz. Gotujmy, bo to odpręża i jest dla nas zdrowe. I nie traktujmy jedzenia zbyt serio.
[i]—rozmawiała Renata Mazurowska[/i]
[i]Badanie konsumenckie przeprowadzone przez Instytut IQS & Quant Group na zlecenie wydawnictwa Carta Blanca[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA