fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mniejszości

Mieszkali tu dziesięć lat. Teraz ich deportują

ROL
Pięcioosobowej rodzinie z Mongolii mieszkającej w Krakowie grozi wydalenie. Czy obroni ich RPO? Czują się Polakami
– Zgarnęli mnie w piątek z przystanku w Krakowie – opowiada „Rz” Khasha, urodzony w Mongolii student IV roku metalurgii na AGH. – Właśnie byłem po ostatnim egzaminie.
Funkcjonariusze Straży Granicznej zabrali mu rzeczy osobiste, telefon komórkowy i odwieźli do strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców w Przemyślu. [srodtytul]Czują się Polakami[/srodtytul]
Dołączył tam do zatrzymanych kilka dni wcześniej rodziców: mamy Jargal Jamda i ojca Gonnchisguren Batdavaa oraz najmłodszego z braci, dziesięcioletniego, urodzonego w Polsce. Ojca zatrzymano, gdy robił zakupy, matkę w drodze do domu. Uprosiła strażników, by mogła zabrać ze szkoły najmłodszego syna. Trzeciego Oyuna, studenta I roku AGH, funkcjonariuszom nie udało się zatrzymać. Rodzinie grozi deportacja do Mongolii. Khasha miał w przyszłym tygodniu bronić pracy inżynierskiej, chciał kontynuować studia magisterskie, a w przyszłości podjąć pracę, założyć rodzinę. Kolega z AGH Filip Szczerbik: – To wspaniały kumpel, wesoły, optymista zakochany w Polsce. – Jesteśmy i czujemy się Polakami. Myślimy po polsku i chcemy tu mieszkać – mówi ze łzami Jargal Jamda, tłumaczka języka mongolskiego, jedna z nielicznych w kraju. Od wielu lat tłumaczy dla sądów, prokuratury, policji. Z Polską związana od dzieciństwa. Jej rodzice w latach 70. pracowali w ambasadzie mongolskiej w Warszawie. Tu się wychowywała, chodziła do szkoły dla dzieci dyplomatów. Po wprowadzeniu stanu wojennego rodzice zostali odesłani do Mongolii. Jargal miała wtedy 11 lat. – Postanowiłam, że wrócę do Polski – wspomina. W 2000 r. się udało – z mężem i synami zamieszkali w Krakowie. Tuż po przyjeździe urodził się najmłodszy, któremu nadali polskie imię Karol. – W pierwszych latach zajmowaliśmy się wychowywaniem dzieci i trochę zaniedbałam legalizację pobytu – przyznaje matka. W 2004 r. rodzina podjęła starania o zgodę na legalny pobyt. Wynajęli prawniczkę. – Przez te dziesięć lat nigdy nie mieliśmy konfliktu z prawem – zaznacza. [srodtytul]Koniec marzeń[/srodtytul] Słali pisma do Urzędu ds. Cudzoziemców i wojewody. – Nasza prawniczka zmarła, a ja pogubiłam się w gąszczu przepisów – opowiada matka. Decyzję o deportacji rodziny podjął wojewoda małopolski, a utrzymał ją w mocy Szef Urzędu ds. Cudzoziemców. Rzecznik Karpackiego Oddziału Straży Granicznej ppłk Marek Jarosiński wyjaśnia, że ojciec rodziny był wielokrotnie zatrzymywany przez Straż Graniczną i już w 2007 r. wojewoda zdecydował o wydaleniu go z kraju. Podobnie decyzje dotyczyły żony i dzieci. Rodzina składała odwołania, wnioski o pobyt tolerowany oraz przyznania wizy pobytowej, ale urzędy i sądy się na to nie zgodziły. – W grudniu zeszłego roku wojewoda ponownie odrzucił ich wniosek o zamieszkanie na czas oznaczony – wyjaśnia Jarosiński. Ewa Piechota, rzecznik Urzędu ds. Cudzoziemców: – W toku przeprowadzonych dotychczas i zakończonych postępowań w sprawie legalizacji ich pobytu została wyczerpana droga odwoławcza. Z danych urzędu wynika, że w zeszłym roku 6534 osoby złożyły wnioski o status uchodźcy. Pozytywnie rozpatrzono 82 wnioski, 195 osobom przyznano ochronę uzupełniającą (umożliwia czasowy pobyt), zgodę na pobyt tolerowany – 196. W Szkole Podstawowej nr 98 w Krakowie o Karolu Batdavaa mówią, że to wyjątkowo zdolny uczeń. – Wysłaliśmy już pismo w jego sprawie do rzecznika praw dziecka – usłyszeliśmy. W obronie rodziny stanęli koledzy i znajomi. Napisali petycję, pod którą podpisało się ponad 600 osób. – Wysłaliśmy ją do rzecznika praw obywatelskich – mówi Szczerbik. Poprosili też o pomoc władze AGH. – Będziemy jeszcze prosić wojewodę – zapowiada koleżanka Khashy Agnieszka Niedziólka.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA