fbTrack

Publicystyka

Marek Nowakowski wspomina zmarłych pisarzy

Marek Nowakowski
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Jerzy S. Sito i Leszek Płażewski wnieśli do literatury własny ton. Choć tak odmienni, byli mi bliscy – pisarz wspomina zmarłych kolegów
W pierwszych dniach stycznia 2011 roku odeszło dwóch pisarzy mojego pokolenia. Zmarł Leszek Płażewski ur. w 1936 roku. Zmarł Jerzy S. Sito ur. w 1934 roku. Obaj byli w pewien sposób związani ze „Współczesnością”, literackim tygodnikiem młodych powstałym w okolicach Października 1956 roku.
Jerzy S. Sito, syn polskiego oficera zamordowanego w Katyniu, zesłany z rodziną do Kazachstanu, opuścił Związek Radziecki wraz z Andersem. Po wojnie zamieszkał w Londynie, tam się kształcił i zaczął pisać wiersze, związał się z emigracyjną grupą poetycką Kontynenty. Wrócił do Polski w 1959 roku. Leszek Płażewski podobnie jak ja ruszył w drogę do pisarstwa dojazdową kolejką elektryczną z podwarszawskich Włoch. Wywodził się z tych, którym impet do twórczości literackiej dały wstrząsy i nadzieje 1956 roku.
[wyimek]Żegnam Leszka i Jurka z nadzieją, że kiedyś się spotkamy[/wyimek] Jerzy S. Sito tworzył klasyczną poezję osadzoną w tradycji wielkich poprzedników, przekładał z angielskiego ulubionych poetów i dramatopisarzy, znalazł się na krótko w redakcji „Współczesności”. Dla nas stąd był przybyszem z innego, wolnego świata. Powściągliwy w sposobie bycia, elegancki według angielskiego stylu, tweedowa marynarka, szare spodnie, nieodłączna fajka w dłoni. „Dżordż Sajto” – angielszczyliśmy jego imię i nazwisko bez złośliwości. Natomiast Leszek Płażewski, wysoki, nieco zgarbiony, z cwaniackim uśmieszkiem przylepionym do warg, był świetnie się zapowiadającym bokserem z warszawskiej Polonii. Włóczykij i gawędziarz, chłopak wcześnie pozbawiony rodziców, wychowywany w domku z ogródkiem przez babcię i dziadka kolejarza, dojrzewał w smutnym świecie komunistycznej Polski. Takie też pisał opowiadania i powieści: „Niedziela Barabasza”, „W towarzystwie szczura”, „Szafo, przemów do mnie”, prozę o biednym, przydeptanym życiu biednych, przedeptanych ludzi, okraszając tę beznadzieję dobrodusznym humorem. Debiutował we „Współczesności”. Obaj wnieśli do literatury swój własny ton. Jerzy S. Sito napisał „Polonez”, sztukę sceniczną o targowicy i jednym z jej przywódców hetmanie Rzewuskim, metaforę zdrady narodowej ciągle ropiejącej w naszych dziejach. Leszek Płażewski zaś w swoich prozach pokazywał zniewolniczenie i brak perspektyw w powojennej Polsce. Połączyła mnie z nimi prawdziwa więź oparta na całkowitym zaufaniu i zgodności poglądów, co nie było w tamtych czasach zbyt częste. Z Jurkiem Sito byliśmy razem w Zarządzie Głównym ZLP i stanowiliśmy w mniejszości opozycję demokratyczną wobec wszechwładzy PZPR. Obaj doczekaliśmy się czasu eksplozji wolności w związku pisarzy pod wodzą Jana Józefa Szczepańskiego, jaka nastała z przyczyny Sierpnia 1980 roku, i weszliśmy do prezydium zarządu tegoż związku, wybrani w niczym nieskrępowanych wyborach. Później w stanie wojennym trzymaliśmy się nadal razem, robiąc, co robić należało, w miarę naszych możliwości. Współdziałaliśmy z podziemną „Solidarnością”. Jurek Sito angażował się niezwykle aktywnie w akcję pomocy rodzinom internowanych pisarzy, był przedstawicielem naszego grona w kontaktach z episkopatem na Miodowej. W tamtych latach przełożył „Mord w katedrze”, sztukę Tomasza S. Eliota, którą wystawił w katedrze św. Jana reżyser Jerzy Jarocki, i było to mocnym podniesieniem ducha dla ludzi tak bardzo potrzebujących otuchy i nadziei. Leszek Płażewski również miał swój udział w konspiracyjnej działalności, kolportując ulotki, broszury i książki podziemnych wydawnictw i paryskiego Instytutu Literackiego Jerzego Giedroycia. Po oficjalnym upadku PRL w czasie kadencji pierwszego rządu III Rzplitej Jurek Sito został mianowany ambasadorem RP w Danii. Leszek Płażewski pozostał wędrowcem po ulicach naszego miasta, pisząc celnie rejestrujące czas przemian opowiadania, które drukował w „Rzeczpospolitej”. Ale pisał coraz mniej, wreszcie zamilkł zupełnie i zamknął się w ciasnym kokonie osamotnienia. Jurek Sito po epizodzie w dyplomacji również trzymał się na uboczu, z dala od zgiełku burzliwie kształtującej się rzeczywistości w Polsce. Pisał przez te lata i dokonał monumentalnej pracy translatorskiej, spolszczając (tak zawsze mówił) szereg sztuk Szekspira, wydanych w kilku grubych tomach. Obaj, choć tak odmienni, byli mi bliscy. Połączyły nas trwale początki w terminie pisarskim i wieloletnia zażyłość. Były takie lata, gdy Leszek Płażewski stawał się prawie członkiem mojej rodziny. Coraz nas mniej. Odchodzi tamto, popaździernikowe pokolenie. Pozostaje tylko pamięć, książki, noty biograficzne i bibliografia twórczości w słownikach i podręcznikach. Żegnam Leszka i Jurka z nadzieją, że kiedyś się spotkamy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL