Historia

Lech Wałęsa poręczył za byłego esbeka

ROL
Czy dawny funkcjonariusz SB Stanisław Rybiński to rzeczywiście nieznany bohater „S”? Tak twierdzi były prezydent
„Ja Lech Wałęsa oświadczam, że Stanisław Rybiński jako funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa w latach 82 – 90 w sposób tajny i zakonspirowany udzielał mi informacji o podejmowanych działaniach tej służby wobec członków organizacji podziemnych, a w szczególności związku »Solidarność«” – takie zaświadczenie 7 grudnia 2009 r. napisał noblista byłemu funkcjonariuszowi SB.
Z pisma dowiadujemy się, że Wałęsa wydał je na prośbę samego zainteresowanego z „uwagi na ustawę ograniczającą prawo do emerytury Stanisława Rybińskiego”. [srodtytul]Lex Hodysz[/srodtytul]
Obniżenie świadczeń emerytalnych dla byłych funkcjonariuszy komunistycznych służb przewiduje tzw. ustawa dezubekizacyjna. Na jej mocy wszyscy esbecy mają obcięte świadczenia do poziomu przysługującego innym emerytom i rencistom. Wcześniej pobierali znacznie wyższe od przeciętnych świadczenia, tzw. resortowe. Ustawodawca przewidział jednak wyjątek nazwany lex Hodysz od nazwiska funkcjonariusza SB, który pomagał opozycji. Działalność Adama Hodysza znana jest od lat. Z opozycją współpracował od 1978 r., kiedy nawiązał kontakt z Aleksandrem Hallem z Ruchu Młodej Polski. Potem wspierał podziemną „Solidarność”. W 1984 r. został aresztowany, a następnie skazany na sześć lat więzienia za pomaganie „S”. Uniewinniono go w 1990 r. Został wtedy szefem gdańskiej delegatury Urzędu Ochrony Państwa. To właśnie on przekazał Antoniemu Macierewiczowi akta TW „Bolka” zidentyfikowanego przez IPN jako Lech Wałęsa. Po upadku rządu Jana Olszewskiego Hodysza pozbawiono stanowiska. Sejm, przyjmując ustawę dezubekizacyjną, wziął pod uwagę, że wśród funkcjonariuszy służb były osoby, które – tak jak Hodysz – mogły działać potajemnie na rzecz demokratycznej opozycji. Postanowił, że zachowają świadczenia emerytalne w dotychczasowej wysokości. Właśnie z tego zapisu zamierzał skorzystać Rybiński. Problem w tym, że ten były funkcjonariusz SB o swojej działalności na rzecz „Solidarności” przypomniał sobie, dopiero gdy zaczęło mu grozić obcięcie emerytury. Do tej pory żaden historyk nie opisał pomocy Rybińskiego dla „S”. – Nie słyszałem nigdy o kimś takim – mówi „Rz” marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, legendarny przywódca „Solidarności” na Wybrzeżu. – Może nam pomagał, ale ja nic o tym nie wiem. [srodtytul]Szef archiwum[/srodtytul] Postać Rybińskiego nie jest jednak nieznana historykom. Opisali go Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk w książce „SB a Lech Wałęsa” – ale nie jako esbeka pomagającego „Solidarności”, lecz człowieka, który czyścił archiwa pozostałe po Służbie Bezpieczeństwa. „Naczelnik Wydziału Ewidencji i Archiwum S. Rybiński ponownie zabrał teczkę z magazynu i bez pokwitowania zaniósł ją przełożonym. Prawdopodobnie wówczas z teczki usunięto kopię dokumentacji dotyczącej L. Wałęsy, którą 1 czerwca 1992 r. w związku z realizacją ustawy lustracyjnej przesłano do Warszawy. W ten sposób bezpowrotnie zginął trzeci i ostatni komplet donosów TW ps. Bolek” – czytamy w książce „SB a Lech Wałęsa”. Cenckiewicz, który historię „S” bada od lat, twierdzi, że nic nie wie o tym, by Rybiński pomagał związkowi. – Sprawa podpisania tego zaświadczenia przez Wałęsę wygląda na akt wdzięczności wobec funkcjonariusza, który miał udział w tuszowaniu sprawy agenturalnej współpracy Wałęsy z SB – mówi „Rz” historyk. Mimo wielokrotnych prób skontaktowania się z Lechem Wałęsą nie udało się nam z nim porozmawiać o Rybińskim. Udało się natomiast porozmawiać z przewodniczącym Komisji Międzyzakładowej „S” Stoczni Gdańsk Romanem Gałęzewskim, który również napisał Rybińskiemu zaświadczenie o tajnej współpracy z „S”. Twierdzi w nim, że funkcjonariusz udzielał informacji o działaniach SB oraz pomagał przerzucać służbowym samochodem ulotki na teren stoczni. – Początkowo nie wiedziałem, że ten człowiek to funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa. W pewnym momencie sam się do tego przyznał. Byłem przestraszony i poszedłem z tym do Lecha Wałęsy. Uspokoił mnie, że go zna i można mu ufać – mówi „Rz” Gałęzewski. Twierdzi, że w tej chwili nie ma kontaktu z Rybińskim. – To starszy człowiek. Z tego, co wiem, w Gdańsku pojawia się sporadycznie – dodaje. Także współpracownicy Gałęzewskiego nie wiedzieli, jak się skontaktować z Rybińskim. „Rz” nie udało się ustalić, czy wystawione byłemu funkcjonariuszowi Służby Bezpieczeństwa zaświadczenia pomogły mu ocalić emeryturę przed obcięciem. – Nie udzielamy informacji na temat indywidualnych osób pobierających świadczenia z Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA – ucięła pytania „Rz” rzecznik tego resortu Małgorzata Woźniak.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL