fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Wybory samorządowe: Polska partyjna czy obywatelska

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Do władz lokalnych, w których powinni dominować przedstawiciele miejscowych społeczności, zwartym szykiem ruszyły partie polityczne – pisze politolog
Wybory samorządowe potwierdziły tradycyjną już słabość polskiej demokracji: niską frekwencję wyborczą. Tym razem jednak nie wystarczył już fakt, że ponad połowa wyborców pozostała w domu. Ponad 12 proc. uczestniczących w wyborach oddało głos nieważny, co potraktować należy jako specyficzny wyraz niezadowolenia.
Co sprawia, że ponad połowa Polaków nie bierze udziału w wyborach samorządowych? Czy na drodze angażowania się obywateli w sprawy publiczne nie stoi Polska partyjna i same partie polityczne, dążące coraz wyraźniej do zawłaszczenia całej przestrzeni publicznej?
[srodtytul]Agresywne partie[/srodtytul]
W wyborach samorządowych 2010 roku mieliśmy do czynienia z kompletnym pomieszaniem dwóch komplementarnych, ale zupełnie odrębnych porządków: parlamentarnego i samorządowego. Do samorządów, w których powinni dominować przedstawiciele społeczności lokalnych, generujących upragnione w III RP społeczeństwo obywatelskie, zwartym szykiem ruszyły partie polityczne, które zamiast inspirować aktywność obywateli, postanowiły zastąpić ją działaniami swoich aktywistów.
Zamieszanie dopełnione zostało faktem zastosowania w wyborach samorządowych dwóch – przeciwstawnych sobie – ordynacji wyborczych: większościowej i proporcjonalnej. I jest faktem godnym podkreślenia, że gdzie obowiązywała ordynacja większościowa (wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów), tam w przytłaczającej większości zwyciężali kandydaci niezależni. Tam zaś, gdzie obowiązywała ordynacja proporcjonalna (sejmiki), zdecydowany sukces odnosiły partie polityczne. Ordynacja większościowa tworzyła bowiem o wiele większą możliwość wyboru jakościowego w miejsce oferowanej przez ordynację proporcjonalną oferty ilościowej. Sporo to mówi też o stosunku wyborców do coraz bardziej agresywnych i konfliktogennych partii politycznych.
Partie polityczne zatem nie mogły i nie wygrały tych wyborów. W gminach i powiatach, a nawet na czele większości polskich miast dominują radni, wójtowie, burmistrzowie i prezydenci bezpartyjni. Po pierwszej turze wyborów prawie 82 proc. wszystkich wójtów, burmistrzów i prezydentów miast rekrutowało się z grona komitetów lokalnych. Po wyborach Polska jawi się zatem tylko od góry partyjna, a od dołu, w zasadniczych swych fundamentach – obywatelska. Wypada więc zapytać, czy ta dwoistość polskiej samorządności wpływa korzystnie czy też niekorzystnie na proces budowania w Polsce społeczeństwa obywatelskiego? Przykład warszawskiego Ursynowa skłania do odpowiedzi przeczącej. Tu bowiem Platforma Obywatelska zdecydowana jest zachować swoją władzę nie tylko kosztem demokracji lokalnej, ale także poprzez zniechęcenie obywateli do skutecznej aktywności publicznej.
Wybory samorządowe 2010 roku stanowiły więc kolejny etap walki między Polską partyjną a Polską obywatelską. Optymizmem napawa fakt, że Polska obywatelsko-samorządowa broni się coraz skuteczniej.
[srodtytul]Trzy mity[/srodtytul]
Wybory te zachwiały także trzema wielkimi mitami dominującymi w Polsce. Pierwszy to mit podziału na Polskę A i B, utrwalany od wyborów parlamentarnych 2005 roku. Polska B jest jakoby bardziej zacofana i na zawsze pod wpływem Prawa i Sprawiedliwości, Polska A zaś – nowoczesna i zasobna, zdominowana przez Platformę Obywatelską. Teza ta stanowiła podstawę dla podziału wpływów politycznych między PO i PiS i główne uzasadnienie dla bipolaryzacji polskiej sceny politycznej. Wyborcy zdecydowanie odrzucili te tendencje. Wygrały idee modernizowania całej Polski, i to pod politycznym kierownictwem zwycięskiej Platformy Obywatelskiej. Mieszkańcy Polski południowej i wschodniej najwyraźniej uznali, że droga do unowocześnienia i społecznego postępu nie prowadzi przez utrwalanie zacofania. Oznaczało to rodzaj czerwonej kartki dla Prawa i Sprawiedliwości, które utraciło władzę tam, gdzie dotychczas dominowało.
[wyimek]Dominację ideologii prawicowej dostrzec można jedynie u polskiej klasy politycznej, ale nie w polskim społeczeństwie[/wyimek]
To zaś zaowocowało zapoczątkowaniem procesu eliminowania mitu drugiego, o bipolaryzacji życia partyjnego w Polsce. W świetle wyników wyborów samorządowych sformułować można tezę, ze zapoczątkowany został proces spłaszczania polskiego systemu partyjnego. Platforma Obywatelska odniosła niewątpliwy sukces, ale zdecydowanie poniżej wcześniejszych sondaży. W wyborach do sejmików zdecydowanie zwyciężyła, ale był to sukces na poziomie nieco powyżej 30 proc. Pilnie potrzebuje więc do rządzenia PSL, a tu i ówdzie także SLD. Z drugiej strony 23 proc. PiS sytuuje tę partię na poziomie coraz bardziej zbliżonym do SLD i PSL. Mając na uwadze pogłębiającą się dekompozycję tej partii, proces taki wydaje się nieuchronny. Jeśli więc partie polityczne uznały wybory samorządowe za okazję do zajęcia jak najlepszej pozycji wyjściowej przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi, to właśnie zjawisko stopniowego spłaszczania się polskiego systemu partyjnego staje się w tej perspektywie najbardziej prawdopodobne.
[srodtytul]Ewolucja ideologii[/srodtytul]
Otwiera to możliwość odrzucenia mitu trzeciego. Mitu o Polsce prawicowej. Tymczasem dominację takiej ideologii dostrzec można jedynie w przeważającej części polskiej klasy politycznej, ale nie w polskim społeczeństwie. A i to zresztą wiąże się z kompromitacją polskiej lewicy u progu XXI wieku. Rzeczywiście, po wyborach 2005 i 2007 roku ugrupowania prawicy legitymizowały się poparciem wyborczym 70 – 80 proc. Ale właśnie wybory samorządowe 2010 roku wykazały, że poparcie to spadło do nieco powyżej 50 proc. Tyle bowiem obie partie polskiej prawicy uzyskały w wyborach do sejmików. Prawica natomiast nie ma specjalnego poparcia w szerokich kręgach społecznych, gdyż ponad 80 proc. wyborców wykazało ideologiczną obojętność, głosując na niezależnych radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów. Społeczeństwo polskie po sześciu latach obecności w Unii Europejskiej bierze udział w procesach przyspieszonej modernizacji i coraz trudniej będzie je utrzymać w ramach konserwatywnych i nacjonalistycznych ideologii. Ostatnie wybory stanowiły tego pierwsze, nieśmiałe odzwierciedlenie.
Wybory samorządowe 2010 roku dają sporą porcję wiedzy o ewolucji ideowej i obywatelskiej Polaków. Nie napawa ona zbyt wielkim optymizmem. Ale daje nadzieję. Gorzka jest tylko świadomość, że będące fundamentem systemu demokratycznego partie polityczne traktują wybory samorządowe na tyle instrumentalnie, że stanowi to istotne utrudnienie budowania w Polsce w pełnym tego słowa znaczeniu społeczeństwa obywatelskiego.
[i]Autor jest politologiem związanym z lewicą. W2009 r. kandydował do Parlamentu Europejskiego z listy lewicowego Porozumienia dla Przyszłości. Wykłada na Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym im. Jana Kochanowskiego w Kielcach.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA