fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Orzecznictwo

Resort zdrowia wygrał kasację przed NSA w sprawie viagry

Oddala się groźba milionowych odszkodowań od Skarbu Państwa dla zagranicznej firmy produkującej oryginalny lek
Naczelny Sąd Administracyjny uznał kasację resortu zdrowia w sporze z producentem viagry. Nakazał, by sąd niższej instancji jeszcze raz sprawdził, czy zagraniczny koncern w ogóle może protestować przeciw dopuszczeniu na rynek maxigry – głównego polskiego konkurenta viagry.
To odprysk znacznie większej sprawy – tzw. leków duchów. Waży się los odszkodowań, których zagraniczne firmy farmaceutyczne mogłyby żądać od Skarbu Państwa. Tylko w przypadku viagry może chodzić o kwoty sięgające kilkudziesięciu milionów złotych.
– Na razie po wyroku NSA droga do ubiegania się o odszkodowanie jest zamknięta, co jest korzystne dla podatników – mówi mec. Tomasz Siemiątkowski z Kancelarii Głuchowski Rodziewicz Siemiątkowski Zwara, który reprezentował ministerstwo.
Skąd wziął się problem? Polska, wstępując do UE, wymieniła w traktacie akcesyjnym farmaceutyki, które są u nas zarejestrowane i podlegają łagodnym, krajowym procedurom. Potem okazało się, że na liście jest kilkaset leków więcej, niż rzeczywiście można znaleźć w aptekach. Nazwano je lekami duchami.
– W przededniu akcesji pospiesznie zarejestrowano setki leków – mówi Paulina Kieszkowska-Knapik z Kancelarii Baker & McKenzie, która reprezentowała w podobnych sprawach zagraniczne firmy. – Doszło do masowego naruszenia przedakcesyjnych przepisów rejestracyjnych. Bezpieczeństwo, skuteczność i jakość leków muszą być ocenione przed rejestracją, a nie po niej.
Do takich „duchów” należała właśnie maxigra. Polpharma dostała zgodę na jej sprzedaż w 2004 r., tuż przed wejściem do UE. Gdyby obowiązywały ją unijne przepisy, mogłaby to robić dopiero od 2009 r., bo producent oryginalnego leku ma w Unii dłuższy okres ochrony.
Nieoficjalnie mówi się, że przy akcesji polski rząd świadomie chronił rodzimy przemysł farmaceutyczny. Przynajmniej kilka firm zagranicznych pozwało resort zdrowia do sądu – chciały unieważnienia decyzji dopuszczających konkurentów na rynek. Nie udało im się: ministerstwo odpowiedziało, że nie są stroną w sprawie. Tego właśnie dotyczył wyrok NSA.
– Wiadomo, że firmom produkującym oryginalne leki zależy, by jak najdłużej mieć wyłączność na rynku, a firmom wytwarzającym generyki (kopie oryginalnych leków – red.) – by jak najszybciej na ten rynek wejść – mówi Dariusz Chrzanowski, radca prawny Polpharmy. Dodaje, że przed akcesją obowiązywało w Polsce polskie prawo, i wobec tego wszystkie kontrowersje wokół rejestracji leków są „problemem wymyślonym”.
– Te rejestracje rażąco naruszały polskie prawo, potwierdziły to m.in. NIK i polskie sądy – ripostuje Kieszkowska-Knapik.
Dodaje, że na Polskę poskarżyła się przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości Komisja Europejska, która uważa, że naruszono traktat akcesyjny. Jeśli wyrok ETS będzie dla Polski niekorzystny (Litwa niedawno przegrała podobny spór), da to podstawę do odszkodowań.
Ale sprawa leków duchów powoli przechodzi już do historii: zmieniło się otoczenie prawne i sytuacja na rynku. – Toczy się jeszcze kilka postępowań sądowych przeciw Ministerstwu Zdrowia, ale są one sukcesywnie zamykane. A ostatnie orzeczenie NSA wskazuje, że rację miał polski rząd – mówi mec. Siemiątkowski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA