fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Nowy album Perfectu

Grzegorz Markowski, wokalista Perfectu, ma wciąż apetyt na życie. Album „XXX” nagrali również Dariusz Kozakiewicz (kompozytor większości piosenek), Piotr Urbanek, Piotr Szkudelski i Jacek Krzaklewski. Teksty (z wyjątkiem jednego autorstwa Bogdana Loebla) napisał Bogdan Olewicz. Premiera 6 listopada
EMI
Grzegorz Markowski opowiada o „XXX”, pierwszej od 2004 roku nowej płycie Perfectu z premierowymi piosenkami
Rz: Dlaczego musieliśmy tak długo czekać?
Grzegorz Markowski: W 1980 r. zarabialiśmy dolara za występ. Teraz honoraria są godne wysiłku. Jest pokusa, żeby grać. Nie ma już dwutygodniowych tras, ale weekendowe wyjazdy zabierają mnóstwo czasu i energii. Dlatego nagranie nowego album przekładaliśmy ciągle na następny tydzień.
Minęło ich ze trzysta!
Inną przeszkodą było ściganie się z własnymi przebojami. Nie tylko z czasów Zbyszka Hołdysa. Po jego odejściu nagraliśmy przecież cztery płyty. Spróbowaliśmy nawet zagrać dwa koncerty bez „Ewki” i „Autobiografii”. Ludzie mówili, że jesteśmy zdrowo pier... Podświadomie się baliśmy, że nasze mózgi – zniszczone cholesterolem, nikotyną i alkoholem – nie są w stanie wymyślić dobrej płyty. Przynosiliśmy na próby zlepki różnych pomysłów, próbując nadać im formę piosenek. Kiedyś jeden z kolegów zapytał: „A może my już tego nie umiemy robić?”. Aż mną zatrzęsło. Wzięliśmy się w garść. Darek Kozakiewicz skomponował dziesięć piosenek. Dołożyłem dwie melodie.
„Raz po raz” powstało z myślą o komercyjnym radiu? Zobacz na Empik.rp.pl - Markowski / Sygitowicz
Kozakiewicz zapytał mnie: „Czy ty się boisz melodii?”. Nie! Perfect zawsze opierał się na melodiach. Nawet gdyby kazali nam grać na góralskim weselu, toby nas ciupażkami nie posiekali. Dałoby się przy nas wycinać hołubce.
Dwie piosenki są o tym, jak zwalczyć zwątpienie.
Kiedy nagrywaliśmy płytę „Schody”, zwierzyłem się Czesiowi Niemenowi, że będzie ciężka, mroczna. Odpowiedział: „Ciężkie czasy, ciężkie piosenki”. Nasiąkamy tym, co się dzieje wokół nas. Ale każdego dnia trzeba podnieść dupsko. Żyć. Idę na siłownię. Jeżdżę na rowerze. Wchodzę do sauny, wychodzę czysty. Widzę, że świat jest piękny. Nowa płyta ma być oczyszczająca. Energetyczna, optymistyczna.
Teksty Bogdana Olewicza mocno punktują paranoje współczesności. Ale czy rock może zbawić świat?
Nie sądzę. Warto jednak rozmawiać z tymi, którzy poszukują wartości. Występowaliśmy ostatnio w Radomiu, który pamiętam z niesamowitego koncertu na początku lat 80., kiedy zbuntowanych młodych ludzi zomowcy bili pałami. Teraz „Niepokonanych” śpiewali z nami przedstawiciele wszystkich generacji. Z zabawy zrodziła się chwila refleksji. Widziałem łzy w oczach. Dla takich chwil warto grać.
Śpiewa pan o cyrku komercji. Trudno nie być klaunem?
Staram się żyć normalnie. Od lat mieszkam w Józefowie, gdzie sąsiad zna sąsiada. Pomagamy sobie. Byłem też w domu mojej córki Patrycji. Nowym, bardzo pięknym, ale tam nikt nikogo nie zna. Sąsiedzi rozmawiają ze sobą, jak ktoś hałasuje albo narzyga na schody.
Jest pan odporny na elektroniczne gadżety?
Nie kupiłem komórki ani komputera. A wielu nie potrafi bez nich żyć. Patrycja czyta w Internecie opinie o swoich koncertach. Cieszą ją komplementy, ale jedna złośliwa uwaga zatruwa spokój na dwa dni. Nie chcę w tym brać udziału! Przez sześć lat miałem kartę kredytową VIP. O tym, jak się z niej korzysta, powiedział mi dopiero Rysiek Rynkowski, kiedy spotkaliśmy się na lotnisku. Poszliśmy do baru, gdzie wszystko było za darmo. Zobaczyłem Krzysztofa Zanussiego i znanego ekonomistę. Warszawską śmietankę. Unikam takich miejsc.
A co z żądzą pieniądza?
Kiedy Reymont dostał Nobla, przyszły do niego dwa worki listów. Myślał, że z gratulacjami. A to były prośby o zapomogę. Do mnie przyszła pani. Zapytała, czy mógłbym zaśpiewać „Autobiografię” na czterdziestce jej ukochanego męża. Kiedy usłyszała, że nie występuję na urodzinach, zapytała, ile by to kosztowało. Wściekłem się. Nie kupiłaby mnie nawet za milion dolarów, bo nie wszystko jest na sprzedaż. Nie chcę za dużo. Boję się, że mi palma odbije.
„Czy to ja” jest odpowiedzią na medialną grę polityków. Śpiewa pan: „Ja sztachetę wziąłbym w dłoń i w łeb”.
Najchętniej! Nauczkę dała katastrofa smoleńska. Perfect był wtedy w USA. Wiedziałem tyle co z CNN i codziennych telefonów do żony. Ja przepłakałem dwie godziny, a ona – śledząc polską telewizję – dwa tygodnie. Dziś wiemy, że tamta żałoba nie zmieniła polityków. Dalej się żrą, a media żyją tym konfliktem. Wobec ujadaczy rodzą się we mnie złe emocje. Strzeliłbym ich w pysk. Może by otrzeźwieli. Ale to chyba nigdy nie nastąpi. Cała Polska uczestniczy w potwornych igrzyskach. Ludzie ich łakną. Nie rozumiem tego.
Myśli pan: „Za stary na rocka, za młody, by umrzeć”?
Mam 57 lat. Pękła mi łękotka. Pan doktor kazał leżeć, a ja założyłem stelaż, biegałem po scenie i sforsowałem nogę. Lekarz ostrzegał, że będzie musiał mi wstawić w kolano kawałek metalu. Zapytałem: „A czy z tym metalem w kolanie będę mógł jeszcze gonić po parku jakąś piękną babę?”. „Tak, ale dogoni pan tylko taką jak pan, po operacji” – odpowiedział. Jak poczuję się zmęczony, odejdę. Ale na razie mam normalną erekcję, apetyt na wódeczkę, życie i świat. Cieszę się z nowej płyty!
rozmawiał Jacek Cieślak
 
 
KONKURS:
Dla naszych czytelników mamy dwie XXX i dwie płyty płyty Markowski / Sygitowicz:
Wygra 5  pierwszych zgłoszeń na adres kultura@rp.pl z linkiem do zamieszczonej na rp.pl wybranej recenzji płyty. W tytule mejla proszę wpisać „XXX”.
Start konkursu: wtorek, 1 marca, godz. 18.00.
Znamy już zwycięzców, poinformujemy ich drogą elektroniczną. Dziękujemy za udział w konkursie :)
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA