Motoryzacja

Kubica uratował piąte miejsce

Robert Kubica nie powtórzył sukcesu sprzed roku
Reuters
Powtórki sprzed roku nie było - tym razem Kubicy się nie udało wskoczyć na podium. Musiał zadowolić się czterema punktami za piąte miejsce, choć nawet i ta zdobycz przez długi czas wisiała na włos
Wszystko przez przygodę podczas pierwszej wizyty w boksie, kiedy to BMW Sauber Polaka spadł z podnośnika. "Nie wjechałem prosto na stanowisko" - tłumaczył po wyścigu Kubica. - Przód ześlizgnął się z lewarka, kiedy mechanicy zmieniali koła.
Mechanik odpowiedzialny za podnoszenie przedniej osi samochodu za głęboko włożył lewarek pod przednie skrzydło. Najpierw nie dało się zdjąć prawego przedniego koła, bo przód przechylił się na prawo. Mechanicy, którzy jeszcze w przeddzień wyścigu do wieczora trenowali obsługę samochodu w boksie (łącznie z ćwiczebną wymianą przedniego skrzydła), trochę się pogubili i zanim ręcznie podnieśli przód, trzymając za wahacz, uciekło sporo czasu. Po wymianie kół podnośnik utknął z kolei pod skrzydłem i zanim go wyszarpnięto, Kubica stracił ponad 10 sekund. Na domiar złego na tor powrócił za Heikkim Kovalainenem z Renault. Przejechał za Finem aż 17 okrążeń, choć był od niego o około pół sekundy szybszy. Dopiero kiedy kierowca Renault zjechał na swoje drugie tankowanie, Polak był w stanie w ciągu dwóch okrążeń uzyskać wystarczającą przewagę, aby po swojej wizycie w boksie - tym razem bezproblemowej - powrócić na tor przed nim. Od straconej podczas wizyty w boksie piątej pozycji dzielił go jeszcze Nico Rosberg - kierowca Williamsa jechał na tylko jedno tankowanie. Kubica błyskawicznie dogonił swojego dawnego rywala z kartingu i Formuły 3.
Wydawało się, że Polak znów utknie za wolniejszym rywalem, ale Rosberg okazał się łatwiejszym kąskiem niż Kovalainen. Przy dohamowaniu przed pierwszą szykaną (tam kierowcy w ciągu 3 sekund zwalniają z 350 km/godz. do zaledwie 70) Niemiec zjechał na wewnętrzną stronę toru, próbując zablokować Kubicę. Ten pozostał na zewnętrznej, tam gdzie przyczepność jest większa, opóźnił hamowanie do maksimum i w chmurach dymu z zablokowanych kół wpadł w szykanę przed rywalem. Ostatnie osiem okrążeń przejechał bardzo szybkim tempem, zmniejszając stratę do jadącego na czwartej pozycji Nicka Heidfelda z prawie 15 sekund do czterech. Zespół BMW Sauber mógł się cieszyć z dziewięciu punktów za czwarte i piąte miejsce, choć w połowie wyścigu nie zanosiło się na tak dobrą zdobycz. - Uratowałeś nam wyścig - z uśmiechem poklepywał Kubicę po plecach Willy Rampf, dyrektor techniczny ekipy.W czołówce najważniejsze rozstrzygnięcia zapadały także w pierwszej szykanie - tam, gdzie Kubica pokonał Rosberga. Po starcie prowadzenie utrzymał bez problemu Fernando Alonso, a jego kolega z McLarena Lewis Hamilton stracił drugie miejsce na rzecz Felipe Massy z Ferrari. Hamilton tuż po ruszeniu z pola startowego niemal zepchnął Brazylijczyka na trawę, a potem w pierwszej szykanie maksymalnie opóźnił hamowanie i wcisnął się przed Ferrari. Massa trącił go przednim kołem, lider punktacji ściął wyjście szykany i utrzymał drugą pozycję. To nie był koniec rozczarowań dla tysięcy włoskich kibiców zgromadzonych na Monzy - czerwony bolid Brazylijczyka wytrzymał zaledwie dziewięć okrążeń, po czym Massa zjechał do boksu z defektem tylnego zawieszenia. - Nadzieje na zdobycie mistrzostwa wyglądają już bardzo blado - przyznał rozczarowany Brazylijczyk.Honoru Ferrari bronić musiał zatem Kimi Raikkonen. Fin miał w sobotę rano poważny wypadek spowodowany zablokowaniem hamulców na nierówności toru przed szykaną Ascari. Jechał nazajutrz samochodem rezerwowym, z bolącą w wyniku uderzenia w barierę szyją, co nie ułatwiało walki z kierowcami McLarena.Stratedzy Ferrari zaplanowali dla niego jedno tankowanie i dzięki temu w końcówce wyścigu Raikkonen na moment przedzielił Alonso i Hamiltona. Jednak Srebrne Strzały spisywały się na Monzy fenomenalnie i Hamilton dość szybko pozbawił Fina złudzeń, wyprzedzając go na dohamowaniu przed pierwszą szykaną. W czwartek odbędzie się posiedzenie Światowej Rady Sportów Samochodowych. Przeanalizowane zostaną nowe dowody w tzw. aferze szpiegowskiej. Jeśli się okaże, że McLaren czerpał korzyści z nielegalnie pozyskanych danych na temat samochodów Ferrari, to liderzy obydwu klasyfikacji mogą zostać wykluczeni z mistrzostw.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL