fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Kadyrow pragnie Putina

Associated Press
„Kocham go, jak mężczyzna mężczyznę” – mówi Ramzan Kadyrow. Lider Czeczenii chce, by Putin znów był prezydentem Rosji
„Ci, którzy krytykują Putina, nie są ludźmi, to moi osobiści wrogowie. Tak długo, jak Putin mnie popiera, mogę robić wszystko. Allah akbar!” – powiedział w wywiadzie dla „Newsweeka” lider Czeczenii Ramzan Kadyrow, który niedawno zamienił tytuł prezydenta Czeczenii na tytuł szefa republiki. To nie pierwsza wiernopoddańcza deklaracja wszechmocnego, a jednocześnie lekko nieokrzesanego władcy kaukaskiej republiki pod adresem Władimira Putina. Ale jest to pierwsze publiczne wezwanie, by Putin startował w wyborach prezydenckich 2012 roku.
Kadyrowa można zrozumieć. Putin jest nie tylko jego idolem. Nie tylko „dał Czeczenom wszystko na świecie” i jest dla Ramzana „jak ojciec”. W bardziej praktycznych kategoriach Putin jest człowiekiem, który niecałe trzy lata temu przekazał 30-letniemu byłemu bojownikowi władzę nad Czeczenią. Dzisiaj jest tej władzy gwarantem – w takiej sytuacji bałwochwalcze zapewnienia o wierności na pewno nie zaszkodzą. Jedyną wadą Putina, jak twierdzi Kadyrow, jest to, „że nie jest Czeczenem”.
[srodtytul] Ludzie muszą się bać[/srodtytul]
Władza Kadyrowa w Czeczeni nie opiera się tylko na patronacie Moskwy. W ciągu lat panowania, najpierw w rządzie, a potem na stanowisku prezydenta, Kadyrow konsekwentnie ją umacniał. „Jeśli jesteś liderem, ludzie powinni się ciebie bać” – powiedział niedawno tygodnikowi „Ogoniok”. I tego się trzyma. Wypowiedział bezkompromisową wojnę bojownikom i terrorystom, ale obrońcy praw człowieka twierdzą, że brutalne metody Kadyrow stosuje wobec czeczeńskich cywilów. Anna Politkowska, zamordowana cztery lata temu dziennikarka „Nowej Gaziety”, zarzucała mu porwania, gwałty i zabójstwa, twierdząc, że w swojej siedzibie w Centeroj Kadyrow ma prywatne tajne więzienie. Przeciwników ucisza przy pomocy swojej gwardii przybocznej uformowanej z nawróconych bojowników zwanych w Czeczenii po prostu kadyrowcami. Wszelkie oskarżenia ze strony obrońców praw człowieka z oburzeniem odpiera, a tych, którzy go „oczerniają”, pozywa do sądu. Czeczenią rządzi niepodzielnie. – W republice już dawno nie liczą się tejpy, czyli klany – mówi dziennikarz z Moskwy Paweł Szeremiet, który niedawno wrócił z Czeczenii. – Teraz o dostępie do władzy nie decydują więzy krwi, lecz jedno żelazne kryterium: lojalność wobec Kadyrowa.
Kadyrow – prosty chłopak z Czeczenii, który doszedł do szczytów władzy – swoją wielkością się upaja. Lubi się popisać bogactwem i ekstrawagancją – np. tresowanym tygrysem. Jest posiadaczem rozlicznych tytułów naukowych, orderów państwowych i najróżniejszych wyróżnień – może się m.in. pochwalić przyznanym przez jedną z organizacji społecznych tytułem zasłużonego obrońcy praw człowieka, co – w świetle ocen wystawianych mu przez prawdziwych działaczy – jest wyjątkową ironią. Choć nie popiera kultu jednostki, nie przeszkadza mu, że cały Grozny jest upstrzony wielkimi plakatami z jego imieniem. – To świadectwo dobrych rządów – twierdzi.
[srodtytul]Coraz niespokojniej[/srodtytul]
Oficjalnie Kadyrow jest bohaterem, który odbudował zniszczoną wojnami Czeczenię i zaprowadził w republice porządek. Jednak mit o Kadyrowie, z którym do Czeczenii przyszedł porządek, stopniowo się rozpada. Mimo zapewnień samego czeczeńskiego lidera i władz w Moskwie o skutecznej walce z rebeliantami i ogłoszenia rok temu końca operacji antyterrorystycznej liczba zamachów rośnie. Według danych rosyjskiej prokuratury w 2010 roku wzrosła na Kaukazie Północnym czterokrotnie. Z tego 254 na 352 miały miejsce właśnie w Czeczenii.
Moskwa może przymykać oko na metody Kadyrowa, ale Zachód już nie. Tym bardziej że w pościgu za przeciwnikami jego ludzie – jak twierdzi austriacka prokuratura – dotarli nawet do Wiednia, gdzie w biały dzień zastrzelili jego byłego ochroniarza. Zdaniem politologa Aleksieja Makarkina krytyka ze strony Zachodu nie jest tak głośna, by mieć jakiekolwiek znaczenie w kadrowych rozgrywkach Kremla na Kaukazie. – O wiele ważniejsza jest sytuacja wewnątrz kraju. Gdy jedynym i niepodzielnym liderem był Putin, dla Kadyrowa sytuacja była jasna – miał poparcie. Gdy pojawił się Dmitrij Miedwiediew, otworzyły się też możliwości dla ludzi niechętnych Kadyrowowi i chcących zastąpić go kim innym – tłumaczy politolog.
– Obecnie Kreml nie ma jednak alternatywy. Ktoś taki musiałby gwarantować, że jest w stanie utrzymać sytuację pod kontrolą, zapewnić ciągłość tego systemu władzy. Ryzyko jest zbyt duże – przekonuje.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA