Kraj

Kampania pod telewizję

Walka na plakaty w Łodzi (na zdjęciu pracujący dla sztabu LiD naklejają swoje materiały obok reklam kandydata PiS )
Agencja Gazeta, Tomasz Stańczak
Walczący o głosy politycy dwoją się i troją. Organizują jak najwięcej spotkań z wyborcami. Jednak wielkość widowni nie jest istotna. Najważniejsze, by imprezę transmitowała telewizja
17 dni przed wyborami politycy agitują gdzie mogą: w partyjnych siedzibach, w pubach, na uczelniach. Toczą też plakatowe boje na ulicach.
Żeby spotkanie z wyborcami lub konferencja wryła się w pamięć, sztabowcy sięgają po gadżety ośmieszające przeciwników. Ludowcy z Podkarpacia zaprezentowali PiSnokia, który przypomina Pinokia. - Dobrze, że rządzili tylko dwa lata, bo tych kłamstw byłoby znacznie więcej - grzmiał szef tamtejszego PSL poseł Jan Bury. Wcześniej to samo mówili lokalni działacze PO, rozdając kaczki symbolizujące siedem grzechów głównych PiS. Poseł Sławomir Nitras, jedynka PO w Szczecinie, zamontował w oknie siedziby partii kamerę, z której obraz umieścił w Internecie pod adresem www.nitrasdlabrudzinskiego.pl. - Kamera pokazuje uroki miasta specjalnie dla warszawskiego posła Brudzińskiego, który więcej czasu spędza w stolicy niż w Szczecinie - wyjaśnia. Joanna Wróbel, kandydująca z wrocławskiej listy LiD, wystawiła w Oleśnicy trumnę IV RP. - Przychodzili mieszkańcy i stawiali znicze -opowiada. W Łodzi też próbowano podjąć akcję "IV RP - nie", ale spadł duży deszcz i happening skończył się klapą. We Wrocławiu aktywiści PiS reklamowali Kazimierza Ujazdowskiego, rozdając ulotki z przesłaniem - minister, który uratował Gombrowicza przed Giertychem. Samoobrona zapowiada, że sięgnie po stary wypróbowany sposób i będzie się prezentować na ruchomych platformach ciągniętych przez tiry oraz wjedzie do miast traktorami. Akcję ciągnikową zaczął Lepper w Nowym Mieście Lubawskim. W Łodzi pierwszego dnia po ogłoszeniu wyborów ostro, ale i oryginalnie wystartowali kandydaci PiS. Plakaty posłów Piotra Krzywickiego i Jarosława Jagiełły w ferworze kampanijnej walki ponaklejano wzajemnie na siebie. - Każdy z naszych kandydatów może przeznaczyć na własną akcję wyborczą tyle pieniędzy, ile zbierze. Ale pod warunkiem, że wcześniej wpłaci je na konto komitetu -mówi Joachim Brudziński, sekretarz generalny PiS. - Z pieniędzy centralnych dajemy środki na lokomotywy kampanii, których wizerunki rozklejamy w całym kraju - dodaje. Podobnie jest w PO. Szef łódzkiej kampanii Krzysztof Kwiatkowski przyznaje jednak, że na konwencję wyborczą, która reklamowała wszystkich startujących, kandydaci przeznaczyli niewielkie kwoty. Uliczna wojna plakatowa toczy się w centrach miast. W Krakowie najbardziej widoczny jest senator PO Jarosław Gowin. W Łodzi ulicę Piotrkowską zdominowało aż pięcioro kandydatów PO. Podobizny posłów Platformy Marka Wójcika i Elżbiety Pierzchały wiszą na słupach w centrum Katowic. Adam Matusiewicz, szef sztabu wyborczego śląskiej PO, stawia na lokomotywy wyborcze, a kandydaci startujący z niskich pozycji narzekają, że dostali na plakaty 1 - 2 tys. zł. Z kolei LiD odwołała inaugurację kampanii i milczy. - Swoich pieniędzy nie wyłożę, bo nie mam. Nie wiem, jak sobie poradzę -stwierdza Andrzej Celiński, katowicka lokomotywa LiD. Na wizerunki Mateusza Piskorskiego, rzecznika prasowego Samoobrony można natrafić na ulicach Szczecina, ale w Łodzi nie ma jeszcze plakatów jedynki tej partii Leszka Millera.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL