Kultura

Sposoby na natchnienie: cierpienie, obłęd i seks

Na Coetzeego wpływ miała poezja jego rówieśnika Josifa Brodskiego
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Drugi tom autobiografii Coetzeego to nie tylko zapis szczeniackich rojeń o pisarskiej karierze. Noblista opisuje w nim pierwsze doświadczenie zła. "Młodość" wkrótce w księgarniach
Po motto sięgnął do Goethego: "Kto poetę chce zrozumieć, musi pojechać do jego kraju". W "Chłopięcych latach" Coetzee mówił o dzieciństwie na południu Afryki, tam gdzie grzech współistniał z tym co niewinne. O budzącej się świadomości winy. W drugim tomie przypatruje się ojczyźnie z oddali - z Anglii, dokąd uciekł przed atmosferą nienawiści rasowej, przed wiszącym w powietrzu zagrożeniem rewolucją.
W kraju rządzonym przez Burów, na początku lat 60. ubiegłego wieku, skatowanie na śmierć czarnoskórego robotnika uchodziło farmerowi na sucho. Policja na oślep strzelała do tłumu rdzennych mieszkańców, którzy mieli czelność dopominać się swych praw. Południe Czarnego Lądu, w pewnej mierze za sprawą rosnących w siłę komunistów, przypominało beczkę prochu. 20-letni Coetzee gardził przemocą i opowiadał się przeciw rasowym podziałom, ale nie tylko dlatego zdecydował się opuścić Afrykę. Chciał wypłynąć na szerokie wody -znaleźć się w Europie, w którymś z jej kulturalnych centrów. Paryż odpadł, bo chłopak zbyt kiepsko radził sobie z francuskim, Wiedeń nie miał już dawnego czaru, pozostał Londyn. Liczył, że tam rzuci się w wir życia i zakosztuje tego, co było udziałem wszystkich artystów przeklętych. Chciał pisać, poświęcić się literaturze bez reszty. Coetzee bywa autoironiczny. Przyznaje - bezustannie marzył o tym, by choćby przez sekundę poczuć, jak to jest, gdy płonie się "świętym ogniem sztuki". Jak mantrę powtarzał frazę: "Cierpienie, obłęd, seks? trzy sposoby przyzywania świętego ognia". Dokonał skrupulatnego rachunku sumienia: "zwiedził już dolne rejony cierpienia, otarł się o obłęd; a co wie o seksie? Seks i twórczość idą ze sobą w parze, wszyscy przecież tak twierdzą, a on w to nie wątpi". Nie odniósł jednak imponujących sukcesów erotycznych, wszystkie doświadczenia wydały mu się błahe i w związku z tym musiał odpowiedzieć sobie na pytanie, czy aby na pewno nadaje się dopisania. Czy w ogóle ma prawo zajmować się sztuką. Autoportret noblisty ma też inny rys. Literacką spowiedź Coetzee traktuje poważnie i nie zataja prawdy. Gdy jego kochanka zaszła w ciążę, bez dłuższego wahania przyzwolił na aborcję. Inną dziewczynę po jednej nocy odprawił bez pożegnania, zżymając się tylko na pokrwawiony materac. Z rzadka odpisywał na cotygodniowe i pełne troski listy matki - w ten sposób udowadniał sobie, że każdy człowiek jest samotną wyspą. Znamienne, że jednym z pierwszych współczesnych autorów, na jakich zwrócił uwagę, był Josip Brodski. W radiu usłyszał, że za pasożytnictwo społeczne ukarano go pięcioma latami pracy w obozie na północy ZSRR. Zapamiętał słowa jednego z wierszy Brodskiego: "Mroczny jak wnętrze igły". Mogą posłużyć za motto całej późniejszej twórczości J.M. Coetzeego, literackiego noblisty z 2003 r. Podczas pobytu Coetzeego w Krakowie w czerwcu zeszłego roku miałem przyjemność wziąć udział w kolacji wydanej na jego cześć. Ten świetny autor jest pesymistą. W pisarstwie zajmują go sprawy trudne. Jego opisy świata i ludzi przygnębiają. Idąc na spotkanie, nie sądziłem więc, że okaże się gejzerem witalności. Poza tym słyszałem, że jest szalenie małomówny, co okazało się prawdą. Zwraca jednak baczną uwagę na słowa, jakie się do niego kieruje. To człowiek niezwykle skupiony i ujmujący.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL