fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Żartowniś się nadyma

ROL
Sławomir Mrożek w swoich dziennikach jest bratem wszystkich tych, którzy, źle odczytawszy swe powołanie, męczą się w nie swoich rolach, nieświadomi swojej śmieszności
Pierwszy tom „Dziennika” Sławomira Mrożka jest lekturą przygnębiającą. Nie zmienią tego reklamiarskie okrzyki wznoszone przez naczelną tygodnika „Przekrój” Katarzynę Janowską, że oto otrzymujemy książkę przewyższającą Gombrowicza, czy głos basującego jej Tadeusza Nyczka kreującego Mrożka na głębokiego, pełnego tajemnic twórcę.

Książka jest pokraczna, w wielu miejscach żenująca i zwyczajnie nudna.

Oto bowiem na siedmiuset stronach obserwujemy skazane na porażkę wysiłki alkoholizującego się żartownisia, by stać się mędrcem. Zdobywszy międzynarodowy sukces dzięki dowcipnym sztukom i opowiadaniom, kończąc właśnie swoje najwybitniejsze utwory – „Tango” i „Monizę Clavier”, awansujące go prawie do pierwszej ligi pisarzy, Mrożek zapragnął nagle stać się twórcą serio. I pisany na emigracji „Dziennik” miał stać się poligonem tego przepoczwarzenia.Pisarz, który miał po prostu niezwykłą smykałkę do dowcipów i intuic...
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA