fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Polska powinna przyjąć euro

Witold M. Orłowski
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
- Kto jeszcze pamięta czasy, gdy wydawało się, że kurs złotego może zmieniać się tylko w jedną stronę? - pisze Witold M. Orłowski, profesor, główny ekonomista PricewaterhouseCoopers
Kiedy ludzie bez wahania zaciągali kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich, zakładając że na pewno będą musieli oddać znacznie mniej złotych, niż pożyczyli? Kiedy wielu dyrektorów finansowych było gotowych zaangażować wszystkie wolne zasoby firmy w zakup opcji walutowych, które miały przynieść całkowicie bezpieczne, krociowe zyski?
Wydarzenia ostatnich lat zachwiały naszą pewnością, że złotemu nic nie może zagrozić. Najpierw w 2008 r. nastąpiło jego silne wzmocnienie (o 20 proc.), potem jeszcze dramatyczniejszy spadek (o 50 proc. wobec euro i 90 proc. wobec dolara).
W kolejnym roku znowu wzmocnienie (o ponad 20 proc.), a potem – od marca 2010 – znowu spadek. Teraz wzmocnienie, a po tym wzmocnieniu...?
No właśnie, nie bardzo wiadomo, co po tym wzmocnieniu. I na tym właśnie polega problem. Bo z każdym poziomem kursu walutowego można się nauczyć jakoś żyć. Natomiast zabójcza dla gospodarki jest niepewność co do zmian kursu.
Na niepewność dotyczącą możliwych zmian kursu złotego nakłada się niepewność co do przyszłych zmian kursów na świecie. Dotyczy to zmagań gospodarczych tytanów – USA, strefy euro, Japonii, Chin. Niedawno szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego ostrzegł, że możliwy jest wybuch prawdziwej finansowej wojny światowej.
Główne gospodarki, starając się zredukować kłopoty spowodowane globalnym kryzysem, mogą sięgnąć po swoje waluty jako po oręż. Amerykanie świadomie mogą dążyć do osłabienia dolara i wybuchu inflacji, po to, by w ten sposób wymigać się od spłacenia części gigantycznych długów, które właśnie zaciągają. Główne kraje UE mogą starać się osłabić euro, by wspomóc swój eksport.
Podobne działania od lat prowadzą Chiny, gromadzące biliony dolarów rezerw walutowych po to, by utrzymać sztucznie słaby kurs juana i gigantyczną nadwyżkę eksportową. Japonia robi to samo, tyle że bez sukcesu. Groźna eskalacja już prowadzonych działań mogłaby doprowadzić do zupełnie niespodziewanych, gwałtownych zmian kursów głównych walut świata, o trudnych do przewidzenia konsekwencjach dla stabilności globalnego systemu finansowego.
Słowem, mamy problem podniesiony do kwadratu – bo ani nie wiemy, jak się będzie zmieniać sytuacja na globalnych rynkach walutowych, ani nie mamy pewności co do kierunków zmian kursu złotego. Czy możemy coś na to poradzić? Owszem, tylko jedno. Możemy poważnie przymierzyć się do wprowadzenia w Polsce euro, jak szybko się da (czyli zapewne w ciągu czterech – pięciu lat).
Bo to oznaczałoby, że z ogromnego układu równań z wieloma niewiadomymi, jaki powinniśmy rozwiązać, usiłując prognozować przyszły przebieg procesów gospodarczych, udałoby się przynajmniej wyeliminować jedną – i to taką, której gwałtowne zmiany w którąkolwiek stronę mogą mieć dewastujące efekty dla całej polskiej gospodarki i finansów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA