fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Zwiedzają stadiony - polscy groundhopperzy

W Polsce groundhopperzy mogą zwiedzać nowe obiekty, m.in. otwarty niedawno stadion Cracovii czy stadion Lecha Poznań
Fotorzepa, Bartosz Jankowski
Wycieczka, mecz, piwo – to wszystko przyciąga groundhopperów, czyli turystów zwiedzających stadiony
Jedni podróżują, by zwiedzać kościoły lub zamki, inni – muzea, jeszcze inni – stare bunkry i fortyfikacje. Mnie to nie kręci. Ja zwiedzam stadiony – mówi "Rz" Radek Rzeźnikiewicz z Warszawy, jeden z pierwszych polskich groundhopperów. W ciągu ostatnich dwóch lat odwiedził ponad 450 stadionów w 17 krajach. – Nieważne, czy to polska pierwsza liga czy A klasa (jedna z najniższych klas rozgrywkowych – red.), liga niemiecka czy armeńska, chcę tam być – deklaruje.
Groundhopping (w wolnym tłumaczeniu – skakanie po stadionach) jest bardzo popularny na Wyspach Brytyjskich i w Niemczech. Istnieją tam kluby zrzeszające stadionowych turystów. Spotykają się na zjazdach, wspólnie wybierają w trasy, podczas których odwiedzają nawet kilkanaście stadionów.
[srodtytul]Od Japonii do IV ligi[/srodtytul] W Polsce stadionową turystyką zajmują się na razie nieliczni.
– Myślę, że to się wkrótce zmieni. Nareszcie powstają u nas ciekawe stadiony. Dopiero co otwarto nowy stadion Cracovii. Gotowy jest już stadion Lecha. Wkrótce dojdzie kilka kolejnych – mówi Jacek Charon. Sam może o sobie powiedzieć, że jest weteranem polskiego groundhoppingu. Stadiony na całym świecie odwiedza od 1995 roku. – W tym roku na żywo zobaczę 1000. gola – zapowiada.
Na co dzień pracuje jako główny specjalista w Ministerstwie Infrastruktury.
– Jestem po trzydziestce. Nie mam rodziny. Dlatego wolny czas mogę przeznaczyć na hobby – opowiada. – Nie jest ono bardzo tanie, ale dzisiaj dzięki tanim liniom lotniczym można znaleźć wiele okazji, by odwiedzać stadiony.
Charon szacuje, że jest w stanie rocznie odwiedzić od 20 do 30 nowych dla niego obiektów.
W Polsce ogląda jedynie stadiony ekstraklasy, I i II ligi. – Nie mam czasu, by jeździć po mniejszych miejscowościach. Może kiedyś – tłumaczy. Dlatego stara się jak najdokładniej wybierać miejsca, które odwiedzi. Zwraca uwagę na te nietypowe, o ciekawej architekturze czy położeniu.
Odwiedzał stadiony nie tylko w Europie. – Udało mi się być m.in. na słynnej brazylijskiej Maracanie, ale też na Stadionie Olimpijskim w Sydney – opowiada Charon. – Byłem na stypendium w Japonii, więc mogłem zobaczyć kilka spotkań tamtejszej ligi.
Chciałby wybrać się na mecze do RPA i ponownie odwiedzić Amerykę Południową.
Inny polski groundhopper – Krzysztof Gawron – ma 29 lat, pochodzi z Kłodzka (woj. dolnośląskie), a we Wrocławiu skończył studia (bohemistyka i dziennikarstwo). Od ponad czterech lat mieszka w czeskiej Pradze. Zwiedził niemal wszystkie czeskie stadiony, ale zdarza mu się podróżować także po Europie.
– Groundhopping jest właściwie połączeniem większości z ulubionych męskich rozrywek: wycieczka, mecz piłkarski, piwo, kiełbaska z grilla. A wszystko to na świeżym powietrzu – zachwala Gawron. – To jest jak narkotyk! Łatwo się uzależnić. Zaliczysz wszystkie stadiony w pierwszej lidze, to chcesz mieć komplet także w drugiej. Zaliczysz drugą ligę, zostaje trzecia, potem czwarta...
– Zasadniczo poziom rozgrywek nie ma tu większego znaczenia: od meczów międzypaństwowych przez spotkania w europejskich Pucharach po pojedynki ligowe – dodaje Rzeźnikiewicz. – Choć im bardziej egzotyczne miejsca się odwiedza, tym oczywiście lepiej. Innym groundhopperom będzie bowiem trudniej powtórzyć wyczyn kolegi, który odwiedził np. mecz IV ligi rumuńskiej, niż jego wizytę powiedzmy na którymś ze spotkań niemieckiej Bund-esligi. Podobnie rzecz się ma z najbardziej odległymi stadionami. Na przykład taki Władywostok. Kilka dni tam podróżujesz, przez 90 minut oglądasz mecz i kilka dni wracasz.
[srodtytul]Kolekcjonowanie klimatów[/srodtytul]
Rzeźnikiewicz i Gawron podkreślają, że to właśnie wizyty na meczach drużyn mniej znanych dają najwięcej satysfakcji. Tam można spotkać najwięcej, jak to określają, klimatów. – Oprócz samego meczu ważna jest dla mnie cała otoczka, stadion, napotkani ludzie, historia, miejscowe zwyczaje – mówi Gawron. – Na przykład na berlińskim Stadion am Hubertusallee, na którym mecze rozgrywa Berliner SC, w sprzedaży są hotdogi, które trzeba sobie z dostępnych składników samemu przygotować.
Za linią boczną boiska w Dolních Chvatlinach (najniższa liga w Czechach) przygotowane są z kolei podbieraki na ryby. Powód? Bliskość stawu, do którego kilka razy podczas każdego meczu wpada piłka.
– Zobaczyć takie rzeczy na własne oczy to jest właśnie to, o co chodzi stadionowym turystom – przekonuje Krzysztof Gawron.
– W Polsce też można znaleźć wiele małych nietypowych stadioników, które mają wiele uroku – twierdzi Rzeźnikiewicz. Od kilku miesięcy odwiedza stadiony w niższych ligach piłkarskich i ich zdjęcia publikuje w swoim blogu kartofliska.pl.
– Kiedyś przypadkowo trafiłem na stadion Jedności Żabieniec i tak się zaczęła moja pasja. Takich stadionów odwiedziłem już kilkaset. Ostatnio byłem np. na otwarciu nowego stadionu Pasovii Pass. Była uroczysta msza i festyn.
Gawron opowiada z kolei o stadionie w Stroniu Śląskim: tuż za linią boczną boiska tamtejszego Kryształu znajdują się ruiny kościółka. – Rarytas dla fotografów – zauważa.
Polscy groundhopperzy próbują się organizować tak jak ich zagraniczni koledzy. – Byłem już na kilku europejskich spotkaniach stadionowych turystów, m.in. w Holandii i na Węgrzech. Jeśli ktoś wybiera się zwiedzać stadiony do innego kraju, na pewno będzie mógł liczyć na to, że tamtejsi stadionowi turyści pomogą mu znaleźć tani nocleg, a nierzadko zorganizować cały pobyt. To znacznie obniża koszty naszego hobby – opowiada Rzeźnikiewicz.
Sam już zaprosił europejskich grounhopperów do Polski na Euro 2012. – Nie chodzi nawet o samą piłkarską imprezę, bo ona akurat mnie niespecjalnie kręci, ale to będzie świetna okazja, by wspólnie zobaczyć wszystkie areny mistrzostw, a także inne polskie stadiony – opowiada.
Zachęca polskich groundhopperów do kontaktu. – Od 8 do 10 października organizujemy na Śląsku II zlot polskich turystów stadionowych. Chcemy wspólnie odwiedzić kilkanaście stadionów. Każdy, kto chciałby zacząć przygodę z groundhoppingiem niech czuje się zaproszony – deklaruje Rzeźnikiewicz.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA