fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

W operze Bohuslava Martinu śpiewają Matka Boska i Chrystus

Damian Konieczek (Chrystus) i Jacek Jaskuła (Diabeł) w „Legendach o Maryi”
Fotorzepa, Marek Grotowski Marek Grotowski
Wrocław dokonał rzeczy wyjątkowej: udowodnił, że muzyka współczesna jest dla ludzi. A to dzięki „Legendzie o Maryi” Bohuslava Martinu
Rozpoczął się Festiwal Oper Współczesnych, potrwa ponad dwa tygodnie. Jeszcze niedawno byłby u nas nie do pomyślenia. Nie zgodziłby się na niego żaden dyrektor, by nie puścić teatru z torbami, zresztą i tak nie miałby co pokazać, bo nikt nie wystawiał utworów współczesnych.
[wyimek][link=http://www.rp.pl/galeria/9131,1,545006.html]Zobacz galerię zdjęć[/link][/wyimek]
Od kilku lat Opera Wrocławska w każdym sezonie daje taką premierę. Nie chyłkiem, w sali prób przerobionej na widownię, lecz na normalnej scenie. Te inscenizacje pozostają w repertuarze, bo mają widzów. Uzbierało się ich tyle, że można zrobić festiwal z jednym gościnnym udziałem Opery Narodowej („Zagłada domu Usherów” Glassa).
Jest to wszakże współczesność bez szaleństw inscenizacyjnych i brzmieniowych. Wybiera się tytuły oczywiste, jak „Król Roger” Szymanowskiego, ale i zaprasza debiutantów, jak Prasqual. Jego „Esther” grana jest piąty sezon. Wrocław unika radykalnej awangardy, ale wprowadza widzów w rejony zaniedbane przez polski teatr.
Przykładem jest premiera inaugurująca festiwal. Zmarły w 1959 r. Bohuslav Martinu to wielka postać muzyki czeskiej. U nas ciągle nieobecny, bo do kompozytorów czeskich mamy stosunek lekceważący.
Z „Legend o Maryi” można zaś zrobić spektakl dla widza w każdym wieku. Kiedy Martinu pisał je prawie 80 lat temu, szukał inspiracji w muzyce średniowiecznej i ludowej. Oba te trendy są znów modne, a że dodał zróżnicowaną orkiestrację, utwór wciąga od prologu po finał.
Tej operze bliżej do misteriów lub jasełek. To zbiór opowieści o narodzinach Jezusa i o tym, jak Matka Boska potrafi wesprzeć grzeszne kobiety. Jest tu ludowa mądrość, naiwność i żarliwość religijna. I trudny materiał dla reżysera, który musi ożywić statyczną często akcję.
Poradził sobie z tym Jiří Heřman, dyrektor Národnégo Divadla w Pradze (premiera jest koprodukcją Opery Wrocławskiej z tym teatrem). Zrobił spektakl tradycyjny, ale dynamiczny. Ludowe symbole religijne przemieszał z kostiumem biblijnym i współczesnym, dopisał własną akcję oraz precyzyjnie poprowadził wykonawców.
W ten sposób „Legendy o Maryi” stały się wielkim widowiskiem z udziałem dwóch dobrze śpiewających chórów Opery i Filharmonii Wrocławskiej, tancerzy, dziewięciu śpiewaków wcielających się w różne role i narratora-aktora. Najważniejsza pozostała muzyka, której urodę pokazał dyrygent Tomasz Szreder z orkiestrą i wykonawcami.
Po niedawnej „Katii Kabanovej” Janačka w Operze Narodowej przyszedł teraz czas na „Legendy o Maryi” Martinu. A objawieniem ostatniej Warszawskiej Jesieni był 30-letni Ondřej Adamek. Może więc czas zainteresować się muzyką czeską?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA