Świat

Bój o unijne stanowiska dla Polaków

Jacek Saryusz-Wolski
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Catherine Ashton nie zwiększyła równowagi geograficznej w dyplomacji unijnej. Polski eurodeputowany nie rezygnuje więc z wprowadzeniaparytetów narodowych
– Potrzebne jest długoterminowe rozwiązanie systemowe, które może się docelowo przełożyć nawet na 500 stanowisk dla Polaków w służbie liczącej blisko 6 tysięcy ludzi – mówi „Rz“ Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO, który od wielu miesięcy forsuje równowagę geograficzną w nowo tworzonej Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych.
W środę Komisja Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego prawdopodobnie przyjmie jego propozycję, aby przez 10 lat w ESDZ obowiązywały parytety narodowe, czyli preferencje dla kandydatów z krajów dziś słabo reprezentowanych w służbach zagranicznych UE, takich jak Polska. Na 130 ambasadorów mamy na razie dwa stanowiska – w Jordanii i Korei Południowej. W Brukseli też nie wygląda to dobrze. Parytetom sprzeciwia się na razie szefowa ESDZ Catherine Ashton. „Szczerze wierzę, że wykluczenie kandydatów ze względu na ich narodowość czy płeć z możliwości ubiegania się o stanowiska w ESDZ, poprzez wprowadzenie systemu kwotowego, podważy wspólnotową naturę nowej dyplomacji. Pośrednio (...) może wykluczyć najlepszych kandydatów. To nie jest to, o co nam chodzi“ – napisała Ashton w liście do przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych PE.
– Dziwna argumentacja przeciwstawiająca kompetencje zasadzie równowagi geograficznej – uważa Saryusz-Wolski. Według niego nie ma ryzyka, że pracę dostaną słabi kandydaci, bo wszyscy będą musieli przejść ostre procedury konkursowe. – Uwaga o wspólnotowym charakterze służby też jest niezrozumiała. Nie zasługuje ona na taką nazwę w obecnej formie, gdy jest zdominowana przez 11 krajów, a praktycznie nieobecnych jest w niej 16 państw – uważa. Ashton tłumaczy się z ostatnich nominacji ambasadorskich, gdy na ofertę 31 stanowisk tylko cztery dostały nowe państwa. Jej zdaniem konkurowały tylko w wybranych regionach. „European Voice“ twierdzi, że Saryusz-Wolski grozi blokowaniem powołania nowej unijnej dyplomacji, bo chce zwiększyć szansę Polaków na wysokie stanowiska w ESDZ. Rząd stara się o stanowisko zastępcy sekretarza generalnego, jednego z trzech najwyższych rangą urzędników, dla Mikołaja Dowgielewicza, sekretarza stanu w MSZ ds. europejskich, lub Macieja Popowskiego, obecnie szefa gabinetu Jerzego Buzka. [i]Korespondencja z Brukseli[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL