Styl życia

Jakie języki obce znają Polacy, a jakie Europa

Corbis
Europejskie Dni Języków 20 – 27 września. Rozmowa z Jolantą Urbanikową z UW
[b]Rz: Podobno od czwartego języka wszystko już idzie łatwo?[/b]
[b]Jolanta Urbanikowa[/b]: Podobno, a przy ósmym schizofrenia... [b]Czy angielski przestał być językiem obcym? Jest oczywiste, że każdy jako tako wykształcony człowiek powinien się nim posługiwać.[/b]
Nadal uchodzi za język obcy. Ale z naszej praktyki na uniwersytecie wynika, że staje się podstawowym narzędziem komunikacji naukowej, biznesowej, politycznej. Liczba studentów uczących się angielskiego spada. Teraz jest ich 50 proc. w stosunku do wszystkich studiujących. [b]Przychodzą na studia ze znajomością angielskiego?[/b] Maturzyści zdają język na poziomie B1 i B2 (w miarę zaawansowanym). Już nie potrzebują lektoratu z angielskiego. Wiedzą, że w przyszłej pracy będą musieli angielskim posługiwać się prawie tak biegle jak polskim. [b]Upadek francuskiego? [/b] Filologia romańska ma coraz mniejszy nabór, mimo że Francja pompuje miliony na promocję kultury i języka. Nie jest tak źle. Oczywiście, jeśli spojrzymy na XIX wiek, to francuski stracił dziś znaczenie. Ale studiuje go wciąż 10 procent studentów i ta liczba jest stabilna. Nie jest to wcale mniej niż w przypadku niemieckiego. [b]Francuski uważa się za trudny język.[/b] Nie powiedziałabym, że jest trudniejszy od angielskiego. Każdy język jest trudny na swój sposób. Pokutuje przekonanie, że hiszpański i włoski są łatwe dla Polaków. [b]W tym roku na italianistykę na studia dzienne było 1200 chętnych na 50 miejsc. Włoski to tylko moda na kulturę, kuchnię, podróże?[/b] Włoskiego uczymy się bardziej z sympatii i potrzeb kulturowych niż biznesowych. Jednak liczba studentów utrzymuje się na stałym poziomie, zdecydowanie mniejszym niż w przypadku hiszpańskiego, kolejnego języka, który zdobywa zainteresowanie. [b]Jak wygląda nasza znajomość języków na tle innych krajów Europy? Ze Skandynawami nie mamy się co porównywać.[/b] Nie mam tu danych liczbowych, ale sporo się kręcę po różnych konferencjach i szkołach wyższych. Uważam, że nieźle sobie radzimy. Oczywiście, że Skandynawowie i Holendrzy wypadają w angielskim lepiej. Mają więcej godzin, lepiej zorganizowanych. Ale u nich to tradycja, od dawna wystawieni są na kontakty, mają więcej okazji, żeby ćwiczyć. Zwłaszcza Holendrzy, kraj na skrzyżowaniu szlaków politycznych, handlowych. [b]Ale na przykład Amerykanie i Anglicy nie są zainteresowani obcymi językami. Uważają, że znają język światowy i to wystarczy.[/b] My nadrabiamy umiejętności. Młodzi nie mają zahamowań psychologicznych. Nie przeszkadza im, że nie władają językiem perfekcyjnie. [b]Źle, ale mówią?[/b] Właśnie. Ale pamiętajmy, że poprawność też jest ważna. Absolwenci uczelni muszą nie tylko mówić, ale wyrażać się poprawnie. Biegłość nie może przeważać nad poprawnością. To zaprzecza wykształceniu. Natomiast jest faktem, że dzisiaj od najmłodszych lat dzieci mają kontakt z językami przez Internet, gry, filmy. I skutecznie z tych zasobów korzystają. [b]A jak jest ze znajomością języków naszej władzy?[/b] Różnie. Z prezydentem nie rozmawiałam. Ale według deklaracji znajomość angielskiego ma receptywną – jest w stanie zrozumieć i coś wyprodukować, może na poziomie A2. Premier, z tego co słyszałam, radzi sobie, ale nie wiem, czy głębia przekazu jest wysublimowana. [b]A parlamentarzyści europejscy?[/b] Niektórzy tak, inni nie. Ziobro chyba nie za bardzo, skoro w ogóle mało uczestniczy w pracach parlamentu. Gdyby znał język, byłby bardziej aktywny. [wyimek]Młodzi nie mają zahamowań psychologicznych. Nie przeszkadza im, że nie władają językiem perfekcyjnie[/wyimek] [b]W Peerelu była reglamentacja języków. Pilnowano, żeby w Wielkopolsce i na Śląsku ludzie mniej się uczyli niemieckiego, wpychano im francuski. Dzisiaj już jest wolny rynek?[/b] Dziś wszystko zależy od popytu i podaży. Bywa, że brakuje nauczycieli angielskiego, np. na tzw. ścianie wschodniej. Wtedy zasila się ten rynek nauczycielami z Ukrainy i Rosji, którzy zresztą są świetnie przygotowani. [b]Wzrost zainteresowania rosyjskim wynika z pragmatyzmu czy z autentycznego zainteresowania kulturą rosyjską?[/b] Wynika oczywiście ze wzrostu kontaktów handlowych, ale zainteresowanie budzą także literatura, film, poezja. Widać to na naszym Uniwersytecie Otwartym, gdzie na kurs rosyjskiej kuchni albo języka miłości jest zawsze pełno kandydatów. Młodzież ma poczucie, że ci, którzy znają rosyjski, mogą być mediatorami między Wschodem i Zachodem. [b]Mam wrażenie, że dzisiejsze neofilologie to rezerwaty starego stylu nauczania. Gramatyka historyczna, rozbieranie na części literatury średniowiecznej... [/b] W Anglii tradycyjne studia filologiczne w ogóle wygasły. W Niemczech są w zapaści. Na Frei Universitat w Berlinie przekształcają je w bardziej praktyczne, zorientowane na cywilizację, tłumaczenia. Albo łączą filologie z innymi kierunkami, co pozwala im przetrwać. U nas wciąż system się reformuje, ale sankcją będzie dopiero brak studentów. Niemieckie uniwersytety odczuły to na własnej skórze. U nas na razie anglistyka, iberystyka, italianistyka radzą sobie świetnie. [b]Co pani powie o fantastycznych metodach uczenia się języka, metoda Callana, przez sen, na dwutygodniowym kursie?[/b] Nie ma tak łatwo. Język to ciężka praca. Może być interesująca, ale inaczej się nie da. Przede wszystkim należy dywersyfikować techniki. Małymi krokami do przodu. A kiedy uczący się jest mniej utalentowany, potrzebny jest utalentowany nauczyciel. Trzeba także wyraźnie określić cel, uświadomić sobie, po co się uczymy. [b]Czy native speaker to przypadkiem nie mit? Bo przecież ci „native” to całkiem przypadkowi ludzie.[/b] Czasami native speakerzy rzeczywiście nie mają żadnego przygotowania. Po prostu przyjechał cudzoziemiec i chce zarobić. To jest dobre do konwersacji albo do tzw. tandem learning – ja uczę polskiego, on mnie uczy obcego języka. Ale nie oczekiwałabym tu superefektów w krótkim czasie. To może być tylko forma wspomagająca. W przypadku nauki podstaw zawodna, chyba że nauczyciel ma przygotowanie dydaktyczne. [b]Mamy dążyć do perfekcyjnego akcentu w języku obcym?[/b] Ależ skąd! Trzeba mówić swoim akcentem, choćby nadwiślańskim. Jeśli ktoś udatnie imituje akcenty, pozbawia się tożsamości. [b]W „Faktach” TVN, jak mówi cudzoziemiec, puszczają pasek z tłumaczeniem. W telewizji publicznej wciąż tłumaczy lektor. Boją się spadku oglądalności?[/b] Nie rozumiem, dlaczego tak jest. Słuch i wzrok w sprzężeniu to najlepszy sposób na uczenie się języka, potwierdzony badaniami. Tłumaczenie nie jest w stanie oddać wszystkich niuansów i piękna języka. Mam nadzieję, że to się zmieni przy telewizji cyfrowej, interaktywnej. Będzie można wziąć słuchawki i słuchać oryginału. [b]Jakie pani zna języki?[/b] Przede wszystkim angielski. Posługuję się francuskim, trochę niemieckim. Czytam po słowacku. Przeczytam tekst hiszpański i włoski, ale nie mówię w tych językach. [i]—rozmawiała Joanna Bojańczyk[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL