Kraj

Czy Czesław Bielecki, wizjoner i urbanista, podbije Warszawę

Czesław Bielecki
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Kandydat PiS na prezydenta Warszawy, niegdyś poseł Akcji Wyborczej Solidarność, wiele razy krytykował Jarosława Kaczyńskiego
Czesław Bielecki, niegdyś poseł Akcji Wyborczej Solidarność, od lat przebywał na marginesie polityki. Jego niespodziewana reaktywacja była zaskoczeniem nawet w partii, która wystawiła go w stolicy do walki przeciw Hannie Gronkiewicz-Waltz (PO). W sejmowych kuluarach niektórzy posłowie PiS zaczęli opowiadać, że Bielecki jest odpowiedzią Kaczyńskiego na rzekomy szantaż Pawła Poncyljusza, dotychczasowego pretendenta do tej nominacji. Poncyljusz miał żądać od szefa partii wystawienia go w wyborach, bo w przeciwnym razie wystąpi z PiS.
– To wierutne kłamstwo. Z prezesem ostatni raz rozmawiałem 4 lipca – odpowiada Poncyljusz. Dzień po nominacji Bieleckiego zachwalał jego kandydaturę w mediach. – Jeśli ktoś ma szansę wygrać z Gronkiewicz-Waltz, to właśnie on – mówił Poncyljusz i wspomniał, że u jego boku zaczynał karierę polityczną. [srodtytul]Krzycząc na prezesa[/srodtytul]
Niektórzy politycy PiS są w szoku. Pamiętają, jak 13 lat temu w sejmowej restauracji Hawełka Bielecki zgotował Jarosławowi Kaczyńskiemu awanturę. Świadkowie tej sceny wspominają, że Bielecki wymyślał Kaczyńskiemu m.in. od „tłustych Żydów”. Obaj panowie pozostawali w przyjaznych relacjach. Wtedy jednak Kaczyński nie chciał spełnić jakiejś prośby Bieleckiego. Zdaje się drobnej, bo relacjonujący sprzeczkę nawet nie pamiętają, o co poszło. [srodtytul]Powrót do polityki[/srodtytul] Historię z 1997 r. przypomniał Kaczyńskiemu na środowym posiedzeniu Komitetu Politycznego PiS jeden ze współpracowników. – Jarek, uważaj, bo on znowu będzie na ciebie krzyczał – mówił. Ale prezes PiS odpowiedział uśmiechem. Komitet zaś zatwierdził kandydaturę Bieleckiego w wyborach na prezydenta stolicy. Czesław Bielecki jest niezadowolony, gdy przypomina się tamtą historię. – Nie była to sprzeczka, ale przekomarzanie się polskiego Żyda z osobą całkowicie wyzutą z antysemickich emocji. Brzmi irracjonalnie, gdy wyjmie się z tego kontekstu – mówi „Rz”. Jak opowiada, zapomniał o tej historii. Przypomniał mu ją Jarosław Kaczyński w czasie jakiejś uroczystości. – Całkowicie żartem – dodaje. Bielecki z dumą podkreśla swoje żydowskie pochodzenie. Niedawno na łamach miesięcznika „Europa” wspominał, jak w 1968 roku poszedł do odpowiedniego wydziału Urzędu Rejonowego Warszawa-Śródmieście i poprosiło zmianę narodowości. „Z polskiej na żydowską. – Dlaczego żydowską, a nie kambodżańską? – zapytała urzędniczka. – Bo moi rodzice byli Żydami, więc ja będę Żydem. I wpisywałem sobie od tamtej pory do wszystkich dokumentów i deklaracji obywatelstwo polskie i narodowość żydowską”. [wyimek]To profesjonalista. Ale obciążeniem dla niego będzie szyld PiS Marek Balicki lewicowy polityk[/wyimek] Czy Bielecki ma szansę w Warszawie na otrzymanie poparcia tej części PiS-owskiego elektoratu, na którą wpływ ma Radio Maryja? Otóż tak. W swoich publikacjach parokrotnie chwalił go bowiem najważniejszy publicysta stacji Jerzy Robert Nowak, m.in. za stałe polemiki z tezą o powszechnym w naszym kraju antysemityzmie. – Jeśli w Polsce ministrem spraw zagranicznych i szefem Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych są Żydzi, to jaki tu może być antysemityzm – zwykł mawiać Bielecki w czasie wizyt zagranicznych, gdy w latach 1997 – 2001 przewodniczył tej komisji, a na czele MSZ stał Bronisław Geremek. [srodtytul]Liberalne sympatie[/srodtytul] Czesław Bielecki i Paweł Poncyljusz działali razem w Ruchu Stu, centroprawicowym ugrupowaniu, w którym byli też Andrzej Olechowski, Paweł Graś, Aleksander Grad czy Krzysztof Piesiewicz. Dziś liberałowie z PiS pokładają w Bieleckim spore nadzieje. Jeśli wygra, to zaplecze w ratuszu najłatwiej zbuduje opierając się na tej grupie. Czy zagrozi Gronkiewicz-Waltz, która według sondaży nie powinna się martwić o reelekcję? (sondaż GfK Polonia dla „Rz” daje jej 57 proc.). – Nie zagrozi. By rządzić miastem, nie wystarczą teoretyczne wizje, trzeba być gospodarzem – mówi szefowa warszawskiej PO Małgorzata Kidawa-Błońska. Platformę uspokaja fakt, że co najmniej od wyborów samorządowych w 2006 r. stolica jest „platformerskim” miastem. – Za panią prezydent stoją konkretne osiągnięcia, np. skuteczne ściąganie pieniędzy unijnych i budżetowych. A on o Warszawie pisał tylko książki – ocenia warszawski poseł PO Michał Szczerba, znajomy obojga konkurentów. Recenzenci z lewa dają więcej szans Bieleckiemu. – To ciekawa kandydatura. Wygra Gronkiewicz-Waltz, ale dobrze, gdy w stawie pojawia się szczupak, bo inaczej karpie robią się zbyt ociężałe – mówił w radiu RDC prof. Tomasz Nałęcz. – To profesjonalista, zawodowo przygotowany, bo jest architektem i urbanistą. Ale obciążeniem dla niego będzie szyld PiS – ocenia Marek Balicki, który w 2002 r. wszedł do II tury wyborów na prezydenta stolicy. – Czekam na jego debatę z Gronkiewicz-Waltz. Jest erudytą, dzięki elokwencji i wiedzy fachowej zetrze ją na miazgę – mówi jeden ze stołecznych polityków PiS. Jego zdaniem atutem Bieleckiego jest i to, że jako kandydat niepartyjny nie będzie musiał się tłumaczyć z dorobku śp. Lecha Kaczyńskiego z czasów jego urzędowania w ratuszu. Rzeczywiście Bieleckiemu trudno zarzucić to, co wypomina się politykom PiS. Przeciwnie, można znaleźć jego wypowiedzi krytyczne wobec Prawa i Sprawiedliwości. „Tusk jest względnie dobrym premierem, gdy Kaczyński okazał się bezwzględnie złym” – mówił dwa lata temu w wywiadzie dla „Rz”. Rząd Kaczyńskiego był zły, bo był „denerwujący, narzucający się i obsesyjny”. Ale też w tym samym czasie mówił w Polskim Radiu: – Nie wiemy, po roku rządów Tuska, co naprawdę ten rząd jest w stanie zrobić. [srodtytul]Opozycyjna przeszłość[/srodtytul] – Pewnie nie wygra – słychać też w PiS. Ale Bielecki może pociągnąć listę radnych, którzy dzięki jego popularności zwiększą udziały PiS w radzie Warszawy. Może też – on, błyskotliwy intelektualista pochodzenia żydowskiego – pozytywnie wpłynąć na wizerunek partii w skali kraju. Trudno znaleźć na niego poważne haki. Wypomina mu się np., że kilkanaście lat temu przyjął w prezencie laptop od chińskiego dyplomaty. Oraz że projektuje budynki wywołujące kontrowersje, jak nowa siedziba TVP. Ale w licytacji na opozycyjne życiorysy nie ma sobie w stolicy równych. Represjonowany w 1968 r., z opozycją związany od 1970 r., działacz NSZZ „Solidarność”, ścigany przez komunę w latach 80., uczestnik najdłuższej głodówki protestacyjnej. I autor licznych publikacji oraz doktor architektury i urbanistyki. Już teraz – choć jest na urlopie we Włoszech – założył wyborcze profile na portalach społecznościowych. Zapowiada się ciekawa kampania. Zwłaszcza że kandydat jest znany z tego, iż nie przebiera w słowach. Dziewięć lat temu sąd kazał mu przeprosić komitet wyborczy PO za wypowiedź, że „Paweł Piskorski kieruje mafią w Warszawie”. Świadkiem jego obrony miała być Julia Pitera, wtedy prezes Transparency International, dziś polityk PO. Ale sąd nie dał jej tej szansy, odrzucając wniosek obrony. [b]Zobacz [link=http://www.rp.pl/artykul/539820.html]komentarz wideo Rafała Ziemkiewicza[/link]:[/b]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL