fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Rosja nie lekceważy Polski

Andrzej de Lazari
Fotorzepa
Destalinizacja Rosji zaczęła się od wizyty Władimira Putina na Westerplatte i od jego spotkania z Donaldem Tuskiem na cmentarzu katyńskim – twierdzi ekspert ds. rosyjskich
Wystraszył Siergiej Karaganow Andrzeja Nowaka pomysłem modernizacji i europeizacji Rosji. Nie ufa krakowski historyk ani rosyjskim politologom, ani swym kolegom po fachu –historykom rządzącym dziś Polską. Podejrzewa jednych i drugich o niecne zamiary. A swoją drogą to ciekawe, że choć Rosją rządzą prawnicy, Polską zaś historycy, w Polsce prawo jako tako działa, w Rosji natomiast „dyktatura prawa” pozostaje wciąż marzeniem ściętej głowy. Oby takim marzeniem nie pozostał pomysł modernizacji Rosji.
[srodtytul]Destalinizacja umysłów[/srodtytul]
Może i ja z niedowierzaniem odniósłbym się do tekstu rosyjskiego politologa nawołującego do zbliżenia Rosji i Europy, gdybym wcześniej nie przeczytał w „Gazecie Wyborczej” jego innego komentarza, zatytułowanego „Rosyjski Katyń”, a w nim następujących i zaskakujących zdań: „Rosja to wielki Katyń, usiany przede wszystkim bezimiennymi mogiłami milionów ofiar reżimu rządzącego nim przez większą część minionego stulecia [...] W ostatnim roku stalinizm potępił i prezydent, i premier. A jednak my wszyscy nie możemy zdecydować się na to, by w pełni zrezygnować z tego dziedzictwa, pokajać się za to, że my sami, nasi przodkowie, znęcali się nad samymi sobą [...]”.
[wyimek]Dzisiaj najmodniejszą kategorią w rosyjskiej myśli politycznej jest modernizacja. Mówią o niej prezydent i premier[/wyimek]
I pisze dalej: „Mówią, że nie wolno dawać pożywki zagranicznym nastrojom rusofobskim. Ale one istnieją obiektywnie, niezależnie od tego, co robimy czy nie robimy. Rosja to wielki kraj ze skomplikowaną historią. Wokół niej jest niemało krajów, które ucierpiały przez nią. I próbują leczyć swoje kompleksy historyczne jej kosztem. A nastroje antyrosyjskie są silne też i przez to, że my sami nie możemy się rozstać z tym, co w naszej historii najgorsze [...] Po to, by przywrócić nam szacunek do samych siebie, dla przezwyciężenia dziedzictwa przeklętego XX wieku, niezbędna jest nie tylko rehabilitacja ofiar reżimu, lecz także przyznanie się do winy przed nimi”.
Andrzej Nowak zna ten tekst, ale zapewne nie dowierza, by taka zmiana mogła nastąpić w świadomości Karaganowa. Bo to prawda, że dwa lata temu profesor Karaganow nie był taki spolegliwy: „Macie kompleks Katynia – mówił na uniwersytecie w Poznaniu – musicie się z niego wyleczyć sami. Nie jesteśmy waszymi lekarzami. Przypomnę, że Czeriezwyczajnej Komisji, poprzednika KGB, nie stworzyliśmy my: byli w niej Polacy [mowa o Dzierżyńskim i Mienżyńskim – A.L.], Litwini i jeden Łotysz”.
Jednak dwa lata temu pomysł na destalinizację Rosji na Kremlu dopiero kiełkował. Faktycznie rozpoczęła się ona od ubiegłorocznej wizyty Władimira Putina na Westerplatte i od jego spotkania z Donaldem Tuskiem na cmentarzu katyńskim, a tragedia smoleńska i film Andrzeja Wajdy stały się katalizatorem zdecydowanie przyspieszającym destalinizację umysłów kremlowskich, w tym zapewne i Karaganowa.
[srodtytul]Przede wszystkim modernizacja[/srodtytul]
Dzisiaj najmodniejszą kategorią w rosyjskiej myśli politycznej jest modernizacja. Mówią o niej prezydent i premier. Chiński model rozwoju już im nie imponuje (choć wciąż ma sporo zwolenników wśród rosyjskich politologów). Jednak nie jest możliwa żadna modernizacja bez destalinizacji – o tym Karaganow mówi w „Rosyjskim Katyniu” i nie sposób z nim się nie zgodzić.
I znamienny jest fakt, że modernizację postrzega się dzisiaj w Rosji niejednokrotnie właśnie jako synonim destalinizacji. A jeśli destalinizacja ma prowadzić do modernizacji – efektem może być jedynie europeizacja kraju, o czym marzyły najznakomitsze umysły rosyjskie przez stulecia (od Piotra Czaadajewa do Andrieja Sacharowa), będąc z reguły w opozycji i w mniejszości. Teraz, oby na zawsze, okcydentalizacja, europeizacja kraju staje się koncepcją władzy. Mnie to cieszy i napawa nadzieją. W Rosji wszystkie reformy realizowane były zawsze odgórnie, więc może i ta zakończy się sukcesem. Andrzej Nowak nie dowierza i wietrzy podstęp przebiegłych imperialistów.
W Rosji pomysłem związku Europy z Rosją Karaganow nikogo nie zaskoczył, gdyż wraz z Igorem Jurgensem przedstawił go po raz pierwszy na początku listopada ubiegłego roku (przypomnę – Putin na Westerplatte był 1 września 2009 r.) na promocji zredagowanej przez nich książki „Rosja i Europa. Konfrontacja czy Związek?”. Fakt, że doradca Putina (Karaganow) wystąpił tu wspólnie z doradcą Miedwiediewa (Jurgensem), jest znamienny i obala mity o różnym postrzeganiu rzeczywistości przez oba ośrodki władzy.
Po prostu rozsądni ludzie uświadomili sobie, że bez okcydentalizacji rosyjskiej polityki, prawa i życia społecznego Rosja pozostanie krajem zacofanym, niezdolnym do rywalizacji ani z Chinami, Japonią i Indiami, ani tym bardziej z Ameryką i Europą. Stąd pomysł na swoistą integrację nie tylko z Unią Europejską, ale i z NATO. Książka Karaganowa i Jurgensa zapowiada więc istotne przeorientowanie rosyjskiej polityki zagranicznej na Zachód. Ubiegłotygodniowa wizyta ministra Siergieja Ławrowa w Warszawie była tego jednym z dowodów. Mało tego – była również dowodem, że Rosja Polski już nie lekceważy, z czym kilka lat temu mieliśmy do czynienia (nie bez własnej winy) na każdym kroku.
[srodtytul]Czym się tu martwić?[/srodtytul]
Wątpię, bym był w stanie uspokoić Andrzeja Nowaka, że pomysł Karaganowa na formalnoprawny „Związek Euro-Rosyjski” w najbliższym stuleciu nie ma najmniejszych szans na realizację, tak jak nie doczekał się realizacji, choć z innego powodu, popularny swego czasu rosyjski projekt „eurazjatycki”. Zbyt różni Europę i Rosję „zaprogramowanie kulturowe”, a ono kształtuje się przez pokolenia.
Są natomiast szanse na stopniową europeizację świadomości elit rosyjskich – na kształtowanie się w nich świadomości prawnej, obywatelskiej, co udowadniają teksty Karaganowa i Jurgensa. Tymczasem elity przerażone są narastającą korupcją, przestępstwami popełnianymi przez milicję, powszechnym bezprawiem i bezradnością władzy. Zrozumiałe, że marzy im się Europa. Bywają w niej często i widzą przepaść dzielącą obie rzeczywistości.
Sugeruję więc więcej wyrozumiałości dla propozycji i poszukiwań rosyjskich elit intelektualnych i politycznych, tym bardziej wtedy, gdy widzimy, że „nasz” europejski projekt im imponuje. Kiedyś Nikołaj Danilewski w rozprawie „Rosja i Europa” (1869) udowadniał, że Europa jest zatęchłym, bezwartościowym starociem, że przyszłość należy do Rosji, dzisiaj Karaganow i Jurgens nie widzą przyszłości Rosji bez jej destalinizacji i europeizacji. Czym się tu martwić?
[ramka][srodtytul]Pisali w opiniach[/srodtytul]
[b][i]Andrzej Nowak[/i][/b]
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/533077.html]Niebezpieczne związki Europy z Rosją[/link][/b]
Partnerem Rosji może być tylko „stara Europa” pod dyktatem Niemiec, Francji i ewentualnie Włoch. Polska należy do „małych narodów” i nigdy przez Rosję nie będzie traktowana inaczej niż jako przedmiot w grze.
[i]9 września 2010[/i]
[b][i]Piotr Skwieciński[/i][/b]
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/530564.html]Rozgrywka z Polską – to nie żadna polityka[/link][/b]
Kremlowskie wizje są dla przyszłości naszego kraju kluczowe. Jestem jednak dziwnie przekonany, że w warszawskich gabinetach władzy nikt się nimi nie zajmuje. Więcej, nikomu nie wydają się one istotne.
[i]3 września 2010[/i][/ramka]
[i]Autor jest historykiem idei z Uniwersytetu Łódzkiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA