Udział w wyścigu na to, kto donioślej ogłosi śmierć dawnego ładu międzynarodowego, nie jest w interesie UE. Debata na temat reformy Światowej Organizacji Handlu (World Trade Organization, WTO) w kontekście nadchodzącej 14. Konferencji Ministerialnej WTO jest tego wymowną ilustracją.
Stary porządek pod presją
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w przemowie wygłoszonej na konferencji ambasadorów UE 10 marca 2026 r. przekonywała, że „potrzebujemy bardziej realistycznej i opartej na własnych interesach polityki zagranicznej”. Dodała przy tym: „Europa nie może już dłużej być strażnikiem starego porządku świata, świata, który przeminął i nie powróci. Zawsze będziemy bronić i utrzymywać system oparty na zasadach, który pomogliśmy zbudować wraz z naszymi sojusznikami, ale nie możemy już dłużej polegać na nim jako jedynym sposobie ochrony naszych interesów ani zakładać, że jego zasady ochronią nas przed złożonymi zagrożeniami, przed którymi stajemy”.
Jednocześnie wśród priorytetów polityki zagranicznej, zaraz po bezpieczeństwie, von der Leyen wymieniła handel międzynarodowy i inwestycje zagraniczne, ponieważ - jak stwierdziła - „handel to nie tylko kwestia ekonomii, ale także potęgi”.
Dobrobyt i stabilność gospodarcza UE w znacznej mierze zależą od otwartych rynków, eksportu towarów o wysokiej wartości dodanej, wiarygodności regulacyjnej oraz przewidywalności zapewnianej przez WTO
Ursula von der Leyen ma rację co do tego, gdzie upatruje siły UE. Unia nadal jest prawdziwą potęgą w handlu międzynarodowym, i to właśnie w tym obszarze może grać pierwsze skrzypce. Jednak należy zauważyć, że oprócz znacznej siły oddziaływania w handlu występuje także istotna współzależność.