Pekin spędził dekady polując na zachodnie technologie, finansując Instytuty Konfucjusza i realizując projekty w ramach inicjatywy Pasa i Szlaku. Okazuje się jednak, że nic z tego nie przyczyniło się tak bardzo do osłabienia koordynacji strategicznej odpowiedzi Zachodu na ów konkurencyjny szturm Chin, jak jeden człowiek w Gabinecie Owalnym.

Przywódcy Chin realizują hiperstrategiczny program w zakresie zaawansowanej produkcji, zielonych technologii itd. Australian Strategic Policy Institute stwierdził, że przodują już w badaniach w 69 z 74 kluczowych technologii. Kraj ten stosuje również bardzo jednostronne podejście do polityki handlowej. Połączenie tych dwóch zjawisk powinno być wystarczającym sygnałem ostrzegawczym dla Waszyngtonu i innych stolic Zachodu.

Jak spowolnić ekspansję Chin

Eksperci zajmujący się polityką nie próżnowali. Information Technology and Innovation Foundation z siedzibą w Waszyngtonie opracowała poważny plan z ponad setką rekomendacji mających na celu spowolnienie ekspansji Chin i odbudowę potęgi Zachodu. Raport wzywa do wprowadzenia nowego systemu kontroli eksportu na wzór COCOM, zaostrzenia ograniczeń dostępu Chin do zachodnich laboratoriów i uniwersytetów, do koordynacji strategii wobec chińskich firm na rynkach trzecich oraz ograniczenia dostępu Chin do zachodniego kapitału.

Czytaj więcej

Chiny patrzą na Amerykę Trumpa jak na „imperium w schyłku”. W Pekinie rośnie poczucie przewagi

Czy USA chcą przewodzić

Jest w tym tylko jeden problem: strategia zakłada, że Stany Zjednoczone faktycznie chcą przewodzić. Kiedyś było to rozsądne założenie. Przez dekady wiarygodność i przewidywalność Ameryki dawały jej wystarczającą siłę polityczną, by utrzymać w swojej orbicie podobnie myślące demokracje. Za Donalda Trumpa ta koncepcja zanikła.

Zamiast budować koalicję, która miałaby powstrzymać wzrost Chin, Trump zajmuje się niszczeniem idei partnerstwa z Zachodem – chyba że, oczywiście, przybierze ono formę całkowitego podporządkowania się Waszyngtonowi. Polityka handlowa Trumpa uderza mocno w sojuszników USA na całym świecie, pozwalając jednocześnie na wyjście z opresji Chinom i Rosji, głównym rywalom strategicznym.

Cięcia grantów, demonizowanie uniwersytetów, zamykanie programów laboratoryjnych, odrzucanie zagranicznych naukowców – każdy z tych kroków politycznych Trumpa to strategiczny dar dla Pekinu

Czy „dylemat więźnia” wyjaśnia brak spójnej strategii wobec Chin

Podczas swojej ostatniej kampanii prezydenckiej Trump zawsze mówił, że chce zastosować bardzo ostrą politykę celną wobec Chin, aby zmusić je do znacznie większej współpracy. Wkrótce po objęciu urzędu zmienił kurs, dając im pełną swobodę.

Społeczność zajmująca się polityką handlową w Waszyngtonie próbuje wyjaśnić brak spójności Zachodu w sprawie Chin konceptem „dylematu więźnia” z teorii gier. Ilustruje on paradoksalną sytuację, gdy racjonalne jednostki (lub w tym przypadku narody), działające w swoim własnym interesie, mogą nie chcieć współpracować, choć leży to właśnie w ich najlepszym interesie. I choć to wyjaśnienie jest nie bez znaczenia, wydaje się kompletnym tchórzostwem, bo podział na Zachodzie ma imię – Donald J. Trump.

Czy polityka Trumpa sprzyja Chinom

Szkody wyrządzone przez Trumpa w kwestii rywalizacji Chin i Zachodu nie kończą się na froncie handlowym. W momencie, gdy konkurencja z Chinami wymaga większych inwestycji publicznych w naukę i technologię, Trump uderza jak kulą służącą do wyburzeń w ogromne fundusze publiczne, które rząd federalny USA tradycyjnie przeznaczał na wsparcie amerykańskiej bazy badawczej. Cięcia grantów, demonizowanie uniwersytetów, zamykanie programów laboratoryjnych, odrzucanie zagranicznych naukowców – każdy z tych kroków politycznych Trumpa to strategiczny dar dla Pekinu.

Każda poważna strategia wobec Chin wymaga czegoś przeciwnego do trumpizmu

Źródła postawy Trumpa

Dlaczego Trump zachowuje się w ten sposób? W swojej karierze biznesowej zawsze był samotnikiem i outsiderem. Dlatego instynktownie traktuje sojusze jako coś, czego należy unikać, a nie jako atut strategiczny. Nic dziwnego, że kraje takie jak Kanada, Niemcy, Francja i Wielka Brytania w kontekście Chin testują „strategie zabezpieczające”. To nie tyle akt tchórzostwa, co racjonalna odpowiedź wobec prezydenta USA, który zasygnalizował, że nie obchodzi go, czy wieloletni partnerzy jego kraju pójdą na dno czy nauczą się pływać.

Strach przed mówieniem prawdy

Niewygodna prawda o dzisiejszej polityce handlowej i technologicznej Waszyngtonu jest taka, że niewielu nadal odważy się mówić władzy prawdę. Hiperimperialistyczna postawa Trumpa ułatwia Chinom zadanie. Pekin nie musi „dzielić Zachodu”. Prezydent Stanów Zjednoczonych robi to za nich, na oczach całego świata.

Każda poważna strategia wobec Chin wymaga czegoś przeciwnego do trumpizmu: budowania koalicji, poszanowania wielostronnych zobowiązań, stałych inwestycji w badania, a także sojuszy traktowanych jako kluczowa infrastruktura narodowa, a nie jako zbędny rekwizyt.

Szczególnie irytujące jest to, że o tym wszystkim wiedzą owi rzekomo „dorośli w pokoju”, przede wszystkim Scott Bessent, sekretarz skarbu USA. A jednak milczą, woląc być tchórzami, jeśli nie pochlebcami.

Dopóki Stany Zjednoczone nie odzyskają takiego przywództwa, Donald Trump pozostanie najcenniejszym zagranicznym nabytkiem Komunistycznej Partii Chin – bardziej przydatnym dla Pekinu pod względem strategicznym niż dla jego bliskiego przyjaciela Władimira Putina, kolejnego z natury samotnika na wysokim stanowisku.

O autorze

Stephan Richter

Wydawca i redaktor naczelny magazynu „The Globalist” oraz dyrektor Global Ideas Center. Kawaler polskiego Orderu Zasługi. W 1990 r. na prośbę amerykańskiego senatora Billa Bradleya przygotował projekt rezolucji Senatu USA wzywającej do darowania Polsce długów PRL, co było ważnym krokiem do obniżenia o połowę długu wobec Klub Paryskiego.

Śródtytuły od redakcji