fbTrack

Biznes

Bessa w Japonii. To skutek umocnienia jena.

Tokio, Japonia
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Kurs dolara wobec jena jest najniższy od 15 lat. Japoński indeks Nikkei 225 spadł od początku kwietnia o ponad 20 proc. Pogłębiają się także fatalne nastroje na amerykańskim rynku nieruchomości
– Widać oznaki hamowania globalnego wzrostu gospodarczego. To rodzi na rynkach finansowych niechęć do ryzyka. Dopóki pozostanie ona dominującym nastrojem, jen będzie się umacniał – ocenia Antje Praefcke, strateg walutowy Commerzbanku.
Kurs dolara wobec jena po raz pierwszy od czerwca 1995 r. spadł wczoraj na chwilę nawet poniżej 84 jenów. Tylko od końca marca japońska waluta umocniła się wobec amerykańskiej o prawie 13 proc. Wobec euro zyskała w tym czasie 19,8 proc. i jest najsilniejsza od niemal dziewięciu lat. [srodtytul]Jak trwoga, to do jena[/srodtytul]
Japoński pieniądz tradycyjnie postrzegany jest na rynkach jako bezpieczna przystań w okresie zawirowań. W efekcie umacnia się z przerwami już od połowy 2007 r., gdy pojawiły się pierwsze oznaki kryzysu finansowego. Najnowszy marsz jena w górę rozpoczął się wiosną, gdy w strefie euro uwidoczniły się problemy fiskalne. Chociaż od tego czasu kryzys zadłużeniowy został w dużej mierze zażegnany, strumień pesymistycznych informacji ekonomicznych nie ustał. Najpierw pojawiły się obawy, że spowolnienie czeka gospodarkę Chin. Pekin chce bowiem ograniczyć podaż kredytów, by nie dopuścić do powstania baniek spekulacyjnych na rynkach nieruchomości i innych aktywów. Następnie sygnały spowolnienia gospodarczego zaczęły docierać zza oceanu. W II kw. roczne tempo wzrostu amerykańskiego PKB wyhamowało do 2,4 proc., z 3,7 proc. w I kw. Jak sugerują lipcowe i sierpniowe dane o aktywności w przemyśle i o koniunkturze na rynku pracy, w III kw. gospodarka USA nadal słabnie. Coraz częściej pojawiają się ostrzeżenia, że Ameryce grozi nawrót recesji. Zdaniem Davida Rosenberga, głównego ekonomisty kanadyjskiej firmy Gluskin Sheff, jest to niemal przesądzone. Jak tłumaczy, proces redukcji zadłużenia przez amerykański sektor prywatny – zarówno konsumentów, jak i firmy – dopiero się rozpoczął. Dopóki się nie skończy, w USA nie dojdzie do odbicia wydatków konsumpcyjnych i ożywienia na rynku nieruchomości. Potwierdziły to wczorajsze dane: sprzedaż domów z drugiej ręki (90 proc. całego rynku domów) tąpnęła w lipcu o 27 proc. w porównaniu z czerwcem, do 3,83 mln w przeliczeniu na rok. Odczyt ten, najsłabszy od 15 lat, okazał się gorszy od najbardziej nawet pesymistycznych prognoz. [srodtytul]Europa też przyhamuje[/srodtytul] Na tym tle kondycja gospodarki strefy euro wydaje się dobra. W II kw. tempo wzrostu jej PKB przyspieszyło do 1 proc. w ujęciu kwartał do kwartału, z 0,2 proc. w I kw. Ekonomiści wskazują jednak, że koniunkturę w Europie napędza głównie ożywienie w Niemczech, w dużej mierze związane z odbiciem w eksporcie. [wyimek]27 proc. spadł w lipcu popyt na domy na rynku wtórnym w USA[/wyimek] – Jakiekolwiek spowolnienie we wschodzących gospodarkach Azji – Chinach, Indiach – miałoby bardzo negatywny wpływ na wzrost w Europie – przyznał wczoraj w telewizji Bloomberg unijny komisarz ds. walutowych i gospodarczych Olli Rehn. Wyraził także zaniepokojenie hamowaniem gospodarki USA. Joseph Stiglitz, laureat Nobla w dziedzinie ekonomii z 2001 r., największe zagrożenie dla eurolandu widzi w programach oszczędnościowych. – Ograniczanie inwestycji o wysokich stopach zwrotu tylko po to, by poprawić obraz budżetu, jest naprawdę nierozsądne – powiedział irlandzkiemu Radiu RTE wykładowca Uniwersytetu Columbia. Według niego uparte dążenie do cięcia deficytu budżetowego poniżej 3 proc. PKB (poziom dopuszczalny w UE), może ponownie wpędzić Europę w recesję. Obawy o kondycję światowej gospodarki odbijają się na giełdach. Wczoraj akcje taniały od Azji po Amerykę. Najgorzej było w Tokio. Na fali obaw, że umacniający się jen uderzy w zyski japońskich eksporterów, indeks Nikkei 225 stracił wczoraj 1,3 proc. i znalazł się najniżej od maja 2009 r. Od lokalnego maksimum z kwietnia stracił już ponad 20 proc. Tąpnięcie tej skali uważane jest za nieformalny początek bessy. Dla porównania, amerykański S&P 500 od kwietniowego szczytu stracił ok. 14 proc., a WIG20 ponad 7 proc. [ramka]Niemcy napędzają ożywienie w Europie Obecnie ożywienie gospodarcze w strefie euro jest napędzane głównie przez największe gospodarki – Francję i Niemcy. Niemiecki PKB wzrósł w drugim kwartale o 2,2 proc. w porównaniu z pierwszym kwartałem. Dane opublikowane wczoraj przez Federalny Urząd Statystyczny w Wiesbaden potwierdzają, że motorami niemieckiego wzrostu były wówczas eksport oraz inwestycje. W minionym kwartale wzrosły one odpowiednio o 8,2 proc.i o 3,2 proc. Zauważalne już są jednak oznaki ożywienia popytu wewnętrznego. W drugim kwartale wydatki konsumenckie wzrosły o 0,6 proc. Zwiększyły się one po raz pierwszy od roku.– Dane o konsumpcji były dobre, jak na niemieckie standardy. Gdy eksport straci dynamikę w drugiej połowie roku, konsumpcja powinna to częściowo zrekompensować – uważa Joerg Lueschow, ekonomista banku WestLB. Część analityków obawia się jednak, że cięcia budżetowe w Niemczech mogą uderzyć w odradzający się popyt konsumpcyjny. Jednakże inne opublikowane wczoraj dane skłaniają do umiarkowanego optymizmu co do kondycji gospodarczej eurolandu. Zamówienia przemysłowe w strefie euro wzrosły bowiem w czerwcu o 2,5 proc. w porównaniu z majem. Analitycy spodziewali się, że ich wzrost będzie wolniejszy. —hk, bloomberg[/ramka] [i]Masz pytanie wyślij e-mail do autora[mail=g.siemionczyk@rp.pl]g.siemionczyk@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL