fbTrack

Służby mundurowe

Mandaty, fotoradary i punkty karne

Wojciech Pasieczny, podinspektor policji, pracownik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Rozmowa: Wojciech Pasieczny, podinspektor policji, pracownik Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej
[b]Rz: MSWiA zarządziło kontrolę mandatów wystawionych przez straż miejską. Kiedy w ogóle w Polsce pojawiły się fotoradary i mandaty?[/b]
Wojciech Pasieczny: Mandaty wprowadzono pod koniec 1947 roku. Przed wojną policjant odprowadzał sprawcę na najbliższy komisariat i dyżurny wyznaczał wysokość grzywny. Pieniądze z kary zasilały PCK. Natomiast pierwszy fotoradar pojawił się w Warszawie około roku 2000.
[b]Czy dawniej w Polsce oprócz mandatów były jakieś inne kary?[/b] W latach 60. XX w. było coś podobnego do dzisiejszych punktów karnych. Kierowca dostawał do prawa jazdy wkładkę z czterema kuponikami. Kiedy popełnił wykroczenie, nie tylko płacił mandat, ale też odrywał kuponik. Po oderwaniu czwartego zatrzymywano mu prawo jazdy. [b]Dziś mamy punkty karne, których kierowcy bardzo się obawiają. W jaki sposób unikają fotoradarów?[/b] Nagminne jest zdejmowanie tablic rejestracyjnych. Niektórzy zaklejają je liściem, twierdząc potem, że wielki liść kasztanowca przykleił im się na gumę do żucia przypadkiem, po drodze. Produkowane są też żaluzje, które montuje się wokoło tablicy rejestracyjnej i opuszcza przyciskiem z wnętrza samochodu – tablica jest zasłonięta. [b]Jak tłumaczą się kierowcy, kiedy złapie ich policjant?[/b] Zaczyna się od kwestionowania kary. Później jest branie na litość i wymyślanie niesamowitych historii, z powodu których kierowca musiał szybko jechać i nie zatrzymał się na czerwonym świetle. Kiedy to nie skutkuje, kierowcy powołują się na wspólnych znajomych, a na koniec na wujka w ministerstwie, który może policjanta zwolnić z pracy. Znany artysta chciał raz dać policjantom swoją płytę. A kiedyś nie mogliśmy złapać pewnej pani na Trasie Toruńskiej w Warszawie, bo tak szybko jechała. Gdy została złapana, powtarzała tylko: „Jestem w szoku, jestem w ciąży”, i to wszystko, co potrafiła z siebie wydusić.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL