fbTrack

Budżet i Podatki

Plan zamrożenia płac w budżetówce

Fotorzepa, Bartek Jankowski Bartek Jankowski
Rząd planuje zamrożenie wynagrodzeń w budżetówce na 4–5 lat. Rocznie przyniesie to oszczędności sięgające 1,5 mld zł. W sumie rząd musi znaleźć około 20-25 mld zł, by zatrzymać wzrost długu
Zatrzymanie pensji na dotychczasowym poziomie jest jednym z pomysłów, jaki ma się znaleźć w pakiecie ustaw gwarantujących oszczędności w budżecie i finansach publicznych.
– To normalne działanie w czasach kryzysu. Zapowiadaliśmy zamrożenie funduszu płac, nikt nie powinien więc być zaskoczony – mówi „Rz” wysoki rangą urzędnik państwowy. Wyjątkiem mają być jednak pensje nauczycieli – którym podwyżki obiecywał premier – choć nie wszyscy w tej sprawie są zgodni. Nic nie mówi się natomiast o zwolnieniach. A w ciągu ostatnich dziesięciu lat administracja państwowa dość mocno się rozrosła. W 2001 r. w państwowych jednostkach budżetowych pracowało 305 tys. osób, teraz – jak szacuje Krzysztof Rybiński, profesor SGH – jest ich już ok. 430 tys.
Ministerstwo Finansów takimi danymi nie dysponuje. – Od 1 stycznia limity zatrudnienia zostały zniesione – tłumaczy biuro prasowe resortu. W tym samym czasie wydatki na wynagrodzenia uległy podwojeniu – z 13 mld zł do 26 mld zł. – Problemem nie jest wysokość pensji w budżetówce, ale liczba urzędników – mówi Rybiński. – Należy wprowadzić motywacyjny system wynagrodzeń, który pozostawi w administracji najlepszych i najbardziej wydajnych pracowników. Michał Boni, szef doradców ekonomicznych premiera, liczy natomiast, że lepsze efekty oszczędnościowe da stworzenie nowego systemu zarządzania pieniędzmi, które przepływają przez budżet do agencji czy funduszy rządowych. O tym pomyśle mówi się od roku, ale dopiero teraz ruszyły prace nad jego wdrożeniem. Kilka miesięcy temu Boni wyliczał, że efektywniejsze zarządzanie środkami agencji i funduszy zmniejszałoby potrzeby pożyczkowe państwa o ok. 10 mld zł. A to, łącznie z przyspieszoną prywatyzacją, pomoże obniżyć przyrost długu publicznego o ok. 3,5 – 4 pkt proc. w relacji do PKB. Na koniec 2009 r. wyniósł on 51 proc. w relacji do PKB, na koniec tego roku zaś – jak szacuje Komisja Europejska – ma sięgnąć już 53,9 proc. w relacji do PKB. Wśród pomysłów oszczędnościowych pojawiają się też plany konsolidacji zadań instytucji budżetowych i likwidacji niektórych z nich. Nie ma jednak jeszcze żadnych decyzji w tej sprawie. Zdaniem prof. Dariusza Filara, byłego członka Rady Polityki Pieniężnej, to wszystko są kroki w dobrą stronę, jednak są obliczone na przyniesienie konkretnego efektu w ciągu najbliższego roku, dwóch lat. – Rząd ma jasno wytyczony cel: utrzymać dług publiczny poniżej poziomu 55 proc. w relacji do PKB – wyjaśnia prof. Filar. – To jednak nie prowadzi do trwałego zahamowania jego wzrostu i poprawy stanu finansów państwa. W ocenie Krzysztofa Rybińskiego dalszym krokiem, który musi podjąć rząd, jest prawdziwa reforma finansów publicznych. – W przeciwnym razie nastąpi katastrofa – uważa ekonomista. – Reguła wydatkowa, zakładająca ograniczenie wzrostu wydatków elastycznych do poziomu inflacji plus jeden procent, którą chce wprowadzić rząd, w konsekwencji doprowadzi do wzrostu odsetka wydatków sztywnych. Trzeba więc zacząć zmieniać przepisy tak, aby coraz mniej wydatków narzucały rządowi obowiązujące ustawy – podkreśla. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=e.glapiak@rp.pl]e.glapiak@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL