fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Love Parade, czyli techno, piwo i ecstasy

Najkrótsza charakterystyka Love Parade, największej imprezy muzyczno-tanecznej na świecie, sprowadza się do rytmów i używek.
Początki były bardziej niż skromne. W pierwszej paradzie zorganizowanej w Berlinie w 1989 roku uczestniczyło 150 osób. Tylu chętnych odpowiedziało na apel didżeja Dr Motte (Matthias Roenig). Łączyła ich miłość do muzyki techno, która miała uosabiać charakter powojennego pokolenia Niemców. Organizatorzy udowadniali, że parada jest kontynuacją ruchu wyzwolenia duchowego i seksualnego z lat 70.
Wiele kolejnych wydań miało więc status demonstracji politycznej. Tak było do 2001 roku. Oznaczało to, że władze Berlina na własny koszt musiały usuwać sterty śmieci i doprowadzać do stanu używalności park Tiergarten, zamieniany w publiczną toaletę. Władze zbuntowały się jednak wreszcie i postanowiły wystawiać organizatorom rachunki za sprzątanie.
Tymczasem parada traciła na popularności wraz ze schyłkiem muzyki techno. Kilka imprez zostało w Berlinie odwołanych. Zastąpiły je zgromadzenia fanów muzyki elektronicznej będące niemal kopią parad gejów i lesbijek w Berlinie. Ostatnia Love Parade w stolicy Niemiec odbyła się w 2006 roku. Przyniosła organizatorom straty, więc postanowili przenieść się do Zagłębia Ruhry. Dwie ostatnie parady odbyły się w Essen (2007) i Dortmundzie (2008). Imprezę zaplanowaną w ubiegłym roku w Bochum odwołano. Sobotnią paradę w Duisburgu zorganizowano pod auspicjami Europejskiej Stolicy Kultury, którą jest w tym roku Zagłębie Ruhry. Krytycy imprezy zwracali uwagę, że jest to ogromna publiczna libacja i złoty interes dla handlarzy narkotyków.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA