fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Nie będę taki, jak oczekują ludzie

East News/SE
Arkadiusz Onyszko – bramkarz Polonii Warszawa – o Polsce, Danii, rodzinie, gejach i piłce nożnej
[b]Rz: Po 12 latach gry w Danii wrócił pan do Polski, spadł z Odrą Wodzisław z ekstraklasy, a mimo to walczyły o pana najlepsze kluby. To efekt formy na boisku czy postaci, którą pan wykreował?[/b]
[b]Arkadiusz Onyszko:[/b] Gdybym był słaby, nikt nie słuchałby, co mówię poza boiskiem. Na Zachodzie nauczyłem się kontaktów z prasą, ona ma coś ze mnie, ja – z niej. Na dziennikarzy nie można się obrażać, wiadomo, że czasem piszą bzdury, ale to nie powód do strajku.
[wyimek]Jeśli w Polsce co niedziela chodzi się do kościoła, to się chodzi. Nie interesuje mnie, jak jest gdzie indziej[/wyimek]
[b]Ligi duńskiej nikt w Polsce nie ogląda. Przychodząc do Odry, dużo pan ryzykował, bo gdyby się okazało, że nie potrafi pan grać, zostałby pan z łatką piłkarza, który trochę za dużo mówi.[/b]
Bałem się pierwszych meczów. Do Danii wracali wielcy piłkarze z zagranicznych klubów i nie potrafili się odnaleźć. Ze mnie polska prasa zrobiła psychopatę, który bije żonę i nienawidzi gejów. Gdybym w Odrze zawiódł, moja kariera natychmiast by się skończyła. Ale musiałem ryzykować.
W Danii przez dwa miesiące nie pozwolono mi trenować, chodziłem na siłownię, ale nie miałem kontaktu z piłką.
W Wodzisławiu odżyłem, odnalazłem siebie. Zamieszkałem przy rodzinie, takiej bardzo porządnej. Zaprzyjaźniłem się z tymi ludźmi i żal mi, że Odra nie będzie już w ekstraklasie. Kibice na ekstraklasę zasłużyli, ale klub – trzeba przyznać – nie bardzo. Przez kilkanaście lat gry w najwyższej klasie organizacja nie poprawiła się ani trochę. 12 lat temu wyjeżdżałem z Polski i były problemy z respektowaniem kontraktów, wróciłem i jest tak samo. Odra ma zaległości wobec piłkarzy sięgające trzech wypłat.
[b]Dlaczego zdecydował się pan na transfer do Polonii Warszawa?[/b]
Jechałem już podpisać umowę z Wisłą Kraków, ale działacze Polonii do mnie zadzwonili i błyskawicznie mnie przekonali. Po pierwsze – chce mnie tam trener, po drugie – dostałem dobre pieniądze.
[b]Wszyscy wiedzą – 50 tysięcy złotych miesięcznie.[/b]
Podobno dyrektor Dariusz Kozielski z Odry dowiedział się, ile będę zarabiał, i teraz wszystkim opowiada. To też kompletny brak profesjonalizmu.
[b]Jak się panu podoba w Polsce po tych 12 latach gry w Danii?[/b]
Poszło do przodu. Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław to europejskie miasta pełną gębą. Nie ma się czego wstydzić, mamy piękne morze, piękne góry. Mentalność się tylko nie zmieniła, bo z komuny zostało nam przeświadczenie, że co zagraniczne, to lepsze. Kiedy mieszkałem w Danii, wydawało mi się, że to pępek świata, a tamtejszy rząd decyduje o losach planety. My jesteśmy za skromni. Był pan kiedyś w Muzeum Hansa Christiana Andersena? Pokój dwa na dwa metry, trzech dorosłych się ledwo mieści, a oni z tego robią główną atrakcję turystyczną. Rozreklamowane jak nie wiadomo co. Legoland? No, fajny, tylko że jak z dzieckiem latem pojedziesz, to zanim nadejdzie twoja kolejka, żeby kupić bilet, dziecko zapłakane, a ty z nerwicą. Dania to płaski kraj, mają jakieś plaże, ale takiego Sopotu to u nich się nie znajdzie. Nie rozumiem polskich kompleksów, historią też nie potrafimy się chwalić, taki Kraków to przecież świadectwo pięknej przeszłości. W Danii wojny nawet nie było, poddali się zaraz. Podejrzewam, że z tych pięciu strzałów, które padły, trzy oddali Polacy.
[b]Zawsze był pan tak niechętny temu krajowi?[/b]
Miałem różne okresy. Na początku zorientowałem się, że z tą polską skromnością za daleko nie zajadę. Każdy z moich kolegów się promował, schodził z boiska i do kamery mówił, że to on wygrał mecz, bo był najlepszy. A ja głupi mówiłem, że wygrała cała drużyna. Zachód uczy ludzi egoizmu, więc zacząłem się chwalić, jaki jestem wspaniały, i od razu mnie doceniono. Krzyczałem na kolegów na treningach, a w gazetach powtarzałem, że Onyszko jest najlepszy w lidze. Uwierzyli. Fakt, że przy tym dobrze broniłem. W Viborgu osiągnęliśmy historyczny sukces, zdobyliśmy Puchar Danii, graliśmy w Europie. Ale sukces odniosłem także dzięki temu, że dbałem o swoją promocję. W Polsce ludzie mają pretensje do Artura Boruca, że jest arogancki. Na Zachodzie taki właśnie musisz być. W 100 procentach rozumiem i popieram Boruca, a dla młodych ludzi mam jedną radę: jak jedziesz za granicę, musi być z ciebie kawał skur..., żeby cię szanowali.
[b]Dania się panem zachłysnęła, ale pan Danią także.[/b]
To prawda, liczyłem nawet na powołanie do reprezentacji Polski, ale mimo że przez czas moich występów w tamtym kraju Polacy przegrali z Danią cztery razy, nikt się nie zainteresował, jak wygląda najlepszy bramkarz tamtej ligi. Danią zachłysnąłem się w Odense, były medale, ludzie mnie szanowali. Oczywiście nie tak, żebym rachunków nie płacił, bo tam mogą cię chwalić, ale 40 złotych za budweisera w knajpie musisz zapłacić. Po trzech latach ulgowego podatku, który wynosił 33 procent, płaciłem już normalny – wynoszący 60 procent dochodów. Czar Danii prysnął jednak nie z tego powodu. Skończył się równocześnie z moimi problemami z żoną.
W jednym momencie wszyscy się ode mnie odwrócili.
Po wyroku sądowym, kiedy skazano mnie na miesiąc aresztu, wezwał mnie klub i w obecności pięciu oficjeli podpisałem dokumenty, w których zrzekłem się reszty pieniędzy. Adwokat, który dotychczas mi pomagał, tym razem wprowadził mnie w błąd.
[b]Za pobicie żony i zamknięcie jej w piwnicy dostał pan miesiąc dozoru. Mógł pan chodzić na treningi i grać, ale ze specjalną obrożą na nodze. To był sprawiedliwy wyrok?[/b]
Obroża to dobry wynalazek, działa jak GPS. Musiałem tylko po zajęciach szybko wracać do domu, bo widzieli, gdzie jestem. Nie zostałem skazany za pobicie żony, tylko za grożenie jej śmiercią. Tłumaczka nie potrafiła tego, co mówiłem do żony, przełożyć na duński. Stwierdziła, że to gangsterskie powiedzenie. Powiedziałem sądowi, że w Polsce musieliby za to zamknąć pół społeczeństwa, ale nazwali mnie psychopatą i nie interesowało ich moje stanowisko. Uważam, że wyrok był niesprawiedliwy, nie byłem wcześniej notowany, to była moja rodzinna sprawa.
[b]Bicie żony nie jest rodzinną sprawą.[/b]
Nikt tego nie widział, nikt nie wie, jak było naprawdę. Nigdy jej nie biłem, to się przydarzyło jedyny raz. Później, kiedy jakiś duński piłkarz uderzył dziewczynę w twarz na dyskotece, nie dostał już takiej kary. Z mojej sprawy zrobiono spektakl medialny. A to, że Skandynawowie mają fioła na punkcie prawa rodzinnego, to bzdura. Tam rozwódki mają lepiej niż mężatki, połowę czynszu płaci za nie państwo. No to ludzie się rozwodzą celowo, dalej mieszkają razem, ale już na koszt społeczeństwa.
[b]Po takim wydarzeniu sprzedać w Polsce swój wizerunek jako patrioty ceniącego rodzinę to wielki sukces. Kto panu doradzał?[/b]
Nie mam doradców od wizerunku. Patriotyzmu nauczyłem się na Zachodzie, dopiero tam zobaczyłem, jak wygląda mój kraj, jak wygląda nasze wychowanie na tle innych krajów. Jesteśmy mocnym narodem z mocnymi zasadami, w Polsce nikt w problemach nie odwraca się do drugiego plecami. Po tragedii smoleńskiej byłem poruszony, byłem dumny, że jestem Polakiem. Oczywiście – jednoczą nas kłopoty, ale optymizm i wiara w siebie przyjdą z kolejnymi pokoleniami. Już teraz, gdy się popatrzy na warszawską ulicę, to widać fajnie ubranych młodych ludzi, większość zna obce języki...
[b]Ale o co panu chodzi z tym lepszym wychowaniem?[/b]
O rodzinę na przykład. Przyjechałem teraz do Lublina, do rodziców. Mama biega koło mnie, wypierze mi, wyprasuje, co chwila pyta, czy nie jestem głodny.
A w Danii – radź sobie sam! Tam nie ma, że się dzieciaki na boisku spotkają, każdy zamknięty w swoim bogatym domu nie bardzo ma ochotę bawić się z biedotą. Myśmy tu, na Bronowicach, grali cały dzień, a później jeszcze wypiliśmy piwko. Nie patrząc, czyj rodzic ile ma w portfelu. Unia Europejska to nie jest samo dobro, nie musimy wszystkiego na siłę kopiować, trzeba zachować polskie wartości.
[b]To znaczy?[/b]
Jeśli w UE geje się pobierają i adoptują dzieci, to nie znaczy, że tak samo ma być w Polsce. Jeśli u nas w miejscach publicznych wiszą krzyże, to niech wiszą. Jeśli co niedziela chodzi się do kościoła, to niech się chodzi. Nie interesuje mnie, jak jest gdzie indziej. Nawet Duńczycy nie dali sobie wprowadzić euro, bo są dumni ze swojej korony.
[b]„Przegląd Sportowy”, przedstawiając „Tydzień z życia Onyszki”, pokazywał pana zdjęcia z kościoła. Chętnie pozuje pan na klęczkach?[/b]
To jestem prawdziwy ja, tu nie ma nic pod publiczkę.
[b]Chodzi pan co niedziela do kościoła?[/b]
Nie. Czasami chodzę na mszę, czasami sam się modlę. Średnio dwa razy w tygodniu. Nie jest tak, że leżę cały dzień krzyżem w kościele. Jestem normalny, grzeszę, uważam, że pewne wartości w życiu zachowałem, a ze złych rzeczy, które mi się przytrafiły, szczerze się wyspowiadałem.
[b]Nie uważa pan, że tu jest jednak konflikt – bije pan żonę i jednocześnie przedstawia się jako Polak katolik, obrońca zasad?[/b]
Ci, którzy mnie dobrze znają, zastanawiali się, jak coś takiego w ogóle mogło się zdarzyć, co mnie popchnęło do takiego czynu. Każdy ma zakręty, myślę, że każdy czasem robi bardzo źle. Mnie też się zdarzyło, szczegóły będą w książce „Fucking Polak”, która ma zostać przetłumaczona z duńskiego na polski. Moja sytuacja rodzinna była tykającą bombą, która w końcu wybuchła. Nie mówię, że postąpiłem dobrze, ale to nie jest tylko moja wina.
[b]Skąd pomysł na wydanie książki?[/b]
Zadzwonił do mnie wydawca, nazwał wielką osobowością ligi, jedynym barwnym zawodnikiem, który zawsze mówi to, co myśli. Zgodziłem się po dwóch miesiącach. Puściły mi hamulce, opowiedziałem o wszystkim i wyprowadziłem Duńczyków z równowagi. Nawet o Karolinie Woźniackiej napisałem, że odnosi sukcesy tylko dlatego, że ma rodziców Polaków. Że ma polską mentalność. W Danii, jak ktoś ma 16 lat, to w piątek tak się upija, że do niedzieli go nie ma, zapomina, że żyje. A u Karoliny – przez K, bo to Polka – był ojciec, który jej pilnował.
[b]Ma pan dzieci?[/b]
Dwóch synów.
[b]Polaków czy Duńczyków?[/b]
Moja była żona jest Polką, więc są Polakami. Dania to taki kraj, że aby dostać obywatelstwo, trzeba pisać i mówić po duńsku. A nie jak u nas, że piłkarza potrzebuje reprezentacja, to mu się paszport przyznaje.
[b]Ile chłopcy mają lat?[/b]
11 i 16.
[b]Wychowują się po polsku czy duńsku?[/b]
Po duńsku. Strasznie mnie to wkurza. Nie mam z nimi kontaktu. Ze starszym urwał się zupełnie, młodszy był u mnie w Wodzisławiu chyba z tydzień, ale też nie wiem, co się z nim dzieje.
[b]To ten starszy w piątek już zapomina, że żyje?[/b]
Podejrzewam, że tak.
Z tego, co widzę na Facebooku, to tak.
[b]Pana dziewczyna jest Dunką. Jak to możliwe?[/b]
Wie pan, ja nie miałem problemów z Dunkami. Zawsze się jakoś dogadywaliśmy. Tę poznałem, kiedy już byłem sam, nie odwróciła się ode mnie, była ze mną jako jedyna, a tam trudno iść pod prąd. Ostatnio zadzwoniła do mnie pani prokurator, że jakiś polityk podał mnie do sądu za to, że nienawidzę gejów. Zapytałem ją od razu, czy robi sobie jaja. Stwierdziła, że będę musiał przyjechać zeznawać, więc od razu kazałem jej list gończy wysyłać, bo nigdzie się nie wybieram. Znam polską mentalność, nie wydadzą mnie za jakichś gejów.
[b]Naprawdę ich pan nienawidzi? Dlaczego?[/b]
Nienawiść to za dużo, jak ktoś się taki urodził, trzeba to uszanować. Ale eksponowanie tego na ulicach, ubieranie się jak kobieta, te kobiece gesty, ruchy – to jest obrzydliwe. Nie chciałbym, żeby w moim kraju były jakieś parady, żeby geje nago biegali po ulicach i się całowali. Widziałem w Kopenhadze olimpiadę homoseksualistów – brud, smród i ubóstwo. Nie szło na to patrzeć. Dziwiłem się, że Duńczycy na to pozwolili. Ale pozwolili, bo przecież burmistrz Kopenhagi też jest gejem. Sprzątali po tej imprezie tydzień. A ja? Miałem papieża Polaka, chodziłem na religię, uczono mnie, że tak nie wolno, a teraz mam być sądzony za to, że powiedziałem, że to obrzydliwe? Nie przeszkadzają mi homoseksualiści, którzy normalnie się zachowują. Mogą mieszkać razem, ale po co się afiszować? To mnie bardzo drażni.
[b]Podobno homoseksualiści zablokowali panu karierę?[/b]
W FC Midtjylland sponsor drużyny był chyba gejem i powiedział prezesowi, że mam nie grać. Tak samo było w Anglii. Poleciałem do Plymouth, żeby podpisać kontrakt, ale nikt na mnie nie czekał. Wpływowy sponsor, polityk, dowiedział się, że jestem homofobem, i zablokował transfer. Wróciłem do Polski. Tu na razie nikt nie wpadł na pomysł, żeby geje mogli adoptować dzieci. Jeśli pojawiłoby się takie prawo, myślę, że wybuchłaby wojna. Nasz papież by się w grobie przewrócił. Jak dziecko ma być przez dwóch ojców wychowywane? W szkole będą je palcami wytykać. Dajmy już spokój, nie możemy popaść w szaleństwo.
[b]Ma pan poczucie misji, uważa pan, że zostanie wysłuchany i zbuduje świat według swoich zasad?[/b]
Mam osobowość i poglądy. Każdy je ma, tylko niektórzy wolą milczeć. Nie wiem, czego się boją. Po mojej aferze w duńskiej telewizji wypowiadał się pewien profesor – stwierdził, że piłkarz nie jest żadnym wzorem, ma prawo być sobą. Ja nie będę nigdy taki, jak oczekują ode mnie ludzie. Będę sobą. Nie muszę się godzić z Unią Europejską, UEFA czy FIFA, jeśli promują homoseksualizm.
[b]UEFA i FIFA też promują homoseksualizm?[/b]
Mają hasło „Respect”, a Dania mnie straszy, że zawieszą mnie w FIFA za to, co mówię o gejach. To jest wolność?
[b]Jaki ma pan stosunek do ludzi o innym niż biały kolorze skóry i do innych wyznań?[/b]
Mam wielu kolegów z Nigerii, Ghany, Senegalu, Arabii Saudyjskiej, z byłej Jugosławii, różnych wyznań. Zobaczyłem, jak żyją, nie mam problemów z akceptacją ich odmienności, bardzo ich szanuję i lubię. Dużo się od nich nauczyłem. A z islamem Dania sama stworzyła sobie problem tym rysunkiem Mahometa. Grafik dostał awans, bronił go rząd, bo Dania to wolny kraj i każdy ma prawo mówić i pisać, co chce. Ale jak Arek Onyszko nie lubi gejów, to trzeba go dyskryminować. Jak jesteś obcokrajowcem, to masz robić, co ci każą, a ja im na to zawsze pokazywałem środkowy palec.
[b]Pana rodzice mocno przeżywają to, co się dzieje w pana życiu?[/b]
Mama się przejmowała, pisali przecież, że jestem skazany za pobicie, że jestem łobuz. Wiadomo, że to nieprzyjemne, zwłaszcza dla mamy. Schudła, nie spała po nocach. Po dobrej rundzie w Wodzisławiu dla kibiców przestałem być psychopatą, zostałem dobrym bramkarzem. Wiedzą, że jestem sympatyczny, fajny gość, na którego zawsze można liczyć. Na Facebooku mam 5 tysięcy znajomych, więcej się nie da. Przyjmuję każdego, jakieś dzieciaki małe też. Może chcą się pochwalić, że jestem ich znajomym, może to dla nich ważne?
[b]Ma pan 36 lat. Co po zakończeniu kariery?[/b]
Może będę pracował w piłce nożnej, może w telewizji. Jestem taki bardziej medialny, myślę, że dałbym sobie radę w telewizji jako ekspert.
[b]Tak jak Maciej Szczęsny?[/b]
On jest za bardzo negatywny. Posadzić nas obok siebie byłoby na pewno ciekawie, bo mam inne spojrzenie na świat. Ale od Maćka wiele się nauczyłem. W Legii często na zgrupowaniach mieszkaliśmy w jednym pokoju, miałem dobre wzory. Trzeba go szanować, bo idzie pod prąd, a tacy ludzie są bardzo niepopularni.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA