fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Czy NIK sprawdzi katyński wyjazd

Nie ingerując w czynności śledcze (rosyjskiej i polskiej prokuratury), niektóre okoliczności związane z katastrofą prezydenckiego samolotu może i powinna wyjaśnić Najwyższa Izba Kontroli
Z takim wnioskiem wystąpił do prezesa NIK jej były prezes Janusz Wojciechowski (obecnie eurodeputowany).
Chodzi o okoliczności przygotowania i organizacji wyjazdu delegacji państwowej na uroczystości w Katyniu, nie tylko zresztą prezydenckiej (10 kwietnia), ale też z premierem 7 kwietnia. A także o zbadanie i ocenę działań podjętych po katastrofie, między innymi zapewnienia możliwie najszerszego udziału strony polskiej w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy i kwestii związanych z identyfikacją ciał ofiar oraz zabezpieczeniem miejsca katastrofy.
Zdaniem Wojciechowskiego kontrola powinna objąć działalność Kancelarii Premiera (może też prezydenta, ale to musiałby zlecić Sejm), MSZ, MSWiA, MON, i podległe im jednostki: BOR i 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Myśliwskiego.
[wyimek]NIK już kiedyś kontrolowała 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Myśliwskiego[/wyimek]
Zgodnie z art. 203 konstytucji NIK kontroluje działalność organów administracji rządowej, NBP, państwowych osób prawnych i organizacyjnych „z punktu widzenia legalności, gospodarności, celowości i rzetelności”.
– Chodzi o zbadanie przede wszystkim działań organizacyjnych urzędników – powiedział „Rz” Janusz Wojciechowski. – Kontrola nie powinna zająć więcej niż kilka tygodni, a ustalenia NIK mogą być pomocne w śledztwie prokuratorskim.
Decyzja o tzw. doraźnej kontroli należy do prezesa NIK. Paweł Biedziak, rzecznik prasowy NIK, powiedział „Rz” w czwartek po południu, że izba nie dostała jeszcze wniosku. Wniosków o doraźną kontrolę ma zresztą wiele, więc za wcześnie mówić o decyzji.
W dyskusji nad propozycją zaangażowania NIK do badania przyczyn katastrofy smoleńskiej znaczenie ma możliwość kontrolowania wojska. NIK nieraz to robiła, kilka lat temu także 36. pułk. Przypomnijmy choćby kontrolę zakupu izraelskich rakiet przeciwpancernych czy warunków odbywania służby wojskowej, w szczególności tolerowania tzw. fali. Corocznie natomiast NIK wykonuje drobiazgowe wręcz kontrole wykonania budżetu wszystkich instytucji państwowych, w tym MON.
Ograniczone możliwości zaangażowania NIK widzi prof. Bogusław Banaszak, przewodniczący Rady Legislacyjnej.
– Można sobie wyobrazić kontrolę NIK np. zakupu samolotu dla VIP, ale do tego przed katastrofą nie doszło.
Podobnie sceptyczny jest prof. Hubert Izdebski z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w dziedzinie administracji.
– Na razie propozycja zbyt szeroko zakreśla obszar ewentualnej kontroli. NIK nie działa jak śledczy, czyli po nitce do kłębka, ale kontroluje określone urzędy.
Z czterech podstaw kontroli NIK: legalności, gospodarności, celowości i rzetelności, najbardziej uchwytna wydaje się legalność. Można sobie wyobrazić skontrolowanie, czy piloci byli szkoleni i wyznaczeni do lotu zgodnie z procedurami.
Sam Wojechowski też sformułował pytania: czy zapewniony został właściwy poziom zabezpieczenia i ochrony obu delegacji; czy załogi samolotów były odpowiednio wyszkolone i miały wymagane doświadczenie zawodowe.
Co do rzetelności urzędów i służb można wyobrazić sobie z kolei badanie, czy rzeczywiście kiedyś brakowało dla prezydenta samolotu, a nawet krzesła. Swego czasu te kwestie budziły ogromne emocje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA