fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Londyn jak Majorka

ROL
Serena Williams i Rafael Nadal łatwo zwyciężyli w finałowych meczach bez emocji
Ostatni piękny obrazek tego Wimbledonu to widok mistrza Nadala robiącego fikołka w drodze po złoty puchar. Na mokrych plecach brudna plama z suchej trawy, na twarzy uśmiech od ucha do ucha, a urocza narzeczona Francisca w loży ociera łzę.
Hiszpan pokonał Czecha Tomasa Berdycha 6:3, 7:5, 6:4. W kategoriach wimbledońskiej doskonałości to nie był finał nadzwyczajny, po prostu kawał świetnej roboty mistrza. Dobrze dobrana taktyka, perfekcyjne wykonanie. Berdych został pozbawiony broni bardzo łatwo – jak niemal każdy nie potrafił sobie poradzić z zakręconym tenisem Hiszpana.
Wszyscy wiedzą, że zakręconym dosłownie. Nadal po swojemu zaczarował Berdycha potężnymi rotacjami piłki w każdą stronę, dołożył skuteczne returny i nagle wszystkie potencjalne groźby Czecha zaczęły się wydawać mało znaczące. Kort sprzyjał mistrzowi. Wydeptany szeroko przy linii końcowej, w jednej czwartej stał się kortem ziemnym. Żart Rafaela, że od ćwierćfinału czuje się na nim jak u siebie na Majorce, miał uzasadnienie. Hiszpan onieśmielił rywala tak bardzo, że Berdych zapomniał, jak we wcześniejszych meczach z Rogerem Federerem i Novakiem Djokoviciem płasko i mocno strzelał piłkami w linie, jak atakował przy siatce. W finale, zaplątany we własne nogi przy końcowej linii, odbijał w pocie czoła trudne piłki i czekał na pomysły Nadala, czyli robił dokładnie to, co prowadziło do porażki.
Tylko raz przebudził się w połowie pierwszego seta. Wygrał piłkę meczu: po wymianie obronił dwa smecze i pięknie skontrował. Przez chwilę poczuł wenę, strząsnął z barków napięcie, ruszył do siatki, strzelał asa za asem. Kort centralny zaszumiał, bywalcy wiedzą, jak wyraziście brzmi pomruk zdumienia 15 tysięcy widzów, który za chwilę zmienia się w powszechny podziw. Ale wystarczyło kilka ostrych odbić Nadala, skróty, zmiany tempa wymian i nagle z bojowości Berdycha został tylko wiatr nad kortem.
Największa różnica między finalistami polegała na tym, że zwycięzca z żelazną konsekwencją wykorzystywał niemal każdą szansę wygrania gemów serwisowych rywala. Czech, jeśli już wypracował przewagę, zawsze ją tracił. Nie zawsze z własnej winy, po prostu, jak to sam powiedział: – Musiałbym mieć w nogach motorek, by biegać szybciej.
Pozostanie mu czek na 500 tysięcy funtów, awans na ósme miejsce na świecie, no i może niechciana łatka: cicho się mówi, że Czechy mają wreszcie drugiego Ivana Lendla, to znaczy tenisistę znakomitego, ale bez talentu do wygrywania w Londynie.
Nadal wygrał Wimbledon drugi raz. Pierwszy dwa lata temu po wspaniałym finale z Federerem, potem rok przerwy wymusiła kontuzja. Z tej perspektywy jest niepokonany od 14 meczów. Oczywiście pisze hiszpańską historię tenisa w Wimbledonie na nowo, jest od niedzieli jedynym Hiszpanem, który zdobył tu dwa tytuły, przed nim był tylko Manolo Santana w 1966 roku. Jak już to wcześniej obliczono, wraca z dumą na pierwsze miejsce rankingu ATP, w domu stawia ósmą replikę pucharu za zwycięstwo wielkoszlemowe.
Jeszcze jeden tytuł dla jednej z sióstr Williams – to w sobotę nikogo nie zdziwiło. Wimbledon miał czas się przyzwyczaić, skoro Venus i Serena wspólnie wygrały w Londynie dziewięć razy na ostatnie 11 finałów.
Mecz Sereny z Wierą Zwonariową przyniósł podobne odczucia jak finał mężczyzn. Wynik 6:3, 6:2, czas 66 minut. Mistrzyni właściwie nic nie można zarzucić, serwowała jak zawsze mocno, pędziła po korcie żwawo, odbijała piłki celnie. To Rosjanka nie dała rady, zagrała tak, jakby awans do finału ją przerósł.
Po finale zawsze obowiązuje pewna grzeczność dla pokonanych, więc tłumaczono słabość Zwonariowej siłą rywalki. Statystyczny pretekst znalazł się szybko: Serena miała w finale dziewięć asów, w turnieju 89, co oznaczało nowy rekord turnieju.
Ważniejsze było jednak to, że jeśli w ogóle trafiła piłką w karo serwisowe, to potem zdobywała 94 procent punktów, a to niemal ideał tenisowej statystyki. Widownia kobiecego finału starała się pomóc słabszej, ale to wsparcie nie miało znaczenia. Pierwszy w karierze wielkoszlemowy finał Rosjanki zakończył się za szybko, był zbyt jednostronny.
– Jestem perfekcjonistką, więc czuję się zawiedziona. Przegrałam wyraźnie, choć wcale się nie bałam tego meczu – mówiła Zwonariowa. Ten finał oznacza dla niej powrót do pierwszej dziesiątki rankingu WTA – na dziewiątą pozycję (m.in. przed Agnieszkę Radwańską, która spadnie na 11. miejsce), i historyczny zapis, że jest trzecią Rosjanką, która grała o tytuł w Londynie. Serena Williams wygrała Wimbledon czwarty raz. Jest trochę dojrzalsza, trochę bardziej świadoma swych przewag i możliwości, ale wciąż ma w sobie prostotę dziewczyny z przedmieść Los Angeles, która zwyczajnie lubi się popisywać. Gdy wygrała, pokazała na palcach Billie Jean King 13 – wyprzedziła sławną mentorkę kobiecego tenisa o jeden Wielki Szlem. Do szczytów ma jednak jeszcze kawałek drogi. Nawet jej nie będzie łatwo dojść tam, gdzie są Margaret Court i Martina Navratilova. Gdy Nadal podnosił w górę trofeum, Navratilova z Janą Novotną właśnie kończyły na korcie nr 1 zwycięski finał debla dawnych sław.
[ramka][srodtytul]Opinia[/srodtytul]
[b]Serena Williams[/b] | [i]zwyciężczyni turnieju kobiet[/i]
Oczywiście, że denerwowałam się w finale. Nie jestem robotem, jestem człowiekiem. Nie jest łatwo wygrywać, gdy każdy się tego spodziewa. Uczciwie mówiąc, myślę, że nie grałam najlepiej, jak potrafię. Nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro, więc po prostu cieszę się, że zdobyłam już tak wiele, że mam 13 tytułów wielkoszlemowych. I chyba byłabym wspominana nawet wtedy, gdybym przegrała ten finał.
[b]Rafael Nadal[/b] | [i]zwycięzca turnieju mężczyzn[/i]
Każdy finał jest inny. Może mój pierwszy sukces w Wimbledonie miał więcej dramatyzmu, ale ten też był na swój sposób specjalny. Grałem nieźle. Publiczność dała mi wsparcie, choć pokonałem jej faworyta Andy’ego Murraya. Wielkie dzięki, Brytyjczycy. W Wimbledonie jest najlepsza widownia tenisowa na świecie, zawsze szanuje grających. W tym roku miałem też na trybunie prawie całą rodzinę i grupę przyjaciół, to też pomaga. Teraz nie myślę o US Open, tylko o łowieniu ryb, golfie i przyjęciach na Majorce. [/ramka]
[ramka][srodtytul]FINAŁY[/srodtytul]
[b]Mężczyźni:[/b] R. Nadal (Hiszpania, 2) – T. Berdych (Czechy, 12) 6:3, 7:5, 6:4
[b]Kobiety:[/b] S. Williams (USA, 1) – W. Zwonariowa (Rosja, 21) 6:3, 6:2.
[b]Debel mężczyzn:[/b] J. Melzer, P. Petzschner (Austria, Niemcy) – R. Lindstedt, H. Tecau (Szwecja, Rumunia, 16) 6:1, 7:5, 7:5.
[b]Debel kobiet:[/b] V. King, J. Szwedowa (USA, Kazachstan) – J. Wiesnina, W. Zwonariowa (Rosja) 7:6 (8-6), 6:2.
[b]Mikst:[/b] C. Black, L. Paes (Zimbabwe, Indie, 2) - L. Raymond, W. Moodie (USA, RPA, 11) 6:4, 7:6 (7-5).
[b]Juniorzy:[/b] M. Fucsovics (Węgry, 13) – B. Mitchell (Australia) 6:4, 6:4.
[b]Juniorki:[/b] K. Pliskova (Czechy, 9) – S. Ishizu (Japonia, 10) 6:3, 4:6, 6:4.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA