fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Odrodzenie lewicy

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Pojawienie się takich haseł jak parytety czy in vitro nie zawdzięczamy SLD, ale ruchom feministycznym – podkreśla publicystka i feministka w rozmowie z Matyldą Młocką
[b]Rz: Przed drugą turą wyborów prezydenckich obaj kandydaci zabiegają o poparcie Grzegorza Napieralskiego, który wypadł zaskakująco dobrze w pierwszej turze. Kogo powinien poprzeć kandydat SLD?[/b]
[b]Kinga Dunin:[/b] Nikogo. Myślę, że Grzegorz Napieralski ostatecznie tak właśnie postąpi.
Powie, że każdy powinien zastanowić się nad programem kandydatów, porównać z lewicowymi wartościami i rozważyć sprawę w swoim sumieniu.
[b]A pani kogo poprze?[/b]
Do obu kandydatów odczuwam podobny dystans. Ten wybór nie jest dla mnie żadnym wyborem. Obaj kandydaci są w gruncie rzeczy podobnie konserwatywni obyczajowo i bez względu na to, co mówią, mają podobną wizję gospodarki. Nie podzielam też paniki związanej z Jarosławem Kaczyńskim. Jest moim przeciwnikiem ideowym, nie czuję do niego sympatii, ale nie uważam, że jego prezydentura zniszczy Polskę, chociaż rzeczywiście może nam zaszkodzić na arenie międzynarodowej. Mimo to nie muszę głosować na Komorowskiego przeciw Kaczyńskiemu.
[b]W pierwszej turze był jeszcze jeden ważny kandydat. Co jego wynik oznacza dla polskiej lewicy?[/b]
Dobry wynik Grzegorza Napieralskiego oznacza pewne przesunięcie na scenie politycznej, które będzie dla niej korzystne. Gdy mówi się „lewica”, przeważnie ma się na myśli partię polityczną, która ma reprezentować lewicę. Dla mnie odrodzenie lewicy w Polsce oznacza przede wszystkim niezbędną zmianę konstrukcji sceny politycznej.
Zalegitymizowanie pewnych postulatów lewicowych.
[b]Po co mamy się przesuwać na lewo?[/b]
Na tle Europy u nas wszystko jest bardziej prawicowe. Wyglądało na to, że grozi nam sytuacja, w której będziemy mieli układ dwubiegunowy PO – PiS – dwie bardzo konserwatywne obyczajowo i w gruncie rzeczy prawicowe gospodarczo partie. To, co się stało, czyli poparcie
Napieralskiego przez większą, niż się spodziewano, grupę wyborców, pokazało, że jest wiele osób, które nie godzą się na to, by jedyny wybór był między jedną a drugą prawicą. Dla wielu wyborców te dwie prawice to zdecydowanie za mało.
[b]Czy to oznacza, że zmieniło się myślenie, dla którego lewica równa się postkomunizm?[/b]
To, jak myślimy o lewicy, zależy od tych, którzy w danej chwili mają największą moc definiowania sytuacji politycznej. I ta zmiana w myśleniu nie zaczęła się od momentu, kiedy Jarosław Kaczyński nagle postanowił, że nie będzie już mówił o postkomunie, ale o lewicy. Chodzi przede wszystkim o tematy poruszane w czasie tej kampanii. Kiedy popatrzymy na pytania, które były zadawane kandydatom, to widać, że nie pojawiały się pytania o lustrację czy o politykę historyczną, ale o in vitro, związki partnerskie. Kto w poprzednich kampaniach interesował się stosunkiem kandydatów do praw zwierząt? Kogo kiedykolwiek obchodziło, czy Cimoszewicz poluje czy nie poluje?
[b]Ale podczas kampanii Grzegorz Napieralski nie był zbyt wyrazisty. Nie wyrażał jasno swoich poglądów.[/b]
W sensie wizerunkowym ma pani rację. Jego kampania była przewidywalna: dwie piękne blondynki, ładna żona, dwoje dzieci. Napieralski odpowiedział jednak na kilka pytań, na które główni kandydaci unikali odpowiedzi. Był jednoznaczny w sprawie związków partnerskich. Pozwolił sobie na jasne stanowisko w sprawie Kościoła łącznie z sugestią konieczności podważenia konkordatu. Dwóm głównym kandydatom ciągle zarzucano, że za mało się różnią, bo byli bardzo ostrożni w swoich wypowiedziach. Sprawiali wrażenie, jakby rano obaj przeglądali sondaże i dzięki nim wiedzieli, co mogą powiedzieć, żeby się ludziom podobać. Okazało się, że ludziom podoba się bardziej umiarkowany język. PiS nie miał odwagi używać języka ojca Rydzyka, a PO unikało mocnych deklaracji prorynkowych. Tym bardziej stali się podobni.
[b]Wynik Napieralskiego jest jednak gorszy od rezultatów jego głównych rywali. Może znaczy to, że w Polsce lewica nie jest potrzebna?[/b]
Lewica rozumiana jako zestaw poglądów istnieje i będzie istniała. Nie miała jednak nigdy odpowiedniej reprezentacji w polityce. To, że Grzegorz Napieralski uzyskał takie poparcie, w dużej mierze zawdzięcza pracy lewicy pozaparlamentarnej. Pojawienie się nowych haseł, nowego języka to nie jest zasługa SLD.
Minęło 20 lat. Polska się laicyzuje, liberalizuje. W związku z tym scena polityczna musi się w kierunku społeczeństwa przesunąć. Ważne stają się postulaty narzucone przez ruchy, które nawet nie szukały reprezentacji parlamentarnej: parytety, in vitro, związki partnerskie to są sprawy siłą rzeczy kojarzące się z lewicą, a nie z prawicą.
[b]Bronisław Komorowski też mówi, że chce wprowadzić in vitro i jest za parytetami. Myśli pani, że kłamie?[/b]
Nie. Ja myślę, że może to zrobić. Tylko pytanie: jakie in vitro? Jeżeli będzie refundacja zapłodnienia in vitro bez mrożenia komórek, to będziemy refundować metodę, która jest nieskuteczna.
[b]Mówiąc o lewicy pozaparlamentarnej, o czym chce pani tak naprawdę powiedzieć?[/b]
To są organizacje, które nie poprzez udział w życiu partyjnym, tylko poprzez zmianę języka i wspieranie inicjatyw lobbujących na rzecz zmiany są siłą odnawiającą polską lewicę. Pojawienie się takich haseł jak parytety nie zawdzięczamy SLD, ale ruchom feministycznym, którym w końcu udało się dogadać na szerokiej platformie Kongresu Kobiet, zebrać podpisy i zacząć bardzo intensywne naciski na polityków. Gdyby nie było Kongresu Kobiet, to nie sądzę, żeby SLD wpadło na pomysł, by uczynić sprawę kobiet w życiu publicznym ważnym tematem kampanii wyborczej.
[b]Czyli wzorem Jarosława Kaczyńskiego, wszyscy przestaniemy używać określenia „postkomuna” i przypominać o działaczach PZPR, którzy są członkami SLD?[/b]
Czas biegnie. Pojawiają się młodzi wyborcy, dla których przeszłość komunistyczna nie ma żadnego znaczenia. Oni nie czują konfliktu, który kształtował odczucia polityczne mojego pokolenia. Widać po tej kampanii, że na tej różnicy już się nie da budować wizerunku politycznego. Dla młodych ludzi Aleksander Kwaśniewski to jest prezydent dwóch kadencji, a nie ktoś, kto był członkiem aparatu władzy komunistycznej.
[i]Kinga Dunin jest publicystką, krytykiem literackim i feministką. Związana ze środowiskiem „Krytyki Politycznej”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA