fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Nawarzyć piwa w kuchni

Dorota Chrapek, zwyciężczyni w Konkursie Piw Domowych pokonała 175 konkurentów
materiały prasowe
W Konkursie Piw Domowych na tegorocznym festiwalu Birofilia zwyciężyła kobieta.
W powietrzu unosił się zapach słodu i piwa. Grała muzyka‚ były kiełbaski. Ale najważniejsze było towarzystwo – tak fantastycznie nie bawią się nawet winiarze. W zeszły weekend w Żywcu przy ulicy, jak trzeba, Browarnej zebrało się kilka tysięcy miłośników piwa na dorocznym festiwalu Birofilia.
Już od piątku gromadzili się wierni piwosze z Polski i Europy. Można się było przejść aleją Piwa i posmakować któregoś ze stu prezentowanych piw.
Próbując, można było powymieniać uwagi z domowymi producentami (a także licznymi producentkami!) tego napoju‚ a nawet samemu nauczyć się warzyć podczas warsztatów. Można było spróbować także piw rzemieślniczych – najczęściej pochodzących z minibrowarów przy restauracjach. Zgodzili się tu zagrać m.in. Paweł Kukiz i Elektryczne Gitary.
[srodtytul]Piwosz czy birofil[/srodtytul]
Birofil to dość skomplikowane określenie. Nie oznacza bynajmniej tego samego co piwosz.
Ten ostatni jest li tylko miłośnikiem złocistego napoju‚ ceni go nad inne‚ nim gasi pragnienie lub wypija kufel dla przyjemności.
Birofil to zjawisko bardziej złożone. Jest on oczywiście także piwoszem‚ ale piwoszem solidnie wykształconym. Nie kończył najczęściej żadnych specjalistycznych szkół w tym kierunku‚ ale zna się na piwie wybornie. Szczególnie, że ostatnimi laty pojawiło się na polskim rynku sporo wydawnictw książkowych o warzeniu piwa.
Birofil bezbłędnie rozpoznaje gatunki piwa‚ wie‚ jaki powinien być jego kolor i jak powinna się zachowywać piana. Świetnie degustuje. W przeciwieństwie do wina podczas degustacji piwa nie wypluwa się próbek, tylko się nimi delektuje.
Na świecie istnieją setki tysięcy gatunków piw i choć można je w miarę precyzyjnie pogrupować‚ to pośród piwoszy są wyraźne klany. Zwolennik prawdziwego‚ brytyjskiego napoju – ale i dość ciężkiego‚ niemal bez gazu‚ bursztynowego i podawanego za pomocą pompki – nie zagra w jednej drużynie z miłośnikiem jasnego pilzneńskiego‚ bo to dwa różne światy. Podobnie jak ten‚ który zna się na wszystkich niuansach mocnych piw niemieckich‚ nie siądzie na co dzień do stolika z „Belgiem” czy „Australijczykiem”.
Co absolutnie nie przeszkadza im wszystkim spotkać się gdziekolwiek bądź na jakiejś piwnej imprezie.
[srodtytul]Warka w wannie[/srodtytul]
Spośród birofilów wywodzi się coraz liczniejsza brać domowych producentów robiących piwa na własne‚ a często i szeroko rodzinne, potrzeby. A te bywają spore. Niemniej nie płacą oni podatków‚ piwem nie handlują‚ robią je hobbystycznie. Spotkania w gronie znawców są częstsze niż raz do roku‚ a zdanie współtowarzyszy niezwykle cenione.
Opowieści domowych piwiarzy mogą skonfundować niedzielnych piwoszy. Choćby o tym‚ jak warzyć napój w kuchni i jak taką warkę przenieść do wanny w łazience w celu schłodzenia. Czy też jak zrobić w pokoju czy garażu słód.
Ale to tylko wierzchołek góry lodowej – na rynku są przecież dziesiątki rodzajów drożdży‚ granulatu słodowego‚ nowych butelek czy choćby kapsli i kapslownic. Jest też Internet‚ a każdy czas‚ który upłynął od poprzedniego spotkania‚ niesie kolejne nowinki i rozwiązania.
Było więc o czym mówić w namiocie domowych birofilów, największym i w centrum imprezy. Poza wystawcami była tam chyba najwięcej zwiedzających‚ bo też można tu było spotkać największą rozmaitość piw‚ od lekkich pszenicznych przez dubeltowe aż po ciężkie i ciemne portery. Dlatego też wystawiane tutaj piwa zaczęły się kończyć najszybciej.
Ogromne emocje wzbudził Konkurs Piw Domowych. Do degustacji przedstawiono rekordową ilość 175 piw warzonych „w kuchniach”. Zdobywca trofeum – prócz splendoru‚ uznania kolegów i tytułu Grand Championa – otrzymuje corocznie prawo do uwarzenia swojego piwa w Brackim Browarze Zamkowym w Cieszynie. Zwycięski zaś trunek trafia na komercyjny rynek w dniu św. Mikołaja‚ czyli 6 grudnia. W tym roku to specjalna okazja‚ bo Cieszyn obchodzi 1200-lecie.
Zwycięzcą okrzyknięto urodziwą Dorotę Chrapek z Pogwizdowa leżącego niedaleko Cieszyna. Ale wielkiej sensacji nie było – zwyciężczyni mimo młodego wieku znana jest piwowarskiej braci od dawna i już wcześniej zdobywała laury.
[srodtytul]Wieża Babel[/srodtytul]
Bliskość Śląska‚ gdzie tradycje piwne wysysa się z mlekiem matki i są one naturalnym składnikiem miejscowego obyczaju‚ sprawiła‚ że śląska gwara dominowała na Birofilii. – Ka żeś jest‚ giździe? – można było usłyszeć na każdym kroku‚ wśród odnajdujących się kumpli. Obce języki słychać było wszędzie‚ zwłaszcza te z krajów ościennych – czeski i niemiecki. Była też spora grupka Litwinów i Skandynawów. Cyberrzeczywistość też się odnalazła: – Cześć‚ dobre piwo uwarzyłeś‚ jaki ty masz nick? – Papa. – Papa? To przecież my się znamy‚ ja jestem Bogus‚ rozmawialiśmy na Gadu-Gadu! Witaj!
Oblężenie przeżywał namiot kolekcjonerski. Tu z wypiekami na twarzy dzieci przekopywały pojemniki z kapslami‚ klasery z etykietami i stosy tekturowych podstawek. Z podobnym przejęciem starsi i bardzo wiekowi znawcy szukali rarytasów do swoich kolekcji, kufli‚ pamiątkowych ozdób i flaszek. Można było kupić nawet całe kisty – stare pojemniki skrzynki na butelki z różnych browarów‚ nawet takie z wiekowym napisem „unverkäuflich” (nie na sprzedaż). I to ze starymi, zwieńczonymi krachlami, butelkami wewnątrz.
Birofilię odwiedziło przynajmniej kilka tysięcy ludzi‚ jednak byli to głównie ludzie sprofilowani‚ którzy nie odpuszczają takich imprez nigdy. Brakło nieco piknikowych weekendowiczów z Krakowa czy miast śląskich‚ choć wtedy miejsca mogłoby już nie wystarczyć.
[ramka][srodtytul]Z birofilem jak z szewcem[/srodtytul]
[i]Wojciech Szała, birofil z Poznania[/i]
[b]Rz: Nie mógł się pan zająć czymś bardziej poważnym dla mężczyzny, np. robieniem wina domowego?[/b]
Wojciech Szała: Bawiłem się w to długo‚ byłem nawet specjalistą od win wiśniowych‚ ale w winiarstwie jest za dużo przypadkowości‚ niektóre wina powinny długo dojrzewać‚ a tu chętnych wielu...Pięć lat temu żona kupiła mi na imieniny mały zestaw do robienia piwa. To wciąga błyskawicznie. W zabawę wmieszał się mój syn‚ więc robimy piwo razem. On ma smykałkę do elektroniki. Dzięki temu nie muszę mierzyć temperatury brzeczki czy jej ekstraktu – wszystko się wyświetla.
[b]Nie jest pan rozczarowany wynikami konkursu?[/b]
Ależ skąd. Przegrać z panią Dorotą Chrapek to żadna ujma. Ona już któryś raz zbiera nagrody‚ jest świetna. Cieszę się‚ że będę mógł spróbować jej piwa.
[b]To szok‚ że wśród wystawców piw domowych jest tylu młodych‚ wiele kobiet. Co ich przyciąga?[/b]
Zainteresowanych przybywa błyskawicznie. Mają nieco ułatwione życie – dziś wszystkie składniki można kupić w sklepach i w necie. Są książki‚ na forach można pogadać z miłośnikami‚ zadać każde pytanie. Sam zachęcam młodych‚ by się tym zajęli‚ zaczynali od sposobów najprostszych‚ np. wyrobu piwa z gotowych ekstraktów. Piwa domowe to fajne hobby. Coś‚ co zrobimy sami, smakuje lepiej. Tak też się uczymy omijać błędy przy kolejnych nastawach‚ nabieramy degustacyjnego szlifu.
[b]Roczna produkcja domowych zakładów piwowarskich „Szała i syn”?[/b]
(śmiech) 20 warek rocznie‚ w sumie może z 600 – 700 litrów.
[b]A dystrybucja?[/b]
Ogólnopolska – rodzina‚ koledzy‚ pasjonaci, jak ja. Sporo idzie podczas spotkań birofilów.
To tak jak z tym szewcem‚ co chodzi bez butów. Czasami‚ proszę pana‚ nawet w domu braknie...
[i]—rozmawiał Wojciech Gogoliński [/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA