Kraj

Spór o umowę z Rosją

Porozumienie z 1993 r. mówiło m.in. o współpracy przy badaniu wypadków samolotów wojskowych. Tu-154, który rozbił się pod Smoleńskiem, wchodził w skład 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego
Dziennik Wschodni
Rząd: świadomie nie skorzystaliśmy z porozumienia z 1993 roku. Specjaliści: to był błąd
„Rz” ujawniła w piątek, że Polskę i Rosję łączy porozumienie z 7 lipca 1993 r., które przewiduje współpracę obu krajów w sprawie ruchu samolotów wojskowych i badania katastrof lotniczych. Zawarły je resorty obrony.
   
Dlaczego po katastrofie w Smoleńsku rząd nie skorzystał z regulacji, która zapewnia nam mocniejszą pozycję przy badaniu przyczyn tragedii? – Przyjęto konwencję chicagowską (o międzynarodowym lotnictwie cywilnym – red.) jako instrument dający maksymalną transparentność procesu badania katastrofy – przekonywał w piątek „Rz” rzecznik rządu Paweł Graś. I sugerował, że porozumienie z 1993 r. nie ma dostatecznej rangi, gdyż nie jest umową. Podobna teza znalazła się w komunikacie rządu wydanym po naszej publikacji. Czy rząd w ogóle rozważał zastosowanie polsko-rosyjskiej regulacji? Jeśli tak, dlaczego z niej nie skorzystał? Według komunikatu przyczyną był brak odpowiednich procedur współpracy. W komunikacie Centrum Informacyjnego Rządu czytamy też, że po katastrofie „możliwe było albo rozpoczęcie długotrwałych rozmów ze stroną rosyjską w celu ustalenia procedury badania wypadku w oparciu o art. 11 porozumienia z 1993 r. (który mówi o współpracy przy wypadkach lotniczych – red.), albo natychmiastowe podjęcie badań przy wykorzystaniu istniejących międzynarodowych procedur wynikających z tzw. konwencji chicagowskiej. Rząd zapewnia też, że decyzja o wybraniu konwencji zapadła „po analizie dostępnych mechanizmów prawnych”. Ale eksperci twierdzą: ustalanie dodatkowych procedur nie było konieczne. Docent Jerzy Andrzej Wojciechowski, specjalista prawa międzynarodowego z Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie, mówi „Rz”: – Porozumienie między MON Polski i Rosji przechodziło standardową procedurę zawierania takich aktów, stanowi więc normalną, ważną umowę międzynarodową. Jego treść wskazuje, że nie wymaga ono dodatkowych aktów wykonawczych i powinno być bezpośrednio stosowane. Jako akt szczególny ma ono pierwszeństwo przed konwencją chicagowską. Natomiast Mateusz Martyniuk, rzecznik prokuratora generalnego, zaznacza: – Jest to porozumienie ministrów obrony Polski i Rosji. Nie stanowi ono podstawy prawnej współpracy pomiędzy prokuraturą polską i rosyjską w sprawach karnych.     Zdaniem Wojciechowskiego to, że od 1993 r. porozumienia nie stosowano, a być może o nim zapomniano, wynika z tego, że nie było takiej potrzeby. – Ale jeśli się pojawiła, to należało po nie sięgnąć – uważa. Z informacji „Rz” wynika, że kiedy w gorących dniach po tragedii ustalano zasady współpracy z Rosjanami, rząd mógł nie wiedzieć o porozumieniu. Nie mówiono o nim – jak wynika z ustaleń „Rz” – na zwołanym przez premiera Donalda Tuska 10 kwietnia nadzwyczajnym posiedzeniu rządu. Wiedzę o regulacjach międzypaństwowych powinno mieć MSZ. Czy poinformowało premiera? – Nie jestem w stanie tego zweryfikować – mówił „Rz” Piotr Paszkowski, rzecznik MSZ. Obiecał sprawdzić i oddzwonić. Nie zrobił tego. Czy o regulacji pamiętał MON? Rzecznik resortu Janusz Sejmej nie chciał odpowiedzieć, czy na nadzwyczajnym posiedzeniu rządu porozumienie było przedyskutowane. Odesłał do komunikatu CIR, w którym jednak nie ma o tym słowa. Nieoficjalnie „Rz” dowiedziała się, że MON poddał dokument analizie prawnej dopiero kilka dni po katastrofie. Komunikat CIR stwierdza, że o porozumieniu wypowiadał się 6 maja na posiedzeniu Sejmowej Komisji Infrastruktury wiceminister obrony Marcin Idzik. Tyle że posiedzenie odbyło się już po tym, gdy „Rz” pytała resort o dokument z 1993 r. Wysoki rangą urzędnik MON twierdzi, że porozumienie było brane pod uwagę, gdy zastanawiano się, jaką podstawę prawną przyjąć przy badaniu przyczyn katastrofy. – Zostało poddane analizie przez prawników resortu. Ale dokument nie zawierał załącznika określającego procedury działania – twierdzi informator „Rz”. – Co by się działo, gdybyśmy po katastrofie, zamiast działać, zaczęli ustalać ze stroną rosyjską te procedury? Czy po kilku tygodniach od katastrofy jest sens powoływać się na to porozumienie? – Nie wyobrażam sobie, aby rząd nie skorzystał z takiego narzędzia, jakie ma w ręku – mówi prof. Genowefa Grabowska, ekspert prawa międzynarodowego z Uniwersytetu Śląskiego. – Powinien sięgnąć do porozumienia z 1993 r. nawet w tej chwili, przywołując prawa i obowiązki wynikające z tego dokumentu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL