fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Artyści z Platformą, Platforma z artystami

Marek Magierowski
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Grać, tańczyć, śpiewać. Dla ukochanej Partii – wszystko - pisze publicysta "Rzeczpospolitej
[i]PiS ma wielki atut w tych wyborach. Ma oddane środowisko publicystów, naukowców i artystów, które będzie działać w jego imieniu zgodnie z regułą: Kto nie z nami, ten przeciw nam.[/i]
[b]Dominika Wielowieyska, „Gazeta Wyborcza”, 28.04.2010[/b]
W Polsce, jak wiadomo, tylko PiS ma oddanych publicystów, artystów i naukowców. Platforma Obywatelska tego atutu nie posiada. Nie ma aktorów, reżyserów ani dziennikarzy, którzy występowaliby, mówili i pisali w jej imieniu.
+++
Mariusz Bulski trafił na czarną listę artystów-pisowców, gdy pojawił się w filmie „Solidarni 2010”. Ja nie rozpoznałbym w nim aktora, nawet gdyby usiadł naprzeciwko mnie w tramwaju. Ale nasza intelektualna elita, opychająca się telewizyjnymi serialami, rozpoznała go w mig. Zakrztusiła się nieomal, widząc twarz Bulskiego w telewizorze, i wykrzyknęła: „Aktor! Aktor! Ciekawe, ile za to wziął?! Kto mu napisał rolę?!”.
[wyimek][link=http://blog.rp.pl/magierowski/2010/05/05/artysci-z-platforma-platforma-z-artystami/" "target=_blank]Weź udział w dyskusji[/link][/wyimek]
W filmie Ewy Stankiewicz Bulski stał przed kamerą i był wstrząśnięty. Mówił, co czuje i jak czuje. Ale jego wzruszenie i ból były niedobre, bo pisowskie. Stąd pytania o gażę i o to, czy ktoś mu nie suflował kwestii. Pytania co najmniej niestosowne.
Równie nieeleganckie byłoby dręczenie Daniela Olbrychskiego pytaniami o honorarium, jakie otrzymał za odczytanie „apelu do narodu rosyjskiego”, i o to, kto mu dał prawo zwracania się w imieniu wszystkich Polaków. Jednak Olbrychskiemu nikt nieeleganckich pytań zadawać nie będzie, gdyż zbuntowany niegdyś Kmicic od dawna już płynie ze słusznym nurtem.
[srodtytul]Ostrogi dla Komorowskiego[/srodtytul]
„Jarosław Kaczyński to największy szkodnik polityczny w Polsce. Wszystko, co robi ten człowiek, wynika z chorobliwej żądzy władzy. Nie ma znaczenia, czy będzie to dla jego kraju dobre, czy złe. Nie rozumiem, dlaczego uważa się go za dobrego gracza. Moim zdaniem pozycję zawdzięcza jedynie bardzo słabej konkurencji. W takiej Francji nie zostałby pewnie nawet merem” – mówił Daniel Olbrychski w „Dzienniku Gazecie Prawnej” w styczniu 2010 r.
Zostawmy na boku głębokie przemyślenia politologiczne Daniela Olbrychskiego. Wszak każdy Polak zna się na polityce i może powiedzieć o każdym polityku co mu się żywnie podoba. Jednak Olbrychski nie jest li tylko krytykiem Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Jest także szczerym zwolennikiem Platformy Obywatelskiej, wyrażającym otwarcie swoją miłość do tej partii. – Jestem pewny, iż na koniec kadencji Polska będzie piękniejsza niż dzisiaj. Bardzo mi się spodobało słowo, którego premier użył: zaufanie – skomentował Olbrychski (w listopadzie 2007 r.) orędzie nowego szefa rządu Donalda Tuska. Zaś w marcu 2010 roku złożył hołd Bronisławowi Komorowskiemu podczas konwencji w Warszawie, wręczając kandydatowi PO na prezydenta ostrogi Tuhaj-beja. „Ostróg dobry jeździec używa rzadko, tak jak dobry polityk” – perorował Olbrychski – „ale koń powinien wiedzieć, że one są”.
Na drugim biegunie znajdziemy Marka Kondrata, który w wywiadzie dla „Przekroju” stwierdził m.in: „Bardzo się cieszyłem, gdy PiS wygrał wybory. (…) O premierze Kaczyńskim nie dam powiedzieć złego słowa. (…) Ideę IV RP, o której mówił premier Kaczyński, traktowałem ze zrozumieniem, była mi bliska”.
Przepraszam zdezorientowanych Czytelników – to oczywiście żart. Gdyby Kondrat w istocie wypowiedział te słowa, miałby się z pyszna. Żegnaj salonie, żegnaj Adamie, żegnajcie pochlebne recenzje. Zbuntowany niegdyś Adaś Miauczyński wykazał się zdrowym rozsądkiem i instynktem samozachowawczym…
[b]Przekrój, 18.11.2009, Piotr Najsztub rozmawia z Markiem Kondratem.[/b]
[ramka] [b]Piotr Najsztub: Platforma dwa lata temu wygrała wybory. Pamięta pan swoje ówczesne emocje?[/b]
[b]Marek Kondrat:[/b] – Bardzo się cieszyłem! Byłem cały czas na łączach z Palikotem, który mi donosił w trakcie dnia wyborczego domniemane procenty, i ta radość we mnie wzbierała. Głównie wynikająca z tego, że PiS odchodzi! Bo to nie było zawierzenie nowemu rozdaniu, wybór tych „wymarzonych”, bo PO nie jest „tą moją” partią. Po prostu wygoniliśmy braci i czułem, że będzie inaczej, spokojniej.
(…)
[b] Był taki moment, w którym zatęsknił pan za premierem Kaczyńskim?[/b]
– Ani razu. Tamta ulga trwa do dzisiaj razem z – już umiarkowanym – lękiem, że mogą wrócić, bo myślę, że zbyt głęboko zaleźli nam za skórę, aby móc wrócić.
(…)
[b] Po dwóch latach rządzenia PO jeszcze mniej jest „pana” partią?[/b]
– Nie mam wielkich rozczarowań z nią związanych.
(…)
[b] Wtedy więc euforia, Palikot przysyła wyniki, wychyla pan butelkę wina lub więcej, kładzie się spać. Budzi się pan następnego dnia rano i życie się zmieniło?[/b]
– Nie oczekiwałem, że się zmieni. Oczekiwałem, że zniknie jad, i zniknął. Ten miłosny odruch premiera, później nazwany polityką miłości, traktowałem z wielkim zrozumieniem, był mi bliski.[/ramka]
+++
Uderzająco podobny jest ton felietonu Jacka Fedorowicza, znanego aktora i satyryka, opublikowanego w „Gazecie Wyborczej” w listopadzie 2007 roku: „Na razie panuje radość z odniesionego zwycięstwa, na razie wydaje nam się, że uniknęliśmy najgorszego, niemniej jednak już pojawiają się głosy, że wcale nie jest tak dobrze, bo jednak pięć milionów głosów oddano na PiS, co gwarantuje rzeszę niezadowolonych od samego początku, a co dopiero po roku czy dwóch. Do tego dochodzi prezydent ze swoją kategorią biologiczną, która może zwyciężyć nad zdrowym rozsądkiem. Jednym słowem nieobca jest obawa, że chwilowo rozproszone czarne chmury niebawem znów zgęstnieją nam nad głowami. (…) Życzę powodzenia tworzącej się właśnie koalicji”.
Niewielu jest artystów na tyle nierozważnych, by stwierdzić wprost: „Tak, popieram Platformę, głosowałem na nią”. Może poza jednym, chlubnym wyjątkiem…
[b]El Pais, 14.04.2010, rozmowa z Andrzejem Wajdą.[/b]
[ramka] [b]Cristina Galindo: Jesienią 2007 roku, gdy Jarosław Kaczyński przegrał wybory parlamentarne, wyrażał Pan nadzieję, iż właśnie narodziła się nowa Polska. Kaczyński skupiał się głównie na prześladowaniu byłych komunistów i obronie tradycyjnych wartości. Nowy premier Donald Tusk obiecywał odnowę. Czy rozczarował Pana?[/b]
Andrzej Wajda: Zawsze byłem sceptykiem. W przeszłości i obecnie. Jednak nadal popieram Platformę Obywatelską. Atmosfera polityczna złagodniała. Już nikt nie jest prześladowany za swoją komunistyczną przeszłość. (…) Jest jednak jeszcze sporo pozostałości po dawnych czasach, jak np. Instytut Pamięci Narodowej.[/ramka]
[srodtytul]Imagine w Białym Miasteczku[/srodtytul]
W ciągu dwudziestu lat od upadku komunistycznego reżimu przez Polskę wielokrotnie przetaczały się masowe protesty najróżniejszych grup zawodowych. Artyści nigdy nie brali w nich udziału, ani ich czynnie nie popierali. Gdy jednak latem 2007 r. przed kancelarią premiera Kaczyńskiego stanęło słynne Białe Miasteczko, aktorzy, piosenkarze, satyrycy zwarli szeregi z czołowymi politykami Platformy Obywatelskiej, by dodać otuchy protestującym pielęgniarkom w potyczce z IV RP.
Tekst lewicowego „Przeglądu” o tamtych wydarzeniach przypomina relacje z manifestacji „dzieci kwiatów” przeciwko wojnie w Wietnamie:
[ramka] Plastyk Andrzej Pągowski wykonał dla pielęgniarek okolicznościowy plakat (…). Postulaty pielęgniarek otwarcie popierali także: Andrzej Stasiuk, Kazimierz Kutz, Daniel Olbrychski, Jerzy Kryszak, Wojciech Malajkat, Muniek Staszczyk, Michał Ogórek, Krzysztof Piasecki, Hanna Śleszyńska, Renata Dancewicz, Agnieszka Włodarczyk i Artur Barciś. (…) Dla mieszkańców białego miasteczka zaśpiewała Urszula Dudziak. (…) – Co ja mogłam dać pielęgniarkom? Swój głos, dobrą energię – tłumaczy słynna śpiewaczka. (…) W środę największe hity światowego grunge’u zagrał zespół niemający nawet własnej nazwy. W jego skład weszli jednak wyśmienici muzycy: Gareth Saunders z Kapitan Da, Bartosz Staniszewski z Leszczy i Kuba Jabłoński z Lady Pank. – Dlaczego zagraliśmy? Bo po prostu popieramy ten strajk – tłumaczy Bartosz Staniszewski. Repertuar grunge’owy podobał się słuchaczom, jednak po koncercie publika zażądała piosenek Johna Lennona. Utwory tego artysty cieszyły się popularnością podczas koncertu Eweliny Flinty, która zaśpiewała piosenkę „Imagine”. Z biegiem czasu mieszkańcy białego miasteczka postanowili przejść od politycznych ballad do wyrazistych protest songów. Zażądali piosenek „Power to the People” i „Give Peace a Chance”. – Tej drugiej piosenki nie możemy zagrać. W Polsce jej treść może źle się kojarzyć, przynajmniej tutaj – wyjaśnił Gareth Saunders. („Przegląd”, 16.07.2007, Bartosz Machalica „Jeszcze tu wrócimy” )[/ramka]
[srodtytul]Jeden naród, dwóch wodzów[/srodtytul]
W grudniu 2007 r. „Newsweek Polska” zamieścił tekst Mariusza Cieślika o tym, jak IV RP pobudzała wyobraźnię braci literackiej, teatralnej i performerskiej. W „Szewcach u bram” Jana Klaty (na motywach Witkacego), ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro został sportretowany jako prokurator Scurvy, a po scenie przechadzali się Dziarscy Chłopcy w kominiarkach i w mundurach z sugestywnym napisem A Wu Be. „Elbląski rzeźbiarz Waldemar Cichoń przygotował prowokacyjny obiekt „Kaczka dziwaczka” – pisał Cieślik. „Użył szpitalnej kaczki, na której szyjkę nałożył kawałek wydzierganej włóczki – niebieski moherowy beret”. Z kolei Radykalna Akcja Twórcza z Gdańska na wystawie w Muzeum Plakatu w Wilanowie pokazała pracę przedstawiającą Rydzyka i braci Kaczyńskich z prowokacyjnym podpisem „Jeden naród, jeden kościół, dwóch wodzów”. W październiku 2007 r. Michał Zygmunt wydał powieść „New Romantic”. „Nazywam się Michał Zygmunt i zabiłem prezydenta Kaczyńskiego. Co prawda tylko na stronach mojej książki, ale to zawsze coś” – promował się Zygmunt na autorskiej stronie internetowej. Zaś wydawnictwo Ha!art zachwalało swój najnowszy produkt tymi oto słowy: „Wybory w Polsce. Na terenie całego kraju grasują rewolucyjne szajki robotniczo-gejowskie. W momencie ogłoszenia wyników stacje telewizyjne informują o zorganizowanych zamachach. Giną wszyscy prominentni kandydaci, w tym jeden z bliźniaków. Zakazana literatura IV RP. Pierwsza Polska powieść antykaczyńska”. Cieślik tak kończy swój tekst: „Polityczna inicjacja grupy wybitnych i obiecujących twórców już się dokonała. Ponieważ wielu z nich nie ukrywa swoich przekonań – lewicowych czy konserwatywnych – wcale bym się nie zdziwił, gdyby za kilkanaście miesięcy pojawiła się fala przedstawień i wystaw wymierzonych w zgniły liberalizm Platformy Obywatelskiej”.
No jakoś, dziwnym trafem, się nie pojawiła.
[srodtytul]Coś szydzącego o Donaldzie?[/srodtytul]
Nie pojawiła się, bo nawet ktoś tak „bezstronnie” drwiący ze wszystkich polityków jak Kuba Wojewódzki ma z tym problem.
[b]Program „Teraz My” w TVN, 4.03.2008[/b]
[ramka] [b] Tomasz Dudziński, poseł PiS: To powiedz coś śmiesznego o Donaldzie Tusku. [/b]
Kuba Wojewódzki: O Donaldzie Tusku i wy to wykorzystacie?
[b]Tomasz Dudziński: Coś szydzącego. [/b]
Kuba Wojewódzki: Szydzącego o Donaldzie Tusku? Ja nie jestem chłopcem który wymyśla dowcipy na zawołanie, od tego macie Bielana i Kamińskiego, chociaż coraz niższy poziom reprezentują. Ja nie jestem analitykiem sceny politycznej. Ja jestem tym od wygłupiania się w telewizji. Ja się wygłupiam i drwię z każdej władzy natomiast…
[b]Tomasz Sekielski: Jesteś człowiekiem, który potrafi kreować swój wizerunek. Nie masz wrażenia że… [/b]
Kuba Wojewódzki: Obciach Donalda jest mniejszy niż pana Jarka Jacka i Placka.[/ramka]
Pół roku wcześniej Wojewódzki zdradził w swoim show, że doradza PO w kampanii wyborczej i że podchodzi do niej „strasznie emocjonalnie”. „To były przyjacielskie rady. Za skonstruowanie kampanii odpowiadał sztab” – potwierdzał słowa Wojewódzkiego Grzegorz Schetyna (w wypowiedzi dla „Dziennika”). Czyż można się zatem dziwić Joannie Kluzik-Rostkowskiej, która w ostatnim wyskoku Wojewódzkiego (osławiony rap o Jarosławie Kaczyńskim idącym „po trupach do celu”) dopatruje się politycznych intencji Platformy Obywatelskiej? Czy piosenka Wojewódzkiego nie jest po prostu logiczną konsekwencją lawiny wypowiedzi polityków PO „przestrzegających” przed wykorzystywaniem w kampanii ofiar tragedii smoleńskiej?
[srodtytul]Epilog[/srodtytul]
Skupiłem się na środowisku artystów, gdyż o pozostałych dwóch grupach wymienionych przez Wielowieyską: naukowcach i publicystach, należałoby napisać osobne, sążniste teksty. Dziennikarze oddani Platformie Obywatelskiej zasługują nawet na całą encyklopedię, i to wielotomową. Tom I: hasła od Brat do Cze; tom II: Miecu – Parad; tom III: Szost – Włady.
Plus osobny suplement z nazwiskami zaczynającymi się na „Woł”.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA