fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Wziął miliony i dał nogę

Policja szuka mężczyzny, który wziął pieniądze z Centrum Obsługi Gotówkowej we Wrocławiu
Fotorzepa, Miłosz Poloch Miłosz Poloch
Jerzy Haszczyński
Olbrzymia kwota zamiast do banku trafiła w ręce złodzieja. Przebrał się za pracownika firmy ochroniarskiej
Poniedziałek, godz. 8, Centrum Obsługi Gotówkowej we Wrocławiu przy ul. Międzyleskiej.
– Dzień dobry, ja po gotówkę dla Raiffeisena – przedstawia się konwojent w mundurze firmy ochroniarskiej Solid Security. Ma identyfikator i legitymację. Pracownica wydaje mu worek z pieniędzmi. Są w nim złotówki i obce waluty – w sumie ponad 5 milionów złotych. Mężczyzna wsiada do furgonetki oklejonej emblematami firmy ochroniarskiej i odjeżdża.
W jednym z wrocławskich oddziałów Raiffeisen Banku pracownik coraz bardziej się niepokoi. Furgonetka powinna być już dobre pół godziny temu. Dzwoni na policję. – Nie wiemy, co się stało, ale do tej pory nie dotarły do banku pieniądze – zawiadamia oficera dyżurnego.
To udało się ustalić „Rz”. Jak wygląda oficjalna wersja? Choć komendant wojewódzki policji natychmiast powołuje specjalny zespół dochodzeniowy, po kilkudziesięciu godzinach policja podaje tylko strzępy informacji. Utajniona jest nazwa banku, nie wiadomo, skąd złodziej pobierał pieniądze.
– W sprawie jest wiele niejasności i znaków zapytania – przyznaje mł. asp. Paweł Petrykowski, rzecznik wrocławskiej policji. Dokładnej kwoty nie chcą podać ani policja, ani Raiffeisen Bank. – Nie jesteśmy stroną tego incydentu, zgłosiliśmy do organów ścigania niedostarczenie pieniędzy do banku – zaznacza rzeczniczka banku Joanna Cegłowska. – Zdarzenie to nie ma wpływu na działalność naszego oddziału, a sprawa rozegrała się na linii liczarnia zewnętrzna – firma zajmująca się transportem gotówki.
Krzysztof Lenart, rzecznik Solid Security: – Doszło do ewidentnego przywłaszczenia naszej tożsamości. W czasie zdarzenia nie było na miejscu żadnego z naszych pracowników. Nie zginął nam również żaden samochód transportowy. Jesteśmy tu równie poszkodowani jak bank, bo posłużono się naszą nazwą – podkreśla.
W jaki sposób ta maskarada mogła się powieść? – Bo procedury obowiązujące w takich sytuacjach są żenujące – ocenia Marek Woron, prezes firmy ochroniarskiej Societas i kanclerz Dolnośląskiej BCC. – Zamiast stosowania hasła dnia, elektronicznego kodu czy podobnych zabezpieczeń wystarczy legitymacja identyfikator, a w tym wypadku tupet i psychologiczne triki, by pobierać worki pieniędzy.
Próbowaliśmy się dowiedzieć, jak wyglądały te zabezpieczenia w Centrum Obsługi Gotówkowej – to zewnętrzna liczarnia, która przygotowuje pieniądze dla banków. Prowadzi ją firma Brink’s Polska. – Mamy zakaz informowania o jakichkolwiek aspektach sprawy – mówi Maciej Kosiacki, dyrektor ds. bezpieczeństwa. – Wszelkich informacji udziela policja.
A ta sprawdza różne wersje.
– Mamy już pewne wstępne ustalenia, ale na razie badamy wiele wątków – przyznaje Petrykowski, który nie chce komentować ustaleń „Rz”. Grupa operacyjna wciąż nie ma portretu pamięciowego sprawcy, choć nie założył maski. – Mamy tylko pewne informacje, jak mógł wyglądać – twierdzi Petrykowski.
To może oznaczać, że śledczy nie mają zaufania do pracownicy, która wydała gotówkę. Czy współpracowała ze złodziejem?
– Nie komentujemy nic poza podanymi informacjami – powtarza rzecznik policji. – Dla dobra śledztwa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA