fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Czasem można strzelić z armat

Paweł Milcarek
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Trudno oczekiwać, że po 40 latach prania pamięci i budowania „czarnej legendy” starej mszy, od razu będzie nią wielkie zainteresowanie – podkreśla filozof i publicysta w rozmowie z Ewą K. Czaczkowską z okazji 10- lecia pisma „Christianitas”
[b]Rz: „Nasz papież Benedykt XVI” – można przeczytać chyba tylko w „Christianitas”. Jan Paweł II nie jest „waszym papieżem”? [/b]
[b] Paweł Milcarek: [/b]Gdy na Stolicy Piotrowej zasiadał Jan Paweł II, z całą szczerością i radością mówiliśmy o nim: nasz papież.
[b] Jednak pojęciem zarezerwowanym w Polsce dla Jana Pawła II obdarzacie obecnego papieża. Czy dlatego Benedykt XVI jest bardziej „wasz”, bo otworzył Kościół na tradycjonalizm? [/b]
Idziemy naprzód z Kościołem. Przyznaję, Benedykt XVI jest „naszym papieżem” także w tym sensie, że wyczekanym. Byliśmy przy nim od początku istnienia naszego pisma, kiedy był jeszcze kardynałem, który rzucił hasło nowego ruchu liturgicznego. Szczególna bliskość datuje się od spotkania w 2001 roku w Fontgombault we Francji, kiedy uzyskaliśmy od kardynała Ratzingera błogosławieństwo na dalszą naszą pracę.
[b]Ale efekt waszego działania jest marny. Benedykt XVI w 2007 roku zrównał stary, trydencki ryt mszy św. – z łaciną, kapłanem stojącym tyłem do ludu – z rytem posoborowym. W Polsce, jak obliczyłam na jednym z portali tradycjonalistów, msza trydencka jest odprawiana tylko w 18. miejscach, a w Warszawie jak była od kilkunastu odprawiana w jednym kościele, tak jest nadal. [/b]
Nie spodziewaliśmy się nigdy, że zmiana na poziomie prawnym spowoduje lawinowe powroty do liturgii trydenckiej, bo to jest trudny proces. W różnych kręgach decyzyjnych i opiniotwórczych list apostolski „Motu prioprio”, przywracający mszę trydencką, przyjęto z niezadowoleniem, a nawet nieskrywaną niechęcią. To się przekłada na działania w parafiach. Są oczywiście też gesty otwartości: starą mszę celebrowało już kilku polskich biskupów, ostatnio abp Życiński. Jednak wiem, jak np. proboszczowi w jednej z podwarszawskich parafii trudno jest podjąć decyzję o regularnym odprawianiu mszy w starym rycie, gdyż u niego w plebanii padają kąśliwe uwagi, a w dekanacie dowcipkuje się, że z niego lefebrysta.
[b] Gdyby parafianie naciskali, że chcą starej liturgii, to proboszcz, mając dokument papieski, za nic miałby te uwagi. Ale prawdopodobnie w tej parafii – tak jak w innych – ludzie wcale jej nie chcą. [/b]
Oczekiwałaby pani manifestacji ulicznych? Jest stabilna grupa wiernych, którzy uczestniczą w „starej mszy” zawsze, gdy jest okazja. Poza tym trudno po 40 latach prania pamięci i budowania „czarnej legendy” starego rytu, by od razu było nią wielkie zainteresowanie. Sami księża mają o tej liturgii marne pojęcie, musieliby się dopiero jej nauczyć. Jednak istotniejsze jest co innego. W Rzymie mówi się już dziś otwarcie, że dokument przywracający ryt trydencki jako równoprawny z rytem posoborowym to nie jest tylko zadośćuczynienie pragnieniom grup tradycjonalistów, ale instrument ożywienia liturgii w każdej parafii. Chodzi o to, aby ludzie, którzy chodzą na msze, mogli trafić także na mszę trydencką. Aby liturgia bardziej teocentryczna była ważnym i stałym punktem odniesienia dla całego Kościoła. Zresztą badania przeprowadzone niedawno we Francji i Włoszech wykazały, że wśród regularnie praktykujących katolików kilkadziesiąt procent jest zainteresowanych stałą dostępnością mszy trydenckiej. Nawet jeśli u nas jest mniejsza świadomość tej sprawy, warto zdobyć się na eksperyment tradycji.
[b]A co to zmieni? [/b]
Abp Kazimierz Nycz powiedział kiedyś, że gdy kapłan odprawiając mszę trydencką staje przed ołtarzem zwrócony do krzyża, w tę samą stronę co lud, równocześnie na czele wiernych, ale i wraz z nimi, bardziej można sobie uświadomić istotę Kościoła jako ludu bożego postępującego za swoim pasterzem na spotkanie Pana. Są i inne argumenty. Po pierwsze, liczy się poczucie ciągłości. W nowej liturgii zmieniono tak wiele, a właściwie zbudowano ją od nowa, że katolicy nie mają poczucia ponadpokoleniowości tego, w czym uczestniczą. Po drugie, stara liturgia w swoich tekstach i gestach posiada niezwykły przekaz – ortodoksyjną teologię stopioną z pobożnością świętych. Sposób adoracji, teologia ofiary Jezusa to są wartości, które należy i warto przekazać.
[wyimek]Nie uważam, że gdy w czasie kazania ksiądz zacznie udawać krasnala, będzie lepszy [/wyimek]
[b]Odnoszę wrażenie, że pana środowisko w przywróceniu starej liturgii widzi remedium na problemy Kościoła. Przywrócimy ryt, ludzie wrócą do Kościoła i będą wierzyć. [/b]
I tak, i nie. Dla nas zagadnienie liturgii nie jest kwestią sentymentalną czy estetyczną, ale dotyczy żywotności wiary, jej ortodoksji. Jan Paweł II w encyklice o eucharystii w życiu Kościoła wyraźnie przyznał, że kryzys w dziedzinie liturgii przekłada się na to, jak się traktuje eucharystię, czyli samo sedno życia Kościoła. Głębsze zakorzenienie w zdrowej duchowości liturgicznej to także wzmocnienie wiary. Ale jednocześnie powrót starej liturgii to nie koniec – raczej początek, fundament odbudowy żywotności chrześcijaństwa w różnych dziedzinach.
[b]A mnie się wydaje, że jako pismo bijecie się o coś zewnętrznego, o ryt, a nie o to, co najważniejsze – żywą wiarę ludzi. [/b]
Właśnie w tym, że dzisiaj traktuje się liturgię jako rzecz zewnętrzną wobec wiary, objawia się skala kryzysu, który się nie zaczął po soborze, ale był wynikiem spotkania chrześcijaństwa z nowoczesnością. Bardzo trafnie pisze o tym w ostatnim numerze „Christianitas” obecny naczelny Piotr Kaznowski: stara tradycja liturgiczna jest przetrwalnikiem wiary niezniekształconej przez kulturę postchrześcijańską.
[b] Wiara jest czymś głębszym niż liturgia. Zgadzam się, że sposób odprawiania mszy pomaga w zjednoczeniu z Jezusem, ale go nie warunkuje. A zmiana rytu nie zmienia przecież istoty mszy. [/b]
Nie musi zmieniać. Istnieje elementarna ciągłość sakramentalna między starym a nowym rytem, ale zarówno zwolennicy, jak i krytycy rytu zreformowanego przyznają, że to nie jest edycja tego samego mszału, ale nowy porządek mszy. Jest mniej podobny do starej liturgii rzymskiej niż nawet niektóre liturgie wschodnie. W drzewie historycznym liturgii jest jak odrośl, która zaczęła swoją własną drogę na przełomie lat 60. i 70., naznaczona ówczesnym kryzysem duchowym. Opisałem te przemiany w wydanej niedawno książce-dossier „Historia Mszy”. Poza tym człowiek na co dzień nie żyje tylko istotą. Wiele spraw istotnych dociera do nas przez naskórki, szaty, formy. Dzięki temu rozpoznajemy się, wstajemy rano, wykonujemy pewne czynności, których porządek dla nas jest nieistotny, a jednak gdyby zburzyć ich porządek, przestalibyśmy wykonywać te czynności istotne.
[b]Czyli rytuał? [/b]
A tak, rytuał.
[b]Można nim żyć bez wchodzenia w głąb, mając dobre samopoczucie, że wszystko jest w porządku.[/b]
Oczywiście, istnieje taka pokusa. Ale nie sądzę, żeby to, że zburzy się rytuał i zapanuje chaos, było wielkim sukcesem.
[b]
Ale można nad tym zapanować, stawiając w centrum nie mszał, a tak to widzę u tradycjonalistów, ale żywą osobę Chrystusa.[/b]
We mszy tradycyjnej na środku ołtarza stoi krucyfiks, do niego wszyscy się zwracamy. Gdy zaś uczestniczę we mszy „posoborowej”, to w centrum widzę księdza, który na mnie patrzy, a czasem jeszcze mi mówi, żeby usiąść, bo są wolne miejsca. W centrum może być nasze dobre samopoczucie, a nie Pan, który przychodzi. Liturgia musi mieć swój porządek inny niż zmienny ludzki regulamin i wola dyrygenta. Stałość rytuałów tworzy ekran, który jest tłem dla cichego głosu Boga. Tymczasem liturgia, w której ma się wiele mówić i wiele robić, zwykle jest wrogiem skupienia na tym, co najważniejsze. Gdy przychodzę do kościoła i nie wiem, co się wydarzy, bardziej zaczynam się koncentrować na tej warstwie show wykonywanego przez księdza i jego ekipę.
[b] To z ks. Jackiem Stryczkiem, znanym w Krakowie z happeningów nie dogadałby się pan. [/b]
Niekoniecznie. Myślę, że wiele z działalności znanego w Warszawie happenera ks. Drozdowicza zmieściłoby się w liturgii trydenckiej. W czasach baroku były kazania, podczas których dla efektu strzelano z armat.
[b]To mnie pan zaskoczył. Jest pan zwolennikiem happeningów w czasie kazań? To nawet mnie nie odpowiada. A co z pantomimą? [/b]
Nie uważam, że gdy ksiądz w czasie kazania zacznie udawać krasnala, będzie lepszy. Ale pewne elementy happeningu mogą być dopuszczalne, byle tylko nie prywatyzowały porządku liturgicznego. Natomiast duszpasterstwo przy starym rycie nie musi być posągowe. Dzięki staremu rytowi młodzi księża uczą się celebrować z budującą powagą. Ale to przecież nie znaczy, że gdy wejdą na ambonę, wyjdą przed kościół, będą uczyć religii, to mają zrezygnować z energicznych i niekonwencjonalnych form duszpasterskich.
[b] Czy w przyszłości chcielibyście, aby liturgia trydencka zastąpiła posoborową? By znów był jeden ryt? [/b]
Nie jestem zwolennikiem mechanicznych zmian, za dużo szkód zrobiły one po soborze. Z jednej strony wiadomo, że Benedykt XVI przygotowuje korekty we mszy zreformowanej. Z drugiej – stara forma liturgiczna, która przez kilkadziesiąt lat była jakby w zamrażarce, z czasem będzie podlegała retuszom, jak to było przez wieki. W dłuższej perspektywie obie formy powinny na siebie wzajemnie oddziaływać tym, co mają najlepszego. Dzisiaj najważniejsze jest to, by nie stawiać ostrych barier między nimi – tak, aby w pobożności kapłańskiej i praktyce wiernych funkcjonowały obie możliwości.
W seminarium warszawsko-praskim zainteresowani klerycy przechodzą praktyczne zajęcia ze starej formy liturgicznej. Byłoby świetnie, gdyby tak samo było w innych seminariach. To się nazywa normalność.
[b]
Liczy pan, że kiedyś będą tłumy na mszach przedsoborowych? [/b]
Mam nadzieję, że tłumy na mszach będą nadal w Polsce.
[i] Paweł Milcarek jest doktorem filozofii, wykładowcą UKSW. W latach 2008 – 2009 był dyrektorem, redaktorem naczelnym II Programu Polskiego Radia. W latach 1999 – 2009 redaktor naczelny pisma tradycjonalistów „Christianitas”, które obchodzi dziesięciolecie istnienia. [/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA