Wiadomości

Miedwiediew nie skorzystał z okazji

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew
AFP
Szkoda, że rosyjskie władze nie wykorzystały obchodów w Auschwitz, by pokazać jak walczą z fałszowaniem historii - mówi rosyjski publicysta Stanisław Minin
[b]Rz: Pana komentarz w „Niezawisimej Gaziecie” był jedną z nielicznych w Rosji reakcji na to, że prezydent Miedwiediew nie pojechał na obchody wyzwolenia Auschwitz.
Stanisław Minin: [/b]Jeśli władza mówi w kółko o „świętej pamięci” wojny i jej ofiar, chciałoby się też zobaczyć konkretne czyny. Przy każdej okazji słyszymy o tym, że należy walczyć z fałszowaniem historii i pomniejszaniem roli ZSRR w zwycięstwie nad Trzecią Rzeszą. Trudno sobie wyobrazić bardziej odpowiednią okazję niż rocznica wyzwolenia Auschwitz przez sowieckich żołnierzy, by pokazać, że ta pamięć rzeczywiście jest dla nas ważna. I co? Miedwiediew do Auschwitz nie pojechał. To świadczy o tym, że oni sami nie wiedzą, co robią. Nie ma w tym logiki. [b]Mówi pan o „nich”. Tymczasem widać pewne różnice w tym, co premier Putin i prezydent Miedwiediew mówią o historii. Miedwiediew zdecydowanie wypowiedział się przeciwko usprawiedliwianiu stalinowskich represji.[/b]
Tak, a niedługo potem premier mówił o tym, jak Stalin zastał Rosję drewnianą, a zostawił murowaną. Putin, Miedwiediew, cała rosyjska elita mówi to, co uważa za stosowne w danym momencie. To nie są przejawy przemyślanej i konsekwentnej polityki. Trzeba udobruchać antystalinowskich intelektualistów? – Miedwiediew potępi represje. Trzeba zadowolić szerokie grono apologetów Stalina? Putin przypomina o jego zasługach, przestrzegając przed „jednoznacznymi ocenami”. Nasze elity nie są zresztą prostalinowskie. One są po prostu populistyczne. [b]Mam wrażenie, że w przypadku Auschwitz z głosami polityków współgrał głos mediów.[/b] Te media, które nadają ton, czyli telewizje, mówią to, co potrzebne jest władzy. Nie będą krytykować prezydenta. Głosy liberalnej prasy czy audycje Echa Moskwy nie wstrząsną społeczeństwem. Swoją drogą ciekawie było obserwować, jak nasza telewizja relacjonowała obchody w Auschwitz. Z wypowiedzi ministra Andrieja Fursienki wybrano słowa o tym, że „czcimy pamięć zabitych, ale dzisiaj w świecie są siły, które gloryfikują nazistów”. To sformułowanie Miedwiediewa. [b]Wiosną oczekujemy kolejnych ważnych obchodów – 70-lecia zbrodni katyńskiej. Polska strona liczy na obecność któregoś z rosyjskich liderów. Tymczasem Moskwa milczy.[/b] To tradycyjna taktyka – decyzję o wyjeździe Putina do Gdańska też ujawniono w ostatniej chwili. Myślę, że to byłby właśnie ten gest, prosty, a wiele znaczący. W ostatnim czasie częściej mówimy o tym, co nas, Polaków i Rosjan, dzieli. A Katyń to miejsce, które pokazuje, że łączy nas wspólna tragedia. Bo od sowieckich represji ucierpiały oba narody. Któryś z nich – Putin albo Miedwiediew – powinien wziąć udział w uroczystościach. [i] Stanisław Minin jest publicystą rosyjskiej „Niezawisimej Gaziety”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL