fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Święte prawo studenta do ściągania na egzaminach

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Nauczyciel powinien dobrze się zastanowić, zanim oskarży studenta o ściąganie. Będzie musiał mu to udowodnić przed specjalną komisją
Takie przepisy obowiązują od nowego roku akademickiego na Uniwersytecie Sewilskim. Profesor, który przyłapie studenta na ściąganiu podczas egzaminu pisemnego, nie może już po prostu wyprosić go z sali i zawiesić. To niezgodne z prawem do odbycia egzaminu – uznały władze tej uczelni.
Nowe przepisy mają ich zdaniem chronić studentów przed „arbitralnymi decyzjami profesorów”. Nauczyciel, który ośmieli się oskarżyć zdającego egzamin o ściąganie, będzie teraz musiał mu to udowodnić przed specjalną komisją, złożoną z trójki profesorów i takiej też liczby studentów. Dobrze byłoby więc, żeby zebrał dowody.
Sprawa jest prosta, gdy winowajca korzysta z pomocy naukowych – takich jak ściąga – które można mu odebrać. Ale jak udowodnić uprawianie zakazanego procederu komuś, kto spisuje od kolegi albo słucha szeptów? Naocznych świadków niełatwo będzie skłonić do zeznań, pozostają zdjęcia i nagrania. Pilnujący zaś prócz dowodów materialnych ma złożyć pisemny raport, w którym wykaże, że ściąganie wpłynęło istotnie na wynik egzaminu.
„Nie można nikogo karać wyłącznie na podstawie podejrzenia” – broni praw studentów rzecznik sewilskiej uczelni José Alvarez, cytowany przez gazetę „El Mundo”.
Nauczyciele nie posiadają się z oburzenia. Przekonują, że zmuszanie ich do udowadniania winy studentom wystawia na szwank ich autorytet i podważa ich wiarygodność. – To barbarzyństwo, którego ostatecznym efektem będzie powszechne tolerowanie ściągania. Studenci będą mieli jeszcze więcej praw, a my jeszcze więcej obowiązków – komentują.
To prawda, bo nowy regulamin zwalnia też studentów m.in. z obowiązku słuchania wykładów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA