Sport

Pilnuj, szewcze, kopyta

Tomasz Smokowski, jeden z nielicznych dziennikarzy, których da się słuchać, gdy mówią o piłce nożnej, ma zostać dyrektorem reprezentacji przy nowym selekcjonerze Franciszku Smudzie
[wyimek][b][link=http://blog.rp.pl/fafara/2009/12/22/pilnuj-szewcze-kopyta/]Skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]
Dostał propozycję i podobno się zastanawia. Dział sportowy Canal Plus, gdzie Smokowski pracuje, nie zawali się oczywiście na skutek odejścia jednego profesjonalisty, ale z mojego punktu widzenia dobrze by było, gdyby pan Tomasz pozostał przy tym, co robi. Z dwóch powodów. Pierwszy podałem powyżej, drugi dotyczy wiarygodności. Będzie ona mocno nadwerężona, gdy utalentowany dziennikarz wróci do zawodu po wypełnieniu misji u boku Smudy. Teraz, słuchając Smokowskiego, nie muszę się zastanawiać, kogo ze środowiska piłkarskiego on lubi, a kogo nie, i mało mnie obchodzi, z kim się przyjaźni. Nigdy mi zresztą nie dawał powodów do tego rodzaju rozważań. Kiedy jednak po kilku latach znów usiądzie w studiu Canal Plus czy jakiejkolwiek innej stacji, będę go słuchał nie bez podejrzliwości. Nie wyobrażam sobie bowiem, że Smokowski będzie dyrektorem maksymalnie zdystansowanym, nieutożsamiającym się z ludźmi, z którymi przyjdzie mu działać, nieutrzymującym prywatnych kontaktów ze współpracownikami. Pojawi się fundamentalne pytanie, czy krytykę w ustach dziennikarza, który chwilę wcześniej był na garnuszku PZPN, można uznać za uzasadnioną, czy też trzeba szukać w niej jakichś podtekstów? Mnie to na pewno będzie przeszkadzało.
Wiem, że mój głos brzmi bardzo naiwnie w czasach, w których mało kto się takimi bzdurami jak wiarygodność przejmuje. Dziennikarze zostają rzecznikami prasowymi prywatnych firm albo idą na służbę do rządu, po czym znów piszą, wygłaszają sądy, krytykują. Przedstawiciele mediów spotykają się na niwie prywatnej z ludźmi, których potem przychodzi im oceniać. Czy będąc z kimś po imieniu i chodząc z nim na wódkę, można go potraktować z całą surowością, gdy popełni błąd? Obawiam się, że wątpię, jak mawiał Stefan Kisielewski. Dlatego apeluję do redaktora Smokowskiego: pilnuj, szewcze, kopyta. Wyjaśniam od razu, że nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że pan Tomasz doskonale poradzi sobie na stanowisku dyrektora reprezentacji. Podobnie jak mam pewność (znając wysokość poborów prezesa Grzegorza Laty), że Polski Związek Piłki Nożnej jest w stanie zapłacić dziennikarzowi więcej niż Canal Plus.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL