Biznes

Dolce&Gabbana na przemytniczym szlaku

Bloomberg
Torebki od Dolce&Gabbana, Prady, Burberry, Chanell. Sportowe buty Nike i Ferrari. Kosmetyki znanych marek. Całe kolekcje odzieży – jak ta ostatnia, wygarnięta z kontenera na terminalu celnym w Gdyni i sygnowana „Tommy Hilfiger”. Podróbki ostro szturmują rynek
Gdyńscy celnicy nie mają wątpliwości: nie jest to już przemyt siermiężnych dresów i plastikowych adidasów najgorszego sortu. Dziś górę bierze kontrabanda towarów luksusowych, podrobionych tak fachowo, że trzeba nie lada speca, by odróżnił je od autentyków.
– Staranne podróbki to dziś towar numer jeden w przemycie, jeśli nie liczyć lawiny papierosów – potwierdza Marcin Daczko rzecznik Izby Celnej w Gdyni. W jednym z ostatnich transportów wysłanych z Chin i Dalekiego Wschodu, nadawca do gotowych torebek Prady dołączył też spory zapas firmowych znaków, aby „markową” kolekcję można było szybko rozwinąć w Polsce. Ostatnie dwie dekady, w opinii Piotra Tałałaja, doświadczonego kontrolera w porcie lotniczym na Okęciu, a obecnie rzecznika największej w kraju warszawskiej Izby Celnej, to prawdziwe pasmo zmieniających się przemytniczych trendów i mód. Zawsze zależne od aktualnych faz w narodowej gospodarce i rynkowej koniunktury, a przede wszystkim od nieprawdopodobnej wyobraźni i intuicji przedsiębiorczych rodaków.
[srodtytul]Wranglery made in China[/srodtytul] Początek lat 90. Polacy ruszają na podbój Chin. Bez specjalnych zezwoleń można za granicę wywieźć 2 tys. dol., ale na pokłady samolotów LOT-u odprawianych z Okęcia do Pekinu wytrawni handlowcy, ze zmiennym powodzeniem, zabierają więcej, nawet po kilkadziesiąt tysięcy dewiz. Z powrotem wracają walizy, a potem całe kontenery wyładowane ciuchami od prawie autentycznych wranglerów po sukienki sylwestrowe w przeddzień karnawału. Za spodnie azjatyccy producenci inkasują po 3 – 7 dol. od sztuki, w kraju, za „markowy” dżins można osiągnąć nawet dziesięciokrotne przebicie. W kontenerach przybywają kurtki puchowe, tekstylia. Do połowy minionej dekady dolary w gotówce wywożone są także do USA i Kanady. To faza na amerykańską elektronikę: telewizory najlepiej z wielkim ekranem, magnetowidy, wieże audio i profesjonalne odkurzacze. – To był niezły, szybki biznes. Sprzęt, którym można było zaimponować sąsiadom, za oceanem był dwukrotnie tańszy od tego w Europie. Zwracały się oczywiście, z nawiązką, także koszty podróży – mówi Piotr Tałałaj. Amerykański import elektroniki uzupełniały dziecięce odżywki i coraz modniejsze preparaty odchudzające. Z czasem kamery i aparaty fotograficzne z USA zaczęła zastępować elektronika i komputerowe komponenty z Dalekiego Wschodu. [srodtytul]Weneckie złoto i róg nosorożca[/srodtytul] Na przełomie dekady wyraźnie poprawił się stan portfeli – szerokim strumieniem, kilogramami, z Włoch płynie do kraju złota biżuteria, a ze Stanów srebro, kamienie półszlachetne i galanteria zwana przez celników „koralikami”. Otwierająca się Rosja staje się mekką myśliwych. W ślad za bogatszymi Austriakami, Włochami, którzy polują na Syberii i wywożą przez Polskę tranzytem niedźwiedzie trofea, podążają polscy entuzjaści dewizowych łowów. Coraz częściej turyści muszą jednak liczyć się z ograniczeniami waszyngtońskiej konwencji CITES o ochronie cennej fauny i flory. Jej wprowadzenie zbiegło się w Polsce z modą na żywe, egzotyczne zwierzęta. Przemytnicy na zapotrzebowanie szybko odpowiedzieli. Do kraju trafiały papugi, żółwie, jaszczurki, węże. Na czas podróży wiązane w pęczki, upychane w ciasnych schowkach pod maską samochodu. – Dopiero po kilku latach uporczywych apeli i przypominania, że jeden nierozsądnie kupiony drobiazg może podczas kontroli granicznej zepsuć wrażenia z wakacji turyści zrezygnowali z pamiątek z kości słoniowej i koralowca, futer z wielkich kotów czy portfeli ze skóry krokodyla – mówi Tałałaj. Ponadczasowym biznesem okazuje się import specyfików medycyny chińskiej. – Wciąż nie brak w bagażach i przesyłkach z Azji zmielonych kości tygrysa, sproszkowanego rogu nosorożców i innych preparatów zbawiennych ponoć dla męskiej potencji, egzotycznych leków na raka i wszelkie inne dolegliwości. – Chronione zwierzęta, z których produkuje się specyfiki wzmacniające męskie libido teraz mogą odetchnąć. Cudowne środki, na szczęście, zastąpiła viagra – twierdzą celnicy. Jej podróbki – tak jak i innych poszukiwanych zagranicznych leków – to częsty towar w przemytniczym tranzycie.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL