Wiadomości

Ciemna strona świąt

Święta to dobry okres na podsumowania
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Rozmowa z psychologiem z Uniwersytetu Warszawskiego - Tomaszem Dudą
[b]W powszechnej świadomości okres Bożego Narodzenia uchodzi za czas miłości, ciepła i wybaczania. Jednak nie zawsze tak jest. Zdarza się, że przy wigilijnym stole płaczemy, kłócimy się i bywamy agresywni. Dlaczego? [/b]
[b]Tomasz Duda:[/b] Święta Bożego Narodzenia są w naszej tradycji postrzegane jako najbardziej ciepłe i rodzinne. W chrześcijańskiej symbolice oznaczają narodziny, nowe życie. Żadne inne Święta nie są w stanie wywołać tylu skrajnych emocji. Przez cały rok udaje się nam tłumić uczucia. Jednak gdy przychodzi do spotkania przy stole, maski pękają. Są chwile wzruszenia, po twarzy płyną łzy. Bodźcem może być chociażby zapach znany z dzieciństwa czy słowa wspomnień. Bardzo często sami budujemy sobie w głowie wyidealizowany obraz Bożego Narodzenia. Zakładamy, że tak musi być. Myślimy: spotykamy się przy wigilijnym stole i mamy być dla siebie dobrzy. Wszystko ma wypaść perfekcyjnie: na stole musi pojawić się dwanaście potraw, choinka ma być modnie przyozdobiona, a prezenty w stu procentach trafione.
"Winny" jest też przedświąteczny marketing. Już dwa miesiące przed wigilią na ulicach pojawiają się lampki, a w sklepach słychać kolędy. To także podgrzewa atmosferę i wpływa na nasz sposób postrzegania świąt. Ma być pięknie, cudownie i rodzinnie. Z drugiej strony mamy też wewnętrzną potrzebę miłości, przynależności i szacunku. Wydaje się nam, że możemy je zrealizować w czasie świąt. Rzeczywistość jest jednak inna. Jesteśmy tacy, jak przez pozostałe dni w roku. Okazuje się, że wcale nie jesteśmy tacy mili i kochani jak byśmy chcieli. Ten rozdźwięk rodzi frustrację i agresję. Stąd kłótnie i sprzeczki nawet podczas świątecznej kolacji czy obiadu. [b] Co jest tego przyczyną?[/b] Narzucamy sobie zbyt wiele obowiązków. Z jednej strony myślimy, że w trakcie świąt odpoczniemy od pracy i obowiązków. Z drugiej strony w ciągu całego roku nie wykonujemy tylu prac, co właśnie przez Bożym Narodzeniem. Sprzątamy, myjemy okna, robimy zakupy, kupujemy ozdoby choinkowe, stoimy w kolejkach. Gdy przychodzi wigilia, jesteśmy tak zamęczeni, że często nie mamy czasu, aby się nacieszyć świąteczną atmosferą. Nasz idealny obrazek jest okupiony takim stresem, że gdy usiądziemy za stołem, jest nam już wszystko jedno. [b]Czy może być inaczej?[/b] Tak. Zanim "rzucimy" się w wir świątecznych przygotowań, trzeba zastanowić się, co rzeczywiście ma sens, czego my tak naprawdę chcemy. Czy podczas kolacji wigilijnej musi panować sterylna czystość? Czy musimy szykować aż dwanaście dań, które i tak potem zalegają w lodówce? Musimy przemyśleć, co jesteśmy realnie w stanie wykonać i co nam sprawi radość. Święta nie muszą być takie, jak z obrazka. Mogą być nasze - takie jak lubimy. Warto wykorzystać ten moment na wybaczanie sobie czy przeprosiny, nawiązanie kontaktu z osobami, z którymi przez lata nie mieliśmy kontaktu. [b] Są ludzie, którzy nie lubią świąt ...[/b] Nie lubią, bo najczęściej mają problemy w rodzinie czy małżeństwie. Święta są swojego rodzaju soczewką, która skupia wszystkie kłopoty. Trzeba się spotkać przy świątecznym stole, padają różne pytania czy komentarze. Chcąc nie chcąc, musimy rozmawiać. Jeśli na co dzień boimy się dyskutować o pewnych sprawach i mamy tematy tabu, to możemy obawiać się wspólnego świętowania. [b]... i odpowiadania na pytania wścibskiej cioci lub wujka, którzy dopytują, dlaczego wciąż nie wychodzimy za mąż czy nie mamy dzieci?[/b] Sztuka asertywności jest bardzo trudna. Jest cechą ludzi dojrzałych i doświadczonych życiowo. Warto nauczyć się mówienia "nie" w sposób, który nie rodzi agresji i złości w drugiej osobie. Warto też pokusić się o próbę zrozumienia innych i ich zaakceptowania. To, że frustrują nas pytania ciotki może oznaczać, że dotykają one czegoś ważnego. Może na co dzień nie mamy czasu, aby opowiedzieć jej o naszych planach i poglądach? Ważną umiejętnością jest zdolność do wyznaczania granic w relacjach z innymi. Znam rodziny, w których po prostu pewnych spraw się nie dotyka i to działa. Dajmy sobie prawo do nieodpowiadania na niektóre pytania. [b]Coraz więcej osób "ucieka" od pytań rodziny w góry czy do egzotycznych krajów. Czy to słuszne rozwiązanie?[/b] Jeśli chodzi o czasowe pozbycie się problemu, to dobry pomysł. Ale nie na długo, bo za pół roku czy rok będą kolejne święta czy imieniny. Nie można uciekać przez całe życie. Niektórzy są rozdarci wewnętrznie - marzą o podniosłej, świątecznej atmosferze, a jednocześnie boją się spotkania z rodziną. Wyjściem z takiej sytuacji mogłaby być próba spojrzenia na siebie z pewnego dystansu, zobaczenie naszych relacji z bliskimi w innym świetle. Tego nie da się zrobić w przedświątecznym ferworze ani w trakcie samych świąt. Pracę trzeba wykonywać przez cały rok. Nie da się "ad hoc" nareperować związków, relacji, układów rodzinnych. [b]Święta skłaniają często do różnych refleksji ...[/b] Bo to dobry okres na podsumowania czy konfrontacje z rzeczywistością. Zastanawiamy się nad własnym życiem czy relacjami z innymi. Myślimy: możemy jeszcze zacząć coś od nowa. Jednak najczęściej po świętach przychodzi znów normalny dzień. Niewiele osób realizuje potem swoje plany. Bo tak naprawdę, aby coś zmienić, musimy tego naprawdę pragnąć. Jeśli jakaś rzecz przeszkadza nam tylko trochę, to nie mamy wystarczająco dużo motywacji, aby ją zmienić. Tak jak z paleniem papierosów - wiemy, że jest niezdrowe, ale np. pomaga też w uspokojeniu skołatanych nerwów. [b]Święta są szczególnie trudnym okresem dla osób samotnych. W amerykańskich filmach przewija się charakterystyczny obrazek: gdy zaczyna się pora kolacji wigilijnej, samotni wychodzą z domu i zaglądają do okien innych mieszkań, gdzie roześmiane dzieci rozpakowują prezenty, rodziny się przytulają, składają sobie życzenia... [/b] To dobra metafora tego, jak w tej sytuacji czuje się taka osoba. Nikt nie chce być wtedy sam, szuka towarzystwa. Nie ma nic gorszego niż siedzenie w pojedynkę przy wigilijnym stole. Nie wszyscy jednak wiedzą, że kolacje wigilijne organizują organizacje charytatywne czy kościelne. W tym czasie lepiej przebywać w towarzystwie osób, które znamy mało lub w ogóle, niż siedzieć samemu. [b] Jak będziemy świętować Boże Narodzenie za 10 czy 30 lat? [/b] Święta tracą powoli swój religijny aspekt, a stają się bardziej okazją do rodzinnego spotkania tak jak np. imieniny u cioci. Na przykład niewiele osób pamięta o adwencie. Przed laty był to czas wyciszenia i refleksji, który miał za zadanie przygotować do świąt. Dziś charakter świąt zmienia się też ze względu na agresywny marketing. Liczy się komercja, prezenty. Coraz więcej młodych ludzi rezygnuje ze wspólnego, długiego biesiadowania z rodziną. Po wigilijnej kolacji umawiają się z przyjaciółmi na imprezę w klubie. W sumie jest to też jakiś pomysł - "przemęczyć się" trochę z rodziną, a następnie zrobić coś, na co rzeczywiście mamy ochotę ... [i]Rozmawiała Ewa Zwierzchowska[/i]
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL