Styl życia

Buduar na popfieście

materiały prasowe
Moja matka w 1968 roku zachęcała kobiety do palenia staników, a dziś proponuje im bieliznę – powiedziała Nathalie Rykiel na premierze kolekcji zaprojektowanej dla H&M. Z tej okazji urządzono w Paryżu wielką popfiestę.
Czasy się zmieniły. Dopiero XX-wieczna emancypacja kobiet zdjęła z bielizny stygmat rzeczy nieprzyzwoitej.
– Dzisiaj kobiety chcą bardziej podobać się sobie niż innym. Nie wstydzą się zmysłowości. Jedwabny stanik, body, to dla nich przyjemność osobista, trochę egoistyczna. Kiedy masz je na sobie, inaczej chodzisz, inaczej się czujesz – mówiła na konferencji prasowej Nathalie Rykiel, córka Soni, dyrektor artystyczny firmy Sonia Rykiel. W H&M w zeszłym tygodniu zadebiutowała kolekcja bielizny, którą zaprojektowała francuska projektantka Sonia Rykiel. 70 modeli koszulek, gorsecików, staników, majtek, bielizny nocnej, buduarowej i wieczorowej z naturalnego jedwabiu, koronki, mikrowłókna, streczowej satyny, weluru. Niektóre w stylu vintage, inne w firmowe paski Rykiel.
Na premierę kolekcji H&M zaprosił do Paryża 180 dziennikarzy z 30 krajów. Rano na konferencji prasowej, wieczorem na imprezie dla 2000 gości. Rozmiar i przepych tej popfiesty przeszły wszelkie oczekiwania. W Grand Palais przy Polach Elizejskich, hali wystawowej, zbudowanej z okazji Wystawy Światowej w 1900 roku, powstała scenografia godna wytwórni filmowej Cinecitta. Wchodziło się przez rozświetlony las sztucznych drzew. W środku, na wzniesieniu, u stóp rozjarzonej światłami wieży Eiffla wysokości 25 m rozpostarł się miniaturowy Paryż. W dzielnicy Saint Germain, mateczniku Soni Rykiel ustawiono kamieniczki z minirestauracjami, sklepami, stoiskami z naleśnikami. Na uliczkach stoiska z watą cukrową, naleśnikami, słodyczami i owocami. Kręciły się stara karuzela i diabelski młyn, na parterze jednego z domów przyjmowała wróżka. Jedna z najlepszych paryskich restauracji Le Notre serwowała miniprzystawki, Dom Perignon – szampana. Wśród gości – Kate Bosworth, Eva Herzigova, Nadja Auermann, Jean Paul Gaultier, głównodowodząca projektami w H&M Margaretha van der Bosch. Panie Rykiel, matka i córka, w futrach, z firmowymi szopami włosów. Pokaz mody zaczął się paradą 20 żywych gęsi siodłatych, które – jakże inaczej – gęsiego, z godnością przemaszerowały przed publicznością. Za nimi wjeżdżały kolejno platformy ciągnięte przez wózki elektryczne. Każda była miniteatrem, gdzie rozgrywały się sceny buduarowe z tańczącymi w rytmie muzyki modelkami ubranymi w bieliznę z kolekcji. Sypialnia z atłasowymi łożami, salon z czterometrowym kryształowym żyrandolem... Potem przeszła parada umundurowanych tancerek żonglujących pałeczkami. Na koniec przejechała platforma z modelkami na rowerach ubranymi w pasiaste swetry. Panowie zmagnetyzowani wpatrywali się w smukłe ciała modelek pokryte perłowym makijażem. – 30 lat temu współpracowałam z katalogiem wysyłkowym Trois Suisses. Teraz też robię coś, co będzie miało duży zasięg – powiedziała na koniec Sonia Rykiel. Sprzedaż w 1500 sklepach H&M na całym świecie oraz ośmiu butikach Soni Rykiel to jest precedens we współpracy H&M z kreatorami. Na imprezie można było kupić kolekcję. Dochód – 35 tys. euro – przekazano UNICEF. Za 25 euro kupiłam welurowe pantofle domowe ze strassami. Będę w nich chodzić w buduarze.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL