Muzyka

Charlie Winston: debiutant roku

ROL
Autor znakomitego albumu „Hobo” zaśpiewa w piątek na antenie Trójki o 20.05
„Hobo” jest najważniejszym debiutem 2009 r. Wydała go firma Petera Gabriela, z którym Anglik (ur. 1978 r.) jest zaprzyjaźniony. Otwierał też koncerty byłego wokalisty Genesis.
– Zaczęło się od tego, że z bratem Tomem Baxterem nagrywaliśmy w studiu Real World należącym do Gabriela – powiedział mi muzyk w pierwszym wywiadzie dla polskich mediów. – Zaprzyjaźniłem się z jego córką Melaney. Spędzaliśmy razem dużo czasu. Zostałem przyjacielem rodziny, a w końcu babysiterem syna Petera, który jest niezwykle rodzinnym człowiekiem i cały swój czas poświęca dzieciom. Dopiero wtedy odważyłem się zaprezentować moje piosenki. Powinien je polubić każdy, kto ceni Toma Waitsa, Jeffa Buckleya i Antony’ego, choć Winston gra lżejszą muzykę. Akustyczną, niezwykle, żywiołową i barwną. Ma szczególny talent do mieszania gatunków i komponowania pięknych fortepianowych ballad. Podczas występów się nie oszczędza.
[wyimek]Ludzie potrafią być razem, kiedy stają się ofiarami wojny. Na co dzień rządzi chciwość[/wyimek] – Na jednym z koncertów zbyt energicznie ruszałem głową, skręciłem szyję – mówi Anglik. Odwołał wszystkie występy zaplanowane na początek grudnia, ale do Warszawy przyleci. Winston przedstawił się na okładce albumu jak tytułowy włóczęga. Śpiewa „Im mniej mam, tym bardziej jestem szczęśliwy”. Zapytałem go, jak praktykuje tę życiową mądrość. – Naprawdę nie dbam o to, by mieć więcej, i szanuję to, co mam – tłumaczy. – Nie jestem niewolnikiem gadżetów. Nigdy nie oglądałem zbyt długo telewizji. A dziś, kiedy niszczą ją reklamy, wyrzuciłem telewizor. Wolę kino i książki, bo skłaniają do myślenia. Dbam o pielęgnowanie relacji z rodziną i przyjaciółmi. Winston jest krytyczny wobec współczesnego świata. Mówi wprost o przegranym, umierającym społeczeństwie. – Rządzi chciwość. Chcemy tego czy nie, wszyscy stajemy się coraz bardziej konsumentami. Europa ogranicza się do konsumowania – mówi Winston. – Trzy dni temu obejrzałem „Opowieść wigilijną” z Carreyem. Pomyślałem, że potrzebujemy szoku jak Scrooge, żeby przypomnieć sobie o marzeniach z dzieciństwa i wrażliwości zabijanej każdego dnia. Winstona oburza to, co robi się z Bożym Narodzeniem. – Dla wielu to jedynie kolejna okazja do zakupów. Tymczasem zamiast liczyć i wydawać pieniądze, powinniśmy pomagać tym, którzy są bezdomni, głodni, samotni. Czy to nie smutne, że ludzie potrafią być razem tylko wtedy, kiedy stają się ofiarami wojny? Większość gwiazd dystansuje się wobec religii. Winston choć ma na jej temat również krytyczne uwagi, nie rozumie, jak można zrezygnować z poszukiwania Boga. – Choć sam nie czuję się członkiem żadnego Kościoła, bo trudno mi zaakceptować religijny dogmatyzm, uważam, że życie bez pytania o Boga jest puste, nie ma sensu – mówi. – Interesuje mnie to, co inni myślą na ten temat. To sfera życia, która stanowi wielką inspirację. Dlatego zamiast konsumować – szukajmy Boga: w sobie, w świecie. Bo nie da się go ograniczyć do spraw materialnych. To nie jest droga do poznania jego wielkiej tajemnicy. Zdumiewających, cudownych rzeczy. Brak wiary oznacza śmierć kultury. Na płycie „Hobo” śpiewa o ukochanej, z którą chciałby się zestarzeć. – Moja dziewczyna jest dla mnie wciąż najważniejsza – mówi Winston.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL