Historia

Nie może być w państwie za dużo nieprawości

Józef Piłsudski w rozmowie z delegacją młodzieży harcerskiej. Sulejówek, 1925 rok
narodowe archiwum cyfrowe
Teorie i doktryny przemijają wraz z epokami, które je wydały. Trwa tylko najwyższa prawda życia i jego niezmienne prawo – prawo moralne
Ograniczamy je tu do zakresu moralności państwowej. Zasady tej moralności Józef Piłsudski realizował w działaniu, formułował w rozkazach, wykładach i artykułach. Czynem i słowem, to gwałtownym i szorstkim, to przekonującym i wyrozumiałym, wpajał ją w świadomość społeczeństwa przez wiele pokoleń odwykłego od myślenia kategoriami własnej państwowości.
To, co nazywamy ideologią Piłsudskiego, zawiera się właściwie w jednym słowie: imponderabilia. Jest to pojęcie najszczytniejszych wartości duchowych, których waga ideowa wymyka się wszelkim określeniom, które oszacować żadną z potocznie przyjętych miar się nie dadzą, uzasadnień nie wymagają, które są ponad wszystkim. W dziedzinie życia publicznego takimi wartościami są wolność i ojczyzna, cnota obywatelska i cnota wojskowa, sztandar i honor. One trwają i muszą trwać, jeśli społeczeństwo ma być zdrowe, a wszak to zdrowie jest nieodzownym warunkiem trwałości bytu państwowego. „Nie może być w państwie – gdy nie chce ono iść ku zgubie – za dużo nieprawości”.
Walka o te ideały, o ich nietykalność to istotna treść historycznej pracy Marszałka nad wewnętrzną budową państwowości polskiej. Ten przełom w świadomości społeczeństwa musiał być dokonany. Niegdyś sobiepańskość królewiąt wyrastających nad głowę Rzeczypospolitej, ich latyfundia pęczniejące ponad jej strukturalną pojemność rozsadzały cały organizm państwowy. Zawaliło się państwo. Lecz obyczaj sobiepański nie zaginął. Tylko rolę królewiąt przejęli na siebie inni aktorzy – wylęgła w mrokach niewoli swoistego rodzaju magnateria, nie tak wspaniała, lecz tak samo buńczuczna, tak samo wyrastająca ponad głowę Rzeczypospolitej: magnateria przywódców partyjnych. Latyfundia tych nowoczesnych królewiąt to ich okręgi wyborcze. Takie same przy nich, koło nich, za nimi bezmyślne, bynajmniej nie bezinteresowne, gromady chudopachołków partyjnych czepiających się pańskiej klamki suwerena – posła. Taka sama złota wolność, nie szlachecka wprawdzie, lecz partyjna, i takie samo liberum veto, nie jednostki może, ale jakiejś manifestującej swoją swawolę lichej grupki na sejmie. W imię państwa, w imię imponderabiliów moralności państwowej Józef Piłsudski wydał im wojnę. I jak w walce orężnej z ościennymi najeźdźcami wytyczał granice państwa, tak w walce ideowej z podnoszącym głowy warcholstwem ciosał zręby wznoszonej przez siebie Rzeczypospolitej. Bez wahania łamał ich harde karki i naginał do pracy rzetelnej, do służby obywatelskiej. Wszechwładza partii to bezwład rządu. Takie jest prawo życia. Majestat Rzeczypospolitej przed ambicjami grup, a dobro powszechne przed ich interesami – to pion. Dobre obyczaje w życiu publicznym, etyczność stosunków wzajemnych pomiędzy działającymi na tym polu jednostkami i ugrupowaniami oraz ich stosunku do zagadnień i spraw państwowych – to poziom. Oto naczelne tezy ideologii Józefa Piłsudskiego. One sprawiły, że doniosłość Jego roli dziejowej nie może zblednąć w żadnych warunkach. One go wyniosły wysoko ponad współczesne Mu i długi szereg poprzednich pokoleń. A te pokolenia, które przyjdą, pochylą czoła przed Jego testamentem. Te ideały, ta właśnie kryształowa czystość obywatelskiego sumienia zjednały Mu jako Wodzowi wiarę wojska i dały w swoim czasie prawo i możność przeprowadzenia go poprzez tragizm wypadków majowych bez załamania, bez wstrząsu, bez naruszenia dyscypliny. [...] [i]Artykuł „Pion i poziom” z pisma „Droga”, nr 6 z 1942 roku. Przedruk za książką Marka Gałęzowskiego „Wierni Polsce”, tom 2 – „Publicystyka piłsudczykowska w kraju 1940 – 1946”[/i] [ramka][srodtytul]ZAWSZE WIERNI[/srodtytul] Na tarczy herbowej waszej wypisane są słowa: „Zawsze wierni” i dlatego iluż tu wiernych szukało ucieczki. Ilu wiernych złożyło tu głowy, by swym duchem otoczyć opieką to, co tu w sercach najgoręcej żyło – wiarę, że jeszcze nie zginęła... [i]Przemówienie Józefa Piłsudskiego we Lwowie 23 listopada 1920 r.[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL