Sport

NBA: przewrót pałacowy

W niedzielę, późnym wieczorem polskiego czasu, Cleveland Cavaliers zmierzą się z nadspodziewanie dobrze grającymi w tym sezonie Milwaukee Bucks
Kibiców najbardziej interesuje starcie LeBrona Jamesa z Brandonem Jenningsem. Dobra gra Milwaukee to w dużej mierze jego zasługa. Debiutant, który od razu trafił do pierwszej piątki swojego zespołu, spisuje się rewelacyjnie.
Można zaryzykować twierdzenie, że takiego debiutu nie było w NBA od czasu Jamesa, którego natychmiast okrzyknięto następcą (którym już z kolei) Michaela Jordana. Wybrany przez Cavaliers z numerem 1 draftu w roku 2003 King James, jak go nazwano, dostał nawet „w spadku” po legendzie Chicago Bulls numer 23. Liderowi Cavaliers być może trochę ta rola ciąży, bo ostatnio wystąpił z inicjatywą zastrzeżenia numeru Jordana w całej NBA. Spotkało się to z niezbyt entuzjastyczną reakcją samego Jordana, który gdy ostatnio przyjmowano go do Galerii Sław, narzekał, że nie czuje się jeszcze tak staro, by się tam znaleźć. Jednego Jamesowi brakuje, by dorównać legendzie lat 90. NBA. Jak na razie na palcu LeBrona nie błyszczy żaden pierścień za zdobycie mistrzostwa. Ale jak to zrobić, kiedy reszta drużyny ma w sumie taką samą wartość jak najlepszy zawodnik? W półfinale Konferencji Wschodniej sezonu 2007/2008, w dwóch ostatnich meczach LeBron rzucił łącznie 77 pkt, podczas gdy reszta drużyny dołożyła zaledwie 84. Dlatego przed tym sezonem dodano mu do pomocy Shaquille’a O’Neala. Jak ten eksperyment wyjdzie, przekonamy się za kilka miesięcy.
Już dziś jednak LeBron na pewno z zainteresowaniem obserwuje grę Jenningsa, który może wkrótce stać się ulubieńcem kibiców i zastąpić w ich sercach King Jamesa. Jego kariera jest bowiem co najmniej niestandardowa jak na amerykańskie warunki. Zamiast iść po liceum prosto do college’u, a następnie – najlepiej po zdobyciu mistrzostwa NCAA – zgłosić się do draftu NBA Jennings jako pierwszy zawodnik w historii wyjechał do Europy, by grać w Lottomatice Rzym. I co najciekawsze w rozgrywkach ligi włoskiej nie błyszczał, zdobywając w poprzednim sezonie 5,5 pkt, 1,6 zbiórki oraz 2,2 asysty w ciągu 17 minut gry, co nie jest wynikiem oszałamiającym. Wszystko zmieniło się po przyjściu do Bucks, pod opiekę trenera Scotta Skilesa, który w poprzednich sezonach przywrócił trochę blasku podupadłym Chicago Bulls. Już w swoim debiucie (30 października) był bliski uzyskania triple double (17 pkt, 9 zb., 9 as.). Ale to, co zrobił dwa tygodnie później, przerosło najśmielsze marzenia. Jennings rzucił 55 pkt (z czego 29 w trzeciej kwarcie) i został najmłodszym zawodnikiem w historii, który przekroczył granicę 50 pkt. Młodszym nawet od LeBrona i Jordana. Co będzie dalej, przekonamy się niebawem. Najbliższy test w niedzielę. [i] Transmisja w Canal+, niedziela, godz. 23[/i]

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL