Świat

Zarobki gwiazd na ekranie

ROL
Minister administracji publicznej żąda, by TV RAI wyświetlała listę płac wszystkich uczestników programu
Minister Renato Brunetta chce, by na emitowanej zawsze liście autorów, uczestników i ekipy technicznej programów telewizji publicznej obok nazwisk pojawiała się informacja o zarobkach poszczególnych osób.
Chodzi zarówno o kontrakty gwiazd, jak i o pensje etatowych pracowników, stawki, jakie otrzymują zaproszeni goście, roznegliżowane statystki i współpracownicy z zewnątrz. Brunetta poinformował o swoim pomyśle w programie publicystycznym stacji RAI 3. Stwierdził, że w telewizji publicznej opłacanej przez obywateli z abonamentu (105 euro rocznie) musi zapanować przejrzystość. Zwłaszcza w świetle niezrozumiałych często różnic w płacach i wysokości honorariów.
Na pytanie, czy może wystarczy umieścić te dane na stronie internetowej jak w przypadku urzędów państwowych (to też był pomysł Brunetty), minister odparł, że nie widzi powodu, by niepotrzebnie komplikować sprawę. Jego zdaniem widzowie powinni od razu wiedzieć, ile, komu i za co zapłacili. [srodtytul]Gniazdo nepotyzmui kumoterstwa[/srodtytul] Widzowie przyjęli pomysł z entuzjazmem, bo w odczuciu społecznym telewizja publiczna to gniazdo nepotyzmu i politycznego kumoterstwa, w którym publiczne pieniądze są bezprzykładnie marnowane. Chodzi nie tylko o przerost zatrudnienia. Etatowi pracownicy RAI pobierają nawet 15. pensję, a otrzymanie etatu oznacza w praktyce pracę na całe życie. Równie wiele emocji wzbudzają gigantyczne kontrakty telewizyjnych gwiazd i menedżerów. Fabio Fazio za prowadzenie programów otrzymuje rocznie ponad 2 miliony euro, Simona Ventura – 1,8 mln, Bruno Vespa – 1,6 mln, a Michele Santoro – 0,7 mln. [srodtytul]Egzorcyzmowanie Berlusconiego[/srodtytul] Same gwiazdy nie mają nic przeciwko publikowaniu ich – i tak już na ogół znanych – zarobków. Mówią jednak, że dobrze byłoby podać także do wiadomości publicznej honoraria kolegów w konkurencyjnych stacjach Mediasetu należącego do premiera Silvia Berlusconiego. Domagają się również, by publikować równocześnie oglądalność programów i wysokość wpływów z pokazywanych w czasie ich transmisji reklam. Pośrednio pomysł Brunetty wpisuje się w toczącą się od kilku miesięcy dyskusję nad tym, czy telewizja publiczna utrzymywana ze społecznych pieniędzy może pozwolić sobie na realizację bardzo drogich programów publicystycznych (szczególnie chodzi o Fazio i Santoro), niezmiennie sprzyjających lewicy, w których dzień w dzień odprawiane są egzorcyzmy nad Berlusconim. Faktycznie prowadzący programy polityczne RAI nie kryją swoich politycznych sympatii, a sprzyjającym Berlusconiemu gościom nierzadko brutalnie przerywają, tłumacząc to na przykład koniecznością nadania reklamy. Włoska lewica uważa telewizję publiczną RAI niejako za swoją własność, wychodząc z założenia, że jej trzy programy mają równoważyć polityczne przesłanie trzech stacji Mediasetu Berlusconiego. [srodtytul]Łeb w łeb[/srodtytul] Jeśli chodzi o oglądalność, rezulataty pojedynku RAI – Mediaset w skali roku wskazują na idealną równowagę. Na temat publikowania listy płac RAI Brunetta rozmawiał już z prezesem telewizji, który ponoć nie zgłaszał większych zastrzeżeń, a niebawem nad sprawą radzić będzie zarząd. [i]-Piotr Kowalczuk z Rzymu[/i] [ramka]Oficjalna strona TV RAI [b][link=http://www.rai.it]www.rai.it[/link][/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL