Film

Z punktu A do B po szczęście

Katarzyna Klimkiewicz
materiały prasowe
Premiera nagradzanego filmu „Hanoi – Warszawa” Katarzyny Klimkiewicz zamknie dziś trzecią edycję Festiwalu Filmowego Kino w Pięciu Smakach
[b]W programie festiwalu znalazły się dwa polskie fabularne filmy. Jednak to nie „Moja krew“ Marcina Wrony, ale pani tytuł zamyka festiwal w kinie Muranów...[/b]
Katarzyna Klimkiewicz: To dla mnie wielkie wyróżnienie, że krótkometrażowe „Hanoi – Warszawa” będzie wyświetlone na zakończenie festiwalu. Tego wieczoru zostanie też pokazany dokument nakręcony w połowie lat 50. w Wietnamie – „Bambus mój brat” (reż. Helena Lemańska, Władysław Forbert). Myślę, że w ciekawy sposób będą się dopełniać. [b]Pani film, zrealizowany w programie „30 minut”, przywiózł z Gdyni dwie nagrody. Proszę przypomnieć jakie? [/b]
Film był pokazywany na Konkursie Młodego Kina. Wyróżniono grę aktorki Thu Ha Mai. Dostaliśmy też Nagrodę Specjalną Jury. [b]Myśli pani, że to nagrody zdecydowały o zaproszeniu filmu do Pięciu Smaków?[/b] „Hanoi – Warszawa” to pierwszy polski film zrealizowany praktycznie w całości w języku wietnamskim. Zagrało w nim kilkunastu debiutujących na ekranie, a mieszkających w Polsce Wietnamczyków. [b]Podobno już w ubiegłym roku przychodziła pani na Festiwal Pięciu Smaków. Po inspirację? [/b] Zainspirowały mnie opowieści ludzi, których spotkałam przy okazji dokumentacji do filmu o Stadionie Dziesięciolecia. Tamten projekt nie doszedł do skutku, ale usłyszałam wtedy o rzeczach, o których nie miałam pojęcia. Na festiwalowe projekcje chodziłam, by jak najlepiej poznać i zrozumieć wietnamską kulturę. [b]Jaką rolę pełni w pani filmie Warszawa?[/b] Jest celem. Opowiadam o wędrówce, podróży między punktem A, którym jest Hanoi, a punktem B, czyli stolicą. Warszawa jest tym, czym kiedyś, dla naszych krewnych czy znajomych naszych rodziców, był być może Paryż, Berlin, Madryt lub Nowy Jork, a dziś bywa Londyn. [b]Nie widać stolicy w tym filmie...[/b] Ale jest obecna w wyobrażeniach bohaterów. W marzeniach ludzi, którzy tu ściągają, licząc, że się tu odnajdą, znajdą swoje szczęście. [b]Na ile stolica jest dziś miastem wielokulturowym? [/b] To się dopiero zaczyna dziać i właśnie to mnie ogromnie fascynuje. Pomostem są oczywiście młodzi. Wśród nich Wietnamczycy, którzy w Polsce się wychowali, kończyli tu szkoły i tutaj studiują. To bardzo ciekawi ludzie. Współtworzą ciekawą tradycję – w niedzielne popołudnia spotykają się na obrzeżach Stadionu Dziesięciolecia. Jest tam nieduża uliczka, na niej kilka barów. Przychodzą tu ludzie ciekawi innych, otwarci, poszukujący. [b]Czy Festiwal Kino w Pięciu Smakach też jest miejscem spotkań?[/b] Jego twórca Kuba Królikowski dąży do tego, żeby na projekcje przychodzili nie tylko Polacy. Dużo jest filmów z wietnamskimi napisami, ale nie jest łatwo przekonać ludzi, którzy na co dzień ciężko w Polsce pracują, niekiedy są tu nielegalnie, by na podobną imprezę przychodzili. Taka integracja wymaga czasu. [b]Na tym festiwalu jest pani gościem honorowym, w Gdyni była oceniana, a na niedawnym WFF oceniała pani sama...[/b] Stefan Laudyn zaproponował mi wejście do jury filmów krótkometrażowych, ale w przyszłym roku zgłoszę na festiwalu swój film. Chciałabym pokazać właśnie „Hanoi – Warszawę”.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL