Sztuka

Szaleństwo genialnego malarza

Andrea Camillieri Kolor sŁoŃca Przeł. Anna Wasilewska Noir sur Blanc, Warszawa 2009
Rzeczpospolita
W fingowanym dzienniku Michelangela Mersi da Caravaggia włoski pisarz splótł dwie kryminalne afery – współczesną i sprzed 400 lat.
W przyszłym roku przypadnie okrągła rocznica śmierci tego niezwykłego artysty. Dobry powód, żeby przypomnieć Caravaggia.
To osobowość, która nieodmiennie fascynuje innych twórców. Jego zawikłany, pełen luk życiorys oraz niejednoznaczny charakter sprawiają, że każdy interpretator losów i dorobku Michelangela Mersi da Caravaggia kreuje własną wizję tej postaci. Derek Jarman widział w nim rozdartego między żądzami a uduchowieniem homoseksualistę, Gustaw Herling-Grudziński – pechowca i niezbyt rozgarniętego furiata, David Hockney – malarza-wynalazcę posługującego się camerą obscurą.
Kolejny portret nakreślił rodak genialnego malarza. Andrea Camillieri, znany przede wszystkim z poczytnej serii kryminałów z komisarzem Montalbanem w roli głównej, od czasu do czasu pisze fabularyzowane powieści historyczne. [srodtytul]Podróż w rodzinne strony[/srodtytul] Inspirują go dzieje Sycylii – wyspy, gdzie się urodził przed 84 laty. Jak wiadomo, ostatnie lata życia Caravaggio spędził na Malcie i właśnie w Syrakuzach, Messynie oraz Palermo. Tułał się, uciekając przed papieską anatemą, jednocześnie realizując zamówienia tamtejszych możnych. Powód, dla którego pisarz splótł własną sentymentalną podróż w rodzinne strony z rozpaczliwą rejteradą Caravaggia. W minipowieści „Kolor słońca” wiekowy autor pojawia się we własnej osobie. Udaje się na spektakl w Syrakuzach (w młodości parał się reżyserią w miejscowym Teatrze Greckim). Sztuka, choć niezbyt udana, dostarcza mu nie lada przeżyć: zostaje uprowadzony przez osobnika ukrywającego tożsamość. Tajemniczy gość nie ma jednak wobec pisarza złych zamiarów. Wypełnia jedynie wolę zmarłej żony, fanki twórczości Camillieriego: powierza mu familijny skarb w postaci… pamiętnika Caravaggia. Tudzież zmontowanej przezeń camery obscury. Plus ekspertyzy. Pisarz spędza kilka godzin na kopiowaniu zapisków, po czym zostaje bezpiecznie dostarczony do hotelu. W tym miejscu zaczyna się sensacyjna opowieść, rzekomo snuta przez malarza – który był ledwo piśmienny. Apokryf jest stylizowany na „archaiczny” język, lecz na tyle uwspółcześniony, że bez trudu rozumiemy treść. Caravaggio wyznaje w nim swoje grzechy, wspomina miłostki (według tej wersji interesowały go obydwie płci), relacjonuje wydarzenia, w wyniku których wszedł w kolizję z prawem. Z jego słów wynika, że nie wywoływał awantur, ale padał ofiarą spisków. [srodtytul]Szatańskie czarne słońce[/srodtytul] Andrea Camillieri sugeruje coś jeszcze: postępujący obłęd artysty. Niesłusznie pomawiany o większe i mniejsze przestępstwa, zaszczuty, starzejący się i chory na oczy malarz stopniowo traci kontakt z rzeczywistością. Nadal jednak gorączkowo pracuje. Prześladuje go wszakże wizja szatańskiego czarnego słońca, w efekcie czego wynajduje technikę chiaroscuro, uwydatniającą światło i cień na obrazie. W fingowanym pamiętniku Caravaggio napomyka o sycylijskich, a także wcześniejszych zamówieniach; pisze, w jaki sposób interpretował zlecone tematy. Do końca malarz liczy na cud – że zarobione pieniądze pozwolą mu gdzieś osiąść, ustatkować się. Nie jest mu to pisane. Jego życie dobiega kresu na plaży w Neapolu… Namawiam czytelników „Koloru słońca”, żeby uzupełnili lekturę esejem Herlinga-Grudzińskiego ze zbioru „Sześć medalionów i srebrna szkatułka”. Choćby dla sceny śmierci Michelangela Caravaggia, której, rzecz jasna, w dzienniku brakuje. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=m.malkowska@rp.pl]m.malkowska@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL