Styl życia

Jakość życia powinna być brana pod uwagę

Rzeczpospolita
Prof. dr hab. n. med. Janina Stępińska, kierownik Kliniki Wad Nabytych Serca i Oddziału Intensywnej Terapii Kardiologicznej Instytutu Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego
Jakość życia w chorobach układu krążenia to nowe podejście do oceny skuteczności terapii. Skuteczność leczenia ocenia się w dużych, międzynarodowych, wieloośrodkowych badaniach klinicznych. Od niedawna jakość życia pojawiła się jako punkt końcowy rozmaitych badań klinicznych. Nie zawsze jest to jednoznaczne. Nie zawsze redukcja ryzyka groźnych zdarzeń, np. występowania zawału serca, groźnych zaburzeń rytmu serca czy objawów niewydolności serca, jest jednoznaczna z jakością życia pacjentów.
Ocena jakości życia powinna być istotnym elementem branym pod uwagę przy doborze czy modyfikacji leczenia. Oczywiście, lekarz skupia się przede wszystkim na doborze takiego leczenia, które wydłuży życie chorego, zmniejszy szansę na wystąpienie groźnych powikłań, np. zawału serca, udaru mózgu itd. Coraz bardziej zwracamy też uwagę na to, czy leczenie poprawi codzienne funkcjonowanie chorego: czy zmniejszy dolegliwości, czy pozwoli na pracę zawodową, umożliwi aktywny udział w życiu rodzinnym i społecznym. Każda choroba generuje koszty ponoszone przez chorego, rodzinę, społeczeństwo. Powinno się dążyć do tego, by pacjent z chorobą przewlekłą miał szansę na w miarę normalne funkcjonowanie. Niestety, czasem nowoczesne metody leczenia, choć niezbędne, mogą utrudniać mu codzienne funkcjonowanie i nieść pewne ograniczenia. Większość poważnych chorób kardiologicznych to choroby przewlekłe: nadciśnienie tętnicze, choroba wieńcowa, migotanie przedsionków, wady serca. Wszystkie, nawet bardzo nowocześnie leczone, zmieniają jakość życia. Najczęściej dolegliwości się zmniejszają, ale liczne zalecenia, ograniczenia wpływają na aspekt psychiczny i społeczny. Jakość jest zupełnie inna nawet po pierwotnej angioplastyce, a co dopiero po nagłym zatrzymaniu krążenia, operacji by-passów, wszczepieniu stymulatora, kardiowertera/defibrylatora czy przeszczepie serca. Najpoważniejszą przewlekłą chorobą układu krążenia jest niewydolność serca. U jej podłoża może być zarówno choroba wieńcowa, przebyty zawał serca, jak i nadciśnienie tętnicze, zaburzenia rytmu serca, wady serca, kardiomiopatie, zapalenia mięśnia serca. Częstość występowania zwiększa się z wiekiem, niezależnie od płci. Niewydolność serca rozpoznaje się u 2 proc. dorosłych, a powyżej 65. roku życia – u 6 – 10 proc. populacji. 5 proc. przyjęć do szpitali stanowią pacjenci właśnie z tą chorobą. Biorąc pod uwagę starzenie się społeczeństw, niewydolność serca będzie rozpoznawana coraz częściej. Z Pierwszego Polskiego Rejestru Pacjentów z Ostrą Niewydolnością Serca – Polkard, który był koordynowany przez prof. Piotra Ponikowskiego i przeze mnie, wynika, że śmiertelność wewnątrzszpitalna jest bardzo wysoka (10,56 proc.), a częstość rehospitalizacji w ciągu kolejnych sześciu miesięcy sięga 60 proc. Chorzy z niewydolnością serca nie mają dobrej opieki ambulatoryjnej. Stworzenie systemu takiej opieki dla chorych z niewydolnością nerek poprawiłoby jakość leczenia, zmniejszyło liczbę rehospitalizacji i ogromnie poprawiło komfort życia chorych. Na szczęście pacjenci mogą liczyć na refundację podstawowych leków. Są dowody ze świata, które pokazują, że pierwszą pomoc ambulatoryjną może nieść dobrze wykształcona pielęgniarka, która oczywiście w razie potrzeby ma kontakt ze specjalistą. Stworzenie takiego systemu przyniosłoby wymierne korzyści: odciążyłoby szpitale, lekarzy rodzinnych. Leczenie prowadzące do zmniejszenia liczby hospitalizacji poprawia jakość życia chorego, rodziny, a jednocześnie odciąża system ochrony zdrowia. A z wykształceniem pielęgniarek nie byłoby najmniejszego problemu.
Drugą grupą chorych, która dzięki stosunkowo prostym rozwiązaniom systemowym mogłaby być bezpieczniej i skuteczniej leczona, są szerokie rzesze pacjentów leczonych przeciwzakrzepowo: chorzy z migotaniem przedsionków, żylną chorobą zakrzepowo-zatorową, zatorowością płucną, po wszczepieniu zastawek serca, z bardzo zaawansowaną niewydolnością serca. Leczenie jest bardzo trudne, bo dawki leków dobierane są indywidualnie, a ich działanie zależy między innymi od diety, innych przyjmowanych specyfików, wydolności wątroby. Źle prowadzone leczenie przeciwzakrzepowe grozi krwawieniami, jeśli dawka leku jest zbyt duża, lub zatorami, gdy jest zbyt mała. W wielu krajach pacjenci mają w domu urządzenia do kontroli leczenia przeciwzakrzepowego, podobnie jak chorzy na cukrzycę, którzy kontrolują poziom cukru. Refundacja obejmuje paski służące do kontroli leczenia. W Polsce nie ma wypracowanych zasad takiej kontroli. Na szczęście są pierwsze badania z nowymi lekami przeciwzakrzepowymi, które nie będą wymagały stałego monitorowania leczenia. Ale te leki będą bardzo kosztowne i nie wiadomo jeszcze, czy będą stosowane we wszystkich wskazaniach. Być może należy się już przygotowywać do ich refundacji w konkretnych wskazaniach. Najwyższy czas, by w gronie ekspertów, z udziałem decydentów, zadbać o bezpieczeństwo i komfort leczenia chorych przewlekle, leczonych przeciwzakrzepowo. A koszty źle prowadzonej terapii są ogromne. Udar mózgu krwotoczny czy niedokrwienny to dramat pacjenta, jego bliskich i ogromne koszty.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL