Telewizja

Łączymy się ze Srebrnym Globem

NASA
20 lipca 1969 roku człowiek po raz pierwszy postawił stopę na Księżycu. Około 700 milionów ludzi oglądało ten moment na żywo w telewizji. Film Jeffa Fousta opowiada o kulisach arcytrudnej do zrealizowania transmisji
Twórcy dokumentu stawiają pytanie: czy lądowanie człowieka na Księżycu byłoby dla świata wydarzeniem tak ważnym i podniosłym, gdyby nie telewizyjna relacja. Czy gdyby miliony widzów nie zobaczyły na własne oczy, jak Neil Armstrong stawia pierwsze kroki na Srebrnym Globie, ludzkość zdałaby sobie sprawę z wyjątkowej rangi tego wydarzenia? Astronauci, inżynierowie i operatorzy kamer, którzy w pocie czoła pracowali nad jakością transmisji, są przekonani, że nie.
Stacja śledząca w Goldstone w Kalifornii postawiona została na terenie bazy wojskowej Fort Irwin na pustyni Mojave – 220 kilometrów na północ od Los Angeles. Na tej nieurodzajnej ziemi narodziła się komunikacja kosmiczna. Na początku 1958 roku Laboratorium Napędu Odrzutowego potrzebowało anteny, by utrzymać łączność z planowaną załogową misją na Księżyc. Naukowcy szukali rządowej placówki wolnej od zakłóceń radiowych. – W połowie 1961 roku prezydent Kennedy zapowiedział, że przed końcem dekady wylądujemy na Księżycu. Potrząsnęliśmy tylko głowami – wspominają w filmie. Sieć komunikacyjna dla misji załogowej Apollo liczyła 28 nadajników. W większości były to anteny o średnicy dziewięciu metrów, które miały komunikować się ze statkiem na orbicie okołoziemskiej. Niektóre umieszczono w samolotach lub na okrętach. Żeby zapewnić Apollo całodobową łączność z Ziemią, konieczne były aż trzy stacje śledzące. Pierwsza mieściła się w Goldstone, druga – w Honeysuckle Creek pod Canberrą w Australii, trzecia – w Madrycie. Umieszczono tam 25-metrowe anteny, umożliwiające łączność z pojazdem na orbicie lub powierzchni Księżyca. Każda była wyposażona w zestaw awaryjny.
– Nigdy nie przeżyłem tak stresujących chwil – mówi jeden z naukowców odpowiedzialnych za powodzenie transmisji z Księżyca. – Oczyma wyobraźni widziałem czarny, przygnębiający ekran. Cała nasza praca prowadziła do tego jednego momentu. Musiało się udać, bo nie mieliśmy zapasowej kamery. Obraz Armstronga stawiającego pierwszy krok na Księżycu pojawił się, choć był rozmazany. I tak potraktowano to jak wielki sukces. – To czarno-białe, niewyraźne nagranie jest pewnie jednym z najczęściej odtwarzanych w historii telewizji – wspominają eksperci NASA. – Wybałuszaliśmy oczy jak reszta ludzkości. Działo się coś niezwykłego. Byliśmy szczęśliwi, że zdołaliśmy pokazać to światu. Obraz był bardzo surowy i niepoddany żadnej obróbce. Czuło się, że to rzeczywiście transmisja z Księżyca. I trudno było uwierzyć, że nasi koledzy po prostu tam sobie biegają. Ale najważniejsze, że dzięki tamtej transmisji daliśmy każdemu, kto chciał włączyć telewizor, poczucie triumfu całej ludzkości. [i]Transmisja z Księżyca | 20.45 | planete | środa[/i] [i]Zdjęcia NASA[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL